Jej portret: Halina Poświatowska

Kiedy zakwitają konwalie i przychodzą pierwsze wiosenne burze, jeszcze intensywniej niż zwykle myślę o Halinie Poświatowskiej. Od pięciu lat odnajduję ją we wdychanym powietrzu, kroplach deszczu na szybie, w blasku słońca, futrze kota, zielonej trawie i suchych liściach. Mięśnie rąk wiotczeją, gdy chwytam pióro chcąc napisać coś o niej, słowa plączą się i uciekają, w obliczu jej misternie utkanych wierszyków. Zagryzam wargi i wiem, że muszę pisać o największej z największych, choć tak wiele zostało już powiedziane, tyle zostało odkryte.

Są takie noce, gdy wiatr nie daje spać, bierze się do rąk Poświatowską i czyta się. Który to już raz? Nie wiem. Chłonie się, traci się noc i powieki opadają w autobusie, ale to nic takiego w obliczu drżących rąk i kołaczącego serca. Tak bardzo lubię te noce z Poświatowską. Od ostatniej strony Opowieści dla przyjaciela do początku i tak w kółko do czwartej trzydzieści dwie. Liryki Halinki śpiewa mi wiatr, wystukuje serce, a nawet zapachy recytują strofy (zapachy najdoskonalej). Tak trwam niezbicie w tej miłości do Ciebie i kiedy po raz kolejny przychodzi mi pisać o Tobie, zatracam się ponownie w Twoim życiu, urodzie i słowach.

 

Wiele razy zadawałam sobie pytanie co sprawia mi większą radość, czy lektura Poświatowskiej, czy czytanie o niej. Nie przypominam sobie pierwszego wiersza, który znalazłam gdzieś w odmętach Internetu, pamiętam za to z jaką ekscytacją pochłonęłam witrynę poświęconą poetce z zarchiwizowanymi artykułami na jej temat. Później przyszła cała góra książek – Nierozważna i nieromantyczna Grażyny Borkowskiej, Ja minę, ty miniesz Marioli Pryzwan, Uparte serce Kaliny Błażejowskiej, Halina Poświatowska w zwierciadle swojej kobiecości Katarzyny Karaskiewicz i nade wszystko Listy.

Haśka, którą poznałam jest dla mnie kwintesencją kobiecości. Kobietą tyle czarującą i uwodzicielską, co krnąbrną i upartą. We wspomnieniach bliskich zebranych przez Mariolę Pryzwan jej obraz nie jest jednoznaczny. Wspomina ją rodzina, przyjaciele z Domu Literatów, szpitali, senatoriów, pokładu Batorego, Smith Collage i Standford oraz kochankowie kupujący Haśce maki pod kościołem Mariackim. W jednym są zgodni – smukła dziewczyna o kasztanowych włosach i zielonych kocich oczach robiła wrażenie. Sprytnie ukrywała chorobę i nie dawała po sobie poznać, jak bardzo ogranicza ją wątłe serce. Nie wolno było biegać – biegała, nie wolno było palić – paliła, nie wolno było tańczyć – tańczyła do rana, nie wolno było kochać – kochała.

Piękno wierszy i Opowieści dla przyjaciela jest bezdyskusyjne. Nie chcę jednak pochylać się za bardzo nad oczywistościami, próbując usilnie wmówić, że Poświatowska wielką potką była. Prawdziwy obraz Haśki bez wybielania nieznośności charakteru wyrasta ze słów bliskich i bogatej epistolografii poetki. Jedni zarzucają jej kreacjonizm, zwłaszcza w Opowieści dla przyjaciela. Ireneusz Morawski, któremu dedykowana jest powieść utrzymuje, że poprzez tę prozę Halina postawiła sobie złudny pomnik kosztem jego uczuć. Innym zawiedzionym kochankiem był Jerzy Kosiński, bezwzględnie portretujący Haśkę w Pustelniku z 69 ulicy. Kosiński drwi z pozy poetki przedstawiając ją jako kobietę dominującą i bezpruderyjną. Z kolei w Niebieskim ptaku Poświatowskiej, opisuje ona podobnie te same okoliczności poznania. Tutaj pisarz jest cyniczny i ekscentryczny. Poetka zaś bierna, kobieca i kokietująca. Klasyczny podział ról. Poświatowska pełna jest sprzeczności. Błądziła na granicy oddzielającej dzieciństwo od dorosłości. Choć za wszelką cenę chciała być kobietą dojrzałą i wyzwoloną, do ostatnich chwil życia odnajdywała ukojenie u boku matki, przy której ubywało jej lat i znów stawała się małą Haśką z zaplecionymi warkoczami. Czy faktycznie to, co po sobie zostawiła jest wyłącznie pozą? Patrzę w jej roziskrzone oczy i jestem pewna, że potrafiła wejść za skórę i nie zawsze była kryształowej czystości.

z11725068Q,Halina-Poswiatowska

Nazywana godną następczynią Jasnorzewskiej – Pawlikowskiej poszła o krok dalej. Poezja Poświatowskiej to świadomość własnego ciała i jego potrzeb przelewana na papier. Ciała jako źródła radości i świadectwa śmiertelności. Wszystkie przyjemności, które życie mogło jej zaoferować stanowiły dla niej zakazany owoc. Nie przeszkadzało jej to jednak w czerpaniu z niego pełnymi garściami. Była krnąbrna i niepokorna. Śmierci śmiała się prosto w twarz. Zamiast kochanków, uciech, podróży i pracy mogła spędzić całe życie w fotelu . Prawdopodobnie dzisiaj obchodziłaby 81 urodziny. Ale przecież żyje się tylko chwilę a czas – jest przezroczystą perłą wypełnioną oddechem… 

Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany