Lepię ze smutku – wywiad z Koko Die

Przy okazji, nieświadomie dowiedziałem się kilku rzeczy o samym sobie – mówi o procesie powstawania swojej pierwszej EP-ki Koko Die, czyli Konrad Nikiel, który w październiku ubiegłego roku zadebiutował płytą Distant Light. Z gitarzystą Clock Machine porozmawialiśmy o nowym, zaskakującym albumie formacji Prognozy, smutku, zmianach, niekończącym się procesie twórczym i muzyce Radiohead.

W ramach mini trasy koncertowej promującej swoją EP-kę Distant Light zagrałeś razem z Kind Kids w czterech polskich miastach: Bielsku-Białej, Krakowie, Wrocławiu i Rybniku. Jak wrażenia związane z tymi występami?

Koko Die: Uwielbiam grać z innymi ludźmi i mam nadzieję robić to jak najdłużej, gdy tylko będę mógł, ale jest we mnie również ogromna chęć do stawiania siebie w kompletnie nowych sytuacjach. Taką właśnie okazję daje granie solowych koncertów. Nigdy wcześniej tego nie próbowałem. Wychodząc na scenę z Clockami, nie odczuwam już tremy, tylko czystą radość ze współdzielenia sceny z moimi przyjaciółmi, a pierwszy koncert Koko Die poprzedził dziwny dreszcz, jakbym robił to po raz pierwszy w życiu. Ostatni raz czułem coś takiego, kiedy wychodziliśmy zagrać przed kilkunastotysięczną publicznością na Przystanku Woodstock. Z każdym kolejnym występem napięcie ustępowało miejsca większemu skupieniu, a przed ostatnim koncertem już w ogóle nie czułem się spięty. Cieszę się też, że ludzie tak uważnie słuchali każdego dźwięku. Bardzo zależy mi na takich właśnie słuchaczach.

Na blogu Wytwórca nadmiernego smutku pojawiają się materiały dotyczące Twojej twórczości, ale myślę, że ta nazwa doskonale pasuje do Twojej muzyki. Dlaczego jest w niej tak dużo tego smutku? W Tobie samym jest tyle tej emocji, czy może jest ona na tyle plastyczna i nadająca się do tego, żeby robić z niej utwory?

W czasie, kiedy pracowałem nad EP-ką, towarzyszyły mi głównie tego rodzaju emocje. Można powiedzieć, że została wręcz ulepiona ze smutku. Myślę, że najzdrowszym sposobem na przepracowanie żałoby i pozbycie się tego rodzaju uczuć było zamienienie ich w sztukę. Przyznam szczerze, że miało to na mnie niezwykły, terapeutyczny wręcz wpływ. Nagrywałem te piosenki z przeświadczeniem, że to ostatnia rzecz, jaką muzycznie zrobię. Na szczęście, mam ten okres już za sobą. W marcu wydajemy nowy album z Clock Machine, potem skupię się na pierwszym solowym longplay’u, nad którym już pracuję. Poza tym planuję jeszcze nagrać w tym roku dwie kolejne albumy z moimi przyjaciółmi, łącznie chciałbym dobić do czterech w tym roku. I pozdrawiam Matiego z Wytwórcy!

Jednak oprócz smutku w In The Wind, Once Again After, N Btwn i Alien In Your Home pobrzmiewają też pewne kosmiczne wibracje i spokój. Jakie wrażenie chciałeś wywrzeć na odbiorcach? Jakie uczucia chciałeś w nich obudzić?

Pisząc te piosenki, chciałem powiedzieć coś ważnego osobom, których już nie ma w moim życiu. Chciałem też udowodnić sobie, że mogę nagrać album całkowicie sam w swoim pokoju i być z niego zadowolony. Trochę połechtałem resztki swojego ego. To chyba wszystko, co chciałem zrobić. Przy okazji, nieświadomie dowiedziałem się kilku rzeczy o samym sobie.

Płyta Distant Light była swoistym domknięciem, rozprawieniem się z pewnym etapem w Twoim życiu. Czy przez to debiutancki album, do którego prace rozpocząłeś w styczniu, będzie od niej diametralnie różny?

Mam na razie osiem nowych piosenek, które zamierzam zacząć rejestrować w kwietniu. Czuję, że w tym momencie jestem na zupełnie innym etapie życia, niż byłem podczas nagrywania Distant Light. Myślę, że może to mocno wpłynąć na kierunek, jaki obiorę. Mogę na razie powiedzieć tylko tyle, że z każdym nowym wydawnictwem chciałbym eksplorować inne rejony. Bardzo cenię zmianę jako proces. Na pewno nowy album będzie jej manifestem.

Miewasz niemoc twórczą? Pracujesz raczej w dzień, czy w nocy? W sposób rzemieślniczy, jak chociażby Artur Rojek, który osiem godzin dziennie spędzał na pisaniu tekstów, czy potrzebujesz wyraźnej inspiracji?

Od jakiegoś czasu większość swojego czasu spędzam na pracy nad muzyką. Właściwie ciągle pracuję nad czymś nowym. Ten proces nigdy się nie kończy. W styczniu złapałem się na tym, że tkwiłem w trzech otwartych albumach. Najtrudniejsze jest chyba dla mnie kończenie rozpoczętych rzeczy. Jeśli chodzi o inspirację, to żyjemy w tak ciekawym świecie, że wcale o nią nietrudno. Wszystko może być interesujące, jeśli tylko wiemy, jak patrzeć.

Lubisz muzykę Radiohead i Thoma Yorke’a? Zauważyłam, że często dzieliłeś się w swoich mediach społecznościowych utworem Suspiria. Macie chyba podobny poziom wrażliwości.

Kiedy miałem 13 lat, zobaczyłem teledysk do Karma Police Radiohead i poczułem, że to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem. W taki sposób zanurzyłem się w ich dyskografii. To dla mnie muzyka okresu mojego dorastania. Teraz już nie słucham jej zbyt często, ale co jakiś czas wracam i nadal słyszę w niej ciekawe rzeczy.

W grudniowym wywiadzie powiedziałeś, że w Twoim życiu zaszło wiele zmian. Miałeś czas i sposobność na refleksję, żeby zajrzeć w głąb siebie i to wszystko uporządkować?

Pewnie u każdego działa to troszkę inaczej, ale dla mnie czas refleksji nastąpił  w momencie, w którym odpuściłem trochę wkurzanie się na siebie za to, że nie mam czasu na wszystko, co chciałbym zrobić. Przestałem też wywierać presję na innych. Zacząłem w końcu odpoczywać. Nauczyłem się na pewno odpuszczać niektóre rzeczy, a spokój przyszedł sam.

Jak możesz porównać pracę solo i w zespole? Podobno co dwie głowy, to nie jedna, ale z drugiej w pojedynkę możesz w pełni realizować swoje twórcze wizje.

Uwielbiam pracę w zespole. Jestem naprawdę wdzięczny światu, że mam okazję pracować z tak utalentowanymi i dobrymi ludźmi. Jednak granie z przyjaciółmi narzuca zawsze pewne kompromisy. To wygląda trochę tak, że każdy w zespole ma swój zbiór wizji i w pewnych miejscach te zbiory się zazębiają, a w pewnych nie. Czasami zdarza się, że wpadasz na pomysł, który nikomu poza tobą się nie podoba i trzeba odpuścić. Niestety, w niektórych przypadkach cały czas masz wrażenie, że moja idea była najlepsza. W samotnej pracy możesz eksplorować nieograniczone terytoria bez żadnych kompromisów i konsekwencji. Natomiast ogromną zaletą pracy w grupie jest fakt, że inni ludzie są w stanie wyciągnąć z nas potencjał, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia i zawsze wychodzi coś zaskakującego. Coś, do czego nigdy nie zyskalibyśmy dostępu, grając samemu. Naprawdę wiele nauczyłem się od moich kolegów z zespołu. Doceniam bardzo oba sposoby pracy.

Kilka dni temu miała miejsce premiera teledysku do utworu Noc Clock Machine. Opowiedz proszę, jak powstał ten piękny klip.

Klip powstał we Wrocławiu w klubie Bezsenność, w którym już kilkakrotnie grywaliśmy z chłopakami. Powierzyliśmy go ekipie Follow The Rabbit. Sami bardzo cenimy swobodę twórczą i chcieliśmy, żeby Dorota i Tom mieli całkowitą wolność w kreowaniu swojej wizji. Efekt naprawdę nas zaskoczył. Basia Olech pięknie zinterpretowałą swoim tańcem nasz utwór. To niesamowite, jak plastycznym materiałem jest muzyka. Nie daje jednoznacznego komunikatu, co pozwala na nieograniczone wręcz możliwości interpretacji.

Zarówno Prognozy, jak i Noc są kawałki polskojęzycznymi, bardzo klimatycznymi i zmysłowymi, wyraźnie różniącymi się od poprzedniego singla Sense of Space. Czego zatem możemy się spodziewać po najnowszym krążku Clock Machine?

Na płycie znajduje się  dwanaście nowych piosenek i jeden bonus track. Staraliśmy się tymi utworami zanalizować różne stadia relacji romantycznej, te jasne i ciemne strony. Czuję, że stworzyliśmy bardzo dojrzały i spójny album, który jest nowym rozdziałem w historii naszego zespołu. Pierwsza połowa albumu jest po polsku, druga po angielsku. Cieszę się też, że mieliśmy okazję do współpracy z ludźmi, których cenimy. Na płycie pojawia się Ten Typ Mes, Ras (napisał tekst do jednej z piosenek) oraz Jarecki. Premierę planujemy na 15 marca. Nie mogę się już doczekać!

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany