Mantry i konie, czyli o „Clashes” Brodki

Kasia: Clashes to najbardziej oczekiwana przeze mnie płyta ostatnich lat. Granda była moim objawieniem i najczęściej zapętlaną płytą 2010 roku, a i kilka lat później. Po takim wstrząsie napięcie i oczekiwania wobec kolejnego albumu rosły, a na ten przyszło nam czekać aż sześć lat. Czy Wy też tak intensywnie wyczekiwałyście nowego materiału?


Justyna:
Pewnie, że wypatrywałam nowego brodkowego dzieła. Ale jednocześnie wiedziałam, że kolejny krążek będzie wymuskany i dopieszczony – to Brodka, w jej twórczości nie ma miejsca na fuszerkę. Dlatego cierpliwie czekałam, nasłuchując czy to już…


Magda:
Przyznam szczerze, że choć bardzo cenię Brodkę, nie sięgam po jej twórczość zbyt często. Był czas, że słuchałam Grandy bardzo dużo, jednak ostatni raz zdarzyło mi się spędzić z nią więcej czasu chyba jeszcze w liceum. Niemniej, gdy usłyszałam singiel Horses na Liście Przebojów Trójki, szybko wpadł mi w ucho i zaczęłam odliczać dni do ukazania się Clashes. Jednak ze zdziwieniem zauważyłam, że nierzadko, gdy rozmawiałam na temat premiery ze znajomymi, nie byli oni zbyt entuzjastycznie do niej nastawieni, twierdząc, że singiel zawiódł ich oczekiwania i nie jest zwiastunem dobrego albumu.


Justyna:
I tutaj mogę przyłączyć się do Twoich znajomych – pierwszy kontakt z Horses i pierwsza myśl – nie poruszyło mnie! Ale jak to? Brodka mnie nie porusza?

brodka horses
żródło: http://muzyka.interia.pl/wiadomosci/news-monika-brodka-z-nowym-teledyskiem-horses,nId,2170900


Kasia:
Wydaje mi się, że po nowym singlu spodziewano się czegoś na miarę Dancing shoes, a najwyraźniej Brodka za wszelką cenę próbuje uniknąć szufladkowania jej muzyki, czego efektem jest nowa, bardzo nieszablonowa płyta. Clashes przesłuchuję już trzeci raz i nie mogę pozbyć się wrażenia, że to taki nasz David Bowie w spódnicy. Z każda płytą zmienia swój wizerunek i prezentuje coś zupełnie odmiennego od poprzedniego repertuaru. Potrafi czerpać zarówno z muzyki Beskidu Niskiego, dalekiego Wschodu, punku i elektronicznej muzyki tanecznej, a przy tym cały czas brzmieć jak Brodka.


Magda:
Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po usłyszeniu Clashes to było: tak brzmi dojrzała Brodka. Nie uważam wcale, że Granda jest dziecinadą, jednak jest zupełnie inna. Moim zdaniem Clashes składa się z samych dopracowanych dźwięków. Każda kompozycja sprawia wrażenie wielokrotnie przemyślanej, każda najmniejsza harmonia  – a jest ich tu, ku mojej szczerej uciesze, niesamowicie dużo! – to doprecyzowane, perfekcyjnie dopełniające się brzmienia. Kolejnym ogromnym plusem albumu jest bogate instrumentarium – przykładowo sekcja dęta w utworze Can’t wait for war całkowicie mnie oczarowała. Jednak zaskoczeniem było dla mnie zasłyszenie ewidentnej inspiracji… muzyką kościelną.


Justyna:
Ja także zwróciłam uwagę na liturgiczne inspiracje. Dużo tu śmierci, przemijania, ale też pogodzenia z tymi procesami. Artystka nie trzyma się kurczowo myśli o życiu,  śpiewa o okrucieństwie, ma ironiczne podejście do śmierci. Słyszę pewną tajemnicę w dźwiękach z Clashes. Kryje się w nich coś mistycznego, niedostępnego. To nie jest muzyka podana do skonsumowania, trzeba w niej trochę pogrzebać, nauczyć się ją czytać. Może w tym pomóc podróż śladami Brodki – artystka otwarcie mówi skąd czerpała inspiracje do płyty (USA, Meksyk, Japonia). Wspomina także o wpływie wojny na Ukrainie na swoje teksty.

Pogłos, który słychać na nagraniach w wyobraźni stwarza obraz świątyni i chóru w niej śpiewającego. Czy ten album to modlitwa? Osobiście skłaniam się ku tezie, że tak – Clashes jest rodzajem modlitwy.

Brodkę szanuję za konsekwencję. Uparcie idzie swoją muzyczną ścieżką, odkrywając jej kolejne meandry. Myślę też, że z dobrą płytą jest jak z książką – to pewna opowieść, która ostatecznie składa się w całość i porusza w bliżej nieokreślony sposób. I tutaj też tak jest – opowieści z Clashes można słuchać wielokrotnie i za każdym razem dziwić się, jak wiele niuansów nam umknęło.
A co powiecie o języku? Po Grandzie, w której fenomenalnie bawiła się polskim, Brodka sięgnęła po język angielski. Czy to dobry wybór?


Magda:
Słuchając płyty po raz pierwszy lubię robić sobie „notatki z pierwszego wrażenia”. Na temat Clashes znalazłam zapisek o treści: brakuje mi tu czegoś po polsku! Choć w obliczu całego albumu nie jest to coś, nad czym szalenie ubolewam, miło byłoby mi usłyszeć chociaż jeden lub dwa utwory w naszym rodzimym języku.

Jednak ich brak wynagradza jeszcze jedna rzecz, o której nie mogę nie wspomnieć – mam wrażenie, że na tej płycie miłośnik jakiegokolwiek gatunku muzyki jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Oprócz wspomnianych wcześniej liturgicznych brzmień wyłapałam tu zarówno lekki ukłon w stronę jazzu jak i odrobinę mocniejszego uderzenia. Nie jest prostym zadaniem zestawienie tak skrajnych gatunków muzycznych w taki sposób, by tworzyły spójną całość.


Kasia:
Faktycznie, to płyta kompletna, pełna muzycznych ornamentów. Słuchając Clashes czuć, że zebranie materiału musiało zająć tyle czasu i nic nie znalazło się tu przypadkowo. Jeśli chodzi o język, częściej łapię się na nuceniu anglojęzycznych utworów, choć polską Brodkę bardzo lubię. Wydaje mi się, że płyta w dużej mierze, przynajmniej na etapie pomysłów,  powstała w trakcie azjatyckich podróży artystki. Na Grandzie były obecne motywy regionalne, jak choćby instrumenty góralskie nagrane w rodzinnym mieście Brodki, Żywcu. Ta płyta jest bardziej uniwersalna, światowa, może stąd właśnie wybór języka angielskiego? Wałkujemy Clashes już od kilku dni. Macie już swoich faworytów?


Magda:
Mi momentalnie wpadł w ucho utwór, który odrobinę odbiega od konwencji całego albumu. Krótki, skoczny i trochę mocniejszy w brzmieniu – My name is Youth. Może dlatego, że cały tekst składa się zaledwie z dwóch linijek, które w wolnym tłumaczeniu brzmią: Ludzie zawsze mówią, że mam ładne imię. Jak masz na imię? Mam na imię Młodość!

Ten utwór wywołał mimowolny uśmiech na mojej twarzy. Szybko znalazłam tego powód – najzwyczajniej w świecie utożsamiam się z tą piosenką.


Kasia:
Coś czuję, że to właśnie My name is Youth będzie koncertową petardą. Swoją drogą, jestem bardzo ciekawa, jak ten materiał sprawdzi się na żywo i czy będzie towarzyszyć mu bogata oprawa świateł i kostiumów, a ta muzyka zdecydowanie zasługuje na show. Jeśli chodzi o moich ulubieńców, na pewno będzie nim utwór otwierający – Mirror Mirror. Delikatne, stonowane preludium, brzmiące jak muzyka z kosmosu. W Hamlecie i Kyrie słyszę z kolei mieszankę Kate Bush, Bjork i Soley. Coraz bardziej pochłania mnie ta płyta. Zachwyca i niepokoi.


Justyna:
Im dłużej słucham tej płyty, tym bardziej poważna i mroczna mi się wydaje. Oto Pani Brodka zapuściła się w głąb duszy i porozmawiała ze śmiercią. Uwielbiam Santa Muerte za misterną konstrukcję z dźwięków i słów. Haiti także mocno na mnie działa – mantryczne brzmienia wprawiają ciało w stan zbliżony do tego podczas medytacji. Holy Holes natomiast, nie ma w sobie niczego co pozwoliłoby odpłynąć – pobudza i wywołuje niepokój. Ciekawe, co po tygodniu, miesiącu, a co po roku odkryjemy, bo jestem pewna, że kryje się tu jeszcze mnóstwo detali, na których odsłonięcie trzeba troszkę poczekać.

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany