Do krainy czarów lub na drugą stronę lustra

Ostatnio rzadko chodzę do kina. Głównie dlatego, że wieczory spędzam często w teatrze, a chodzić do kina przed południem zwyczajnie nie lubię. Poza tym jestem dość specyficznym widzem – interesują mnie głównie stare polskie filmy i studyjne kina. Nie oglądam science fiction (Gwiezdnych wojen nie obejrzałabym nawet, gdyby ktoś mi za to zapłacił), jak ognia unikam komedii romantycznych (wyjątek stanowią te bożonarodzeniowe, ale w okresie przedświątecznym wszystko wolno), horrory to zupełnie nie mój świat, a kino akcji mogłoby być moim lekiem na bezsenność. I tylko w jednym przypadku można być pewnym, że zastanie się mnie w kinie – gdy na ekrany wchodzi nowy film animowany albo ekranizacja którejś z moich ulubionych książek.

Alicję w Krainie Czarów obejrzałam kilka miesięcy po premierze, siedząc z przyjaciółmi w domu i jedząc upieczone chwilę wcześniej ciastka. Może to mało znaczący szczegół, ale dla mnie było to wtedy bardzo ważne. Bo odkąd pamiętam, książka Carrolla kojarzyła mi się zawsze z przyjaźnią. Z przyjaźnią, która daje odwagę bycia sobą, bez udawania i zakładania masek.

Druga część filmu – Alicja po drugiej stronie lustra – pozostawia widza z przeświadczeniem, że zawsze trzeba wierzyć w siebie, swoje marzenia i w to, co podpowiada nam serce. Morał może i banalny, ale jak ponadczasowy. Nie bez przyczyny to właśnie Czas gra w tym filmie pierwsze skrzypce. Ludzie próbują często wmówić sobie i innym, że nic od nich nie zależy – że wszystko w rękach losu, że na nic nie ma czasu, że czas to złodziej, że i tak upłynie, więc bez sensu jest podejmować walkę o niemożliwe. Bajkowy świat stoi w opozycji do wszystkich wymówek. Kraina czarów czy druga strona lustra nie są odległymi światami, do których można trafić tylko za pomocą wyobraźni. To tak naprawdę granica strachu, za którą jest już tylko wolność i wiara w to, że niemożliwe jest możliwe. Trafiają tam wszyscy ci, którzy nie boją się uwierzyć, że za nieznanymi drzwiami czeka ich przygoda. Jest o tym przekonana zarówno Alicja, Szalony Kapelusznik, Biały Królik, jak i Absolem. A po obejrzeniu ekranizacji Jamesa Bobina także widzowie.

To idealny film na jutrzejszy Dzień Dziecka. Zarówno dla młodych, jak i dla starszych. Dla tych, którzy szukają motywacji do podjęcia działania, jak i dla tych, którzy są już w trakcie realizacji swoich marzeń, jednak wciąż boją się, że nie zdążą ze wszystkim na czas. Film dla wszystkich tych, którym zdarza się zapomnieć, że dobrze jest czasem oszaleć.

Tych, którzy nie odnajdują się w kinowych salach, zachęcam do wybrania się do Teatru Polonia, gdzie aktorzy Teatru Papahema przygotowali spektakl rodzinny o takim samym tytule – Alicja po drugiej stronie lustra. A jeśli i do teatru nie po drodze, zawsze można sięgnąć po książkę. Byleby tylko nie tkwić w miejscu, byleby dać się – choć na moment – zabrać w magiczną podróż na drugą stronę lustra.

 

Grafikę wykonała Doma.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany