Katowice – miłość nie od pierwszego wejrzenia

Węgiel, smog, kopalnie, godka, Kutz i kluski śląskie z modrą kapustą. Tak w dalszym ciągu wygląda stereotypowy obraz Katowic. Miasta, które przez ostatnie kilka lat przeszło ogromną metamorfozę, zyskuje światową sławę i poklask wśród hipsterów. Górnicze dziedzictwo stało się atutem i głównym przedmiotem zainteresowania lokalnego designu. Industrial przestał być postrzegany jako szpecąca część krajobrazu, a zaczął być wykorzystywany jako przestrzeń dla wydarzeń kulturalnych. To tutaj wyrastają cuda współczesnej architektury obsypywane nagrodami. Wreszcie, od niedawna miastu nadano prestiżowy tytuł Kreatywnego Miasta Muzyki UNESCO. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale muszę przyznać, że z Katowicami nie zawsze było mi po drodze.

Podziały na Hanysów i Goroli stały się już przedmiotem żartów i powoli odchodzą do lamusa. Nie każdy wie o tym, że w godce występują jeszcze takie pojęcia jak ptoki i krzoki, określające Katowiczan przysposobionych i tych z dziada pradziada. Oczywiście należy traktować tego typu klasyfikacje z przymróżeniem oka, bardziej jako relikt unikatowej gwary. Pozostając w dalszym ciągu w śląskim klimacie, mogę nazwać siebie ptokiem.
Rozpoczęcie studiów oznaczało dla mnie przeprowadzkę. Odkąd pamiętam moim wymarzonym studenckim miastem był Kraków. Przez myśl nie przechodziła mi żadna inna ewentualność. Marzenie o Krakowie pozostało, choć w międzyczasie zmieniały się moje pomysły na życie. Ostatecznie wybrany przeze mnie kierunek postawił mnie przed wyborem między Katowicami a Łodzią. Powoli żegnałam się z marzeniami o jeżdżeniu rowerem po wąskich brukowanych uliczkach Krakowa i spacerach po Kazimierzu, a z konieczności wyboru, zdecydowałam się na, jak wówczas myślałam, mniejsze zło w postaci Katowic.
Sama nie wiem, co mnie tak mierziło w tych Bogu ducha winnych Katowicach. Miasto przez lata miało zły pijar, będąc postrzegane jako typowo przemysłowe, brudne i w żadnym wypadku atrakcyjne, zwłaszcza dla młodych ludzi. Najwyraźniej dałam się zwieść utartym stereotypom. Na szczęście bardzo szybko zostałam wyprowadzona z błędu.

Do Katowic przeprowadziłam się w prawdopodobnie najlepszym dla miasta okresie. Początki dobrej zmiany zaczęły się w momencie satarania się o przyznanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Katowice wystartowały z budzącym kontrowersje i kpiny hasłem Katowice Miasto Ogrodów. Ignoranci nie doczytali najwyraźniej, że Katowice zajmują 3. miejsce w rankingu najbardziej zielonych polskich miast, a koncepcja miasta ogrodu Ebenezera Howarda została zrealizowana przez architektów, braci Zilmannów w katowickiej dzielnicy Giszowiec. Katowice nie zostały stolicą kultury, ale wbrew powszechnemu przekonaniu wcale nie zwolniły tempa. Swoją pracę w dalszym ciągu kontynuuje Instytucja Kultury Miasto Ogrodów, organizując choćby Katowice Street Art Festival, JazzArt Festival, czy festiwal kina niezależnego Ars Independent. Porażka tylko podsyciła ambicje miasta i jego działaczy, a przypuszczam, że rozpoczynając kampanię na ESK, ani Katowiczanie, ani twórcy projektu nie sądzili jak bardzo zmieni się miasto.

Pisząc o rzeczach bliskich sercu, łatwo poddać się emocjom i zatracić logikę, dlatego posłużę się rankingiem zagadnień, które sprawiają, że czuję się tu dobrze i nie wyobrażam sobie innego miejsca do życia.

Nowi Ślązacy i design

gadzety
Pojęcie Nowych Ślązaków zaczerpnęłam z książki Zofii Osislo-Piekarskiej o tym samym tytule. Publikacja będąca pracą dyplomową na katowickiej ASP jest nie tylko esejem autorki na temat śląskiej tożsamości i designu, ale przede wszystkim jest zbiorem rozmów z działaczami i twórcami potwierdzającymi tezę bycia tytułowymi Nowymi Ślązakami.
„Nowi Ślązacy i Ślązaczki są liderami zmieniającymi region poprzez dizajn. Postrzegam tutaj region jako obszar województwa śląskiego, a Nowych Ślązaków jako ambasadorów dialogu pomiędzy grupami mieszkańców o zróżnicowanej kulturze i tożsamości” – na wstępie informuje Piekarska. W temacie śląskiego designu jest o czym mówić. Na spotkaniu promocyjnym Nowych Ślązaków ceramik Bogdan Kosak słusznie zauważył, że odwiedzając większość polskich miast wśród pamiątek można znaleźć ten sam brzozowy długopis ze zmieniającą się tabliczką z nazwą miasta. Katowice, są prawdopodobnie najlepiej rozpromowanym poprzez produkt polskim miastem. Ilość projektantów i twórców jest tak duża, że nie zdołam nawet wszystkich wymienić, ale kilku z nich kupiło mnie szczególnie. Kasia Depa, podobnie jak ja – ptok zakochany w Katowicach, tworzy klasyczną, minimalistyczną biżuterię z autentycznymi bryłkami węgla nazwaną wymownie ICOALYOU. Sadza Soap, czyli seria kosmetyków z wykorzystaniem węgla aktywnego promowana hasłem Sadza odmładza – to dziecko Marty Frank i Marcina Babko. Artur Wosz – student architektury i miłośnik katowickiej moderny projektuje i szyje torby, plecaki i poduszki z grafikami kultowych budynków Katowic. Wyciskarka do cytryn w kształcie spodka i podstawka pod jajko w formie planetarium w Parku Śląskim to projekty wspomnianego już Bogdana Kosaka. Crème de la crème to prowadzony po śląsku portal oraz sklep (internetowy i stacjonarny) Gryfnie ze śląskimi gadżetami i literaturą założony przez Klaudię i Krzysztofa Rokselę. Malkontenci będą upierać się przy tym, że to tylko nic nie wnoszące przedmioty, ale ich mocne zakorzenienie lokalne sprawia, że design staje się drogą do tożsamości, wreszcie pozbycia się kompleksów i dumy z miejsca, w którym się żyje.

Architektura

Nie okłamujmy się, co by się nie stało, Katowice nigdy nie zmierzą się z Krakowem czy Gdańskiem w bitwie na atrakcyjną architekturę. Ta przestrzeń nie jest łatwa i ładna – w potocznym tego słowa znaczeniu. Katowice świętujące w minionym roku 150-lecie są stosunkowo młodym miastem. Nie sposób szukać tu gotyckich kościołów ani barokowych pałacy, a mimo to architektura Katowic jest tak ciekawa i zróżnicowana, że kark boli od podnoszenia głowy. Ze względu na ilość nowo powstałych budynków, które już stały się kultowe, utarł się podział na stare i nowe zabudowania miasta. Katowice miały swoje  złote lata na przełomie XIX i XX wieku, gdzie Rynek faktycznie przypominał rynek, a zdobione kamienice budziły podziw. Większość polskich miast może pochwalić się tym samym. Co innego w przypadku magicznego, zbudowanego z czerwonej cegły Nikiszowca, nowatorskiego nawet jak na dzisiejsze czasy Spodka, maszyny do mieszkania Superjednostki, czy wieżowców przypominających kolby kukurydzy i tych zbudowanych na planie gwiazdy. Od momentu zmiany mieszkania jestem w samym centrum katowickiej moderny, która jest dla mnie zupełną nowością i absolutną miłością. Dociekliwym polecam Spacerownik po katowickiej modernie zawierający takie must-seen jak gmach Polskiego Radia, Śląski Drapacz Chmur, Dom Oświatowy, willa Pająka oraz willa Michejdy.

Drugi biegun stanowi nowa architektura, czyli projekty zrealizowane w ciągu ostatnich 4 lat. W tym czasie w centrum miasta wyrosła Strefa Kultury – tereny byłej Kopalni Katowice, gdzie znajduje się obecnie Muzeum Śląskie, Siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Każdy z tych budynków to wizytówka nowoczesnej architektury i odważnych pomysłów. Koncepcja pierwszego z nich nawiązuje oczywiście do górniczej tradycji, ale podejmuje zabawę ze stereotypami. Muzeum ulokowane jest bowiem pod ziemią, z kolei na powierzchni znajduje się symboliczny szyb górniczy, przeszklone, a nocą oświetlone bryły, i przede wszystkim genialnie zaprojektowana zieleń, która ze względu na zróżnicowanie fatunkowe o każdej porze roku tworzy na terenie muzeum barwny wzór. NOSPR jest bardziej zachowawczym projektem. Prosta bryła pokryta czerwoną cegłą (ukłon w kierunku Nikiszowca) umieszczona jest w środku dobrze zagospodarowanego placu, który z miejsca stał się ulubionym miejscem spacerowym Katowiczan. NOSPR największe wrażenie budzi jednak po przekroczeniu jego progu, a co najważniejsze jest to jedna z najlepiej nagłośnionych sal koncertowych na świecie. Bliskie sąsiedztwo Spodka w stosunku do MCK-u zobowiązało projektantów, do stworzenia czegoś kosmicznego. Tak oto powstał rozległy, bardzo postępowy budynek, którego dach pokryty jest trawą i stanowi jednocześnie punkt widokowy i spacerowy. Do listy nowych inwestycji, które mądrze wpisują się w przestrzeń miasta, można dodać jeszcze Centrum Informacji Naukowej i Bibliotekę Akademicką oraz budynek Akademii Muzycznej. Krajobraz Katowic zmienia się właśnie teraz. Patrząc na zdjęcia, które robiłam w mieście zaledwie rok temu widzę, jak wiele się zmieniło. A przecież w dalszym ciągu pełno tu żurawi i rozpoczynających się inwestycji.

Kultura

Ludzie odpowiadają za energię miasta i tworzą jego klimat. W Katowicach czuję to szczególnie mocno. Warto wspomnieć, że Katowice są 10 miastem pod względem liczby ludności w Polsce, a jednak to wystarczy, by działo się tu bardzo dużo. Tytuł Miasta Muzyki UNESCO nie wziął się z niczego. Od lat odbywają się tutaj duże muzyczne festiwale: Rawa Blues, Tauron Nowa Muzyka, Off Festival i JazzArt Festival. Niemniej dzieje się w temacie filmu. Ars Independent i festiwal Filmów Niezależnych kiloff hołdują kinu offowemu, Regiofun to jedyny festiwal filmowy, który nagradza producentów, a w szranki stają filmy stworzone dzięki regionalnym funduszom filmowym i pmocy miast. Cropp Kultowe to z kolei impreza prezentująca klasykę i niedoceniane filmy klasy B. Węgiel International Student Film Festival organizowany przez studentów katowickiej szkoły filmowej daje pogląd na kino studenckie z całego świata. Nie można też pominąć imprez o największych tradycjach- Ars Cameralis oraz Festiwalu Sztuki Rezyserskiej Interpretacje. Festiwale festiwalami, Śląsk jest jednak prawdziwym zagłębiem nowej muzycznej fali. To właśnie stąd pochodzą The Dumplings, Coals, Fair Weather Friends, JÓGA i Erith. Jakiś czas temu złotem pokryła się płyta Miuosh/Jimek/NOSPR 2015, czyli rejestracja wyjątkowego koncertu katowickiego rapera Miuosha z Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w aranżacjach Radzimira Dębskiego, w NOSPRZ-e oczywiście. Daleko mi do fanki rapu, ale słuchając Repezent mam ciarki.

Zieleń

Dochodzę do momentu, w którym udowodniłam, że w Katowicach jest co robić, jest gdzie chodzić, jest na co patrzeć i czego słuchać. Jak w każdym większym mieście przychodzi moment, kiedy pragnie się tylko uciec, odetchnąć i wyciszyć się. Będąc jednym z najbardziej zielonych miast w Polsce, Katowice mają do zaoferowania kilka miejsc, w których bardzo łatwo zapomnieć, że jest się w środku miasta. Kiedyś spotkałam się z określeniem, że Park Trzy Stawy (śl. Sztauwajery) to taki katowicki Central Park. Jest to ulubione miejsce biegaczy, rowerzystów, rolkarzy i kajakarzy, a latem świetne miejsce do przesiadywania w sezonowych kontenerach kultury. Park im. Tadeusza Kościuszki to najstarszy park w mieście, który zachował swój oldschoolowy wygląd. Zielonymi płucami Śląska nazywa się Park Śląski, który jednocześnie jest jednym z największych kompleksów parków miejskich w Europie. Aby skorzystać z wszystkich uroków tego miejsca dobrze jest przeznaczyć na to cały dzień. Na terenie parku znajduje się bowiem Śląski Ogród Zoologiczny, Śląskie Wesołe Miasteczko, Planetarium, Skansen oraz Hala Wystawowa Kapelusz. Po parku można „spacerować” w nietypowy sposób, podróżując Elką, czyli kolejką liniową zawieszoną kilkanaście metrów nad ziemią. Innym sposobem na zobaczenie Śląska z góry jest piknik na… zrekultywowanej hałdzie górującej nad Kostuchną.

Mój pean na cześć Katowic dobiega końca. Nie zrozumcie mnie źle. Kij ma zawsze dwa końce i jak każde inne miasto Katowice mają swoje wady i daleko im do ideału. Tak czy inaczej energia jaka tu panuje, bezpretensjonalność i wspólny cel, by czynić to miejsce lepszym i atrakcyjniejszym, przeważa nad wszystkimi niedociągnięciami. Wybierzcie się na weekend do Katowic. Odwiedzcie Nikiszowiec i zjedzcie kołacza w Byfyju, posłuchajcie techno w starej fabryce porcelany, wybierzcie się do jednego z trzech kin studyjnych, obejrzyjcie spektakl w Teatrze Śląskim, zróbcie zakupy w Gryfnie i Geszefcie a obiecuję, że będziecie wracać.

Zdjęcia z powietrza wykonał Wojtek Radwański. Po więcej jego pięknych zdjęć odsyłam tutaj.

Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany