Podróż do lat 90′: Speed: Niebezpieczna prędkość

Pamiętacie lata dziewięćdziesiąte? Wciąż borykacie się z kultową epoką, która dla wielu jest przebrzmiałą i zapętloną historią kiczu i tandety?  To dobrze, bo dziś wracam do Was z cyklem przypominającym tamte czasy.

Obecnie wyrażamy wręcz nostalgiczną tęsknotę za momentem, w którym w telewizorze wygrzewały się na piaskach amerykańskich plaż sztuczne piersi Pameli Anderson w serialu Słoneczny Patrol, a w kinach umysłami widzów władał David Fincher z Podziemnym Kręgiem i niesamowicie przystojnym (i młodym przede wszystkim) Bradem Pittem.

Skąd takie zjawisko? Patrząc na trendy w modzie, kulturze, polityce – wszystko wraca. Kiedyś seriale, filmy czy pokazy mody były wydarzeniem roku (te mniejsze – sezonu). To właśnie pod nie układano ramówki stacji telewizyjnych, a włodarze największych wytwórni filmowych kłócili się o wolne miejsce w kalendarzu dla swoich najnowszych premier. Są w światowej kinematografii projekty, które nigdy mnie nie nudzą. Za każdym razem, gdy siadam przed ekranem telewizora, wywołują te same albo jeszcze większe emocje. Zapierają dech w piersiach i podnoszą ciśnienie we krwi.

 

1200x712_kwm2bk

 

Tak samo było ze Speedem. W filmie występują same gwiazdy: Keanu Reeves, Dennis Hooper i młodziutka Sandra Bullock (debiutująca w swoim pierwszym kasowym hicie kinowym). Fabuła jest prosta jak budowa cepa. Antagonista zmęczony pracą w amerykańskiej policji, na bezrobociu wymyśla plan zemsty za zmarnowane życie w służbie ojczyźnie. Chce pieniędzy. Na swojej drodze napotyka parę agentów specjalnych i… kobietę.

Akcja rozpędza się z każdą minutą filmu, nie pozwalając odpocząć widzowi. Scenarzyści doskonale organizują czas, dawkują napięcie, igrają z nerwami bohaterów. Sandra pięknie prowadzi kolosa (tak zwał się owy model autobusu 2525) po ulicach i autostradach rozmieszczonych w Los Angeles. Reżyser filmu Jan De Bont miał za zadanie stworzenie dostarczającej historii ludzi uwięzionych w pędzącej pułapce, która zaangażuje publiczność w stu procentach – i udało mu się to rewelacyjnie.  De Bont wykorzystał swoje doświadczenia z planu Szklanej Pułapki (gdzie pełnił rolę operatora filmowego) i w jak najlepszy sposób starał się je wykorzystać w swoim debiutanckim projekcie.

Najważniejszą wartością filmu jest jednak danie światu królowej komedii (a ostatnimi czasy i kosmosu) Sandry Bullock. To w Speedzie jej gwiazda rozbłysła i lśni do teraz z nieprzerwanym blaskiem. Doświadczenie jakim jest obserwowanie młodej Bullock, nieszarżującej, autentycznej i przede wszystkim naturalnej – to przyjemność dla każdego kinomaniaka.

 

gallery-speed-2

 

Dlaczego wybrałem akurat ten film? Bo jest w nim wszystko to, co ukochała w sobie epoka Słonecznego Patrolu. Przaśne epatowanie wartościami, którymi lubuje się szczycić  amerykańskie społeczeństwo, szybka akcja, miłość na zawołanie i… miłość od pierwszego wejrzenia.

Speed: Niebezpieczna Prędkość to akcyjniak, których po 1995 roku powstało taśmowo kilka na rok. Jednak ten był pierwszy, a od niego, do dziś, czerpie się garściami pomysły na podtrzymanie zawrotnego tempa akcji, a  przede wszystkim niekłamanej chemii między głównymi bohaterami. To dlatego ten film się nie starzeje, a jako produkt wciąż dostarcza niesamowitej zabawy. Nostalgię w widzu pobudza od pierwszych minut i to jest najważniejsze.

 

Na miły i ciepły wieczór – w sam raz!

 

Kilka ciekawostek:

  • Sandra Bullock, aby przekonać producentów, że jest odpowiednią kandydatką do głównej roli żeńskiej zdała prawo jazdy na autobusy i samochody ciężarowe.
  • Scenariusz został napisany z myślą o Ellen DeGeneres.
  • Rolę Keanu Reevesa do ostatniej chwili miał otrzymać Tom Cruise.
  • Reżyserią filmu zainteresowany był Quentin Tarantino.
  • Film doczekał się kontynuacji z Sandrą Bullock w roli głównej, który okazał się finansową i artystyczną klapą.

Zapisz

Adrian Nowacki

Lubi filmy oglądać i o nich pisać.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany