Schronić się w bezpiecznym miejscu – „Tales from the Whale’s Belly” Henry David’s Gun

Henry David’s GUN to polski tercet, w skład którego wchodzą Wawrzyniec Jan Dąbrowski, Michał Sepioło i Maciej Rozwadowski. Panowie sięgają do muzyki korzeni, zanurzając się w świat folku, country i bluesa, ale zachowują świeże spojrzenie na tę tradycję, przez co do tych wyżej wymienionych gatunków słusznym wydaje się dodawanie słowa indie. Dwa lata po debiutanckim Over the Fence… And Far Away artyści powracają z krążkiem o podobnie ekscentrycznej nazwie Tales from the Whale’s Belly. Dziesięć powstałych utworów to baśniowa wręcz podróż, a naczelnym sprawcą tego stanu rzeczy jest wokalista i autor tekstów Wawrzyniec Jan Dąbrowski. Bez jego kapitalnych warstw lirycznych, które bazują na tworzeniu poetyckiego wymiaru dzięki używaniu prostych słów opisujących codzienność, a także łączącego delikatność i szorstkość wokalu, perfekcyjnie poruszającego się w języku angielskim, trudno byłoby osiągnąć taki efekt.

Muzycy zapewne nieprzypadkowo zaplanowali taką a nie inną kolejność piosenek na płycie, bowiem rozpoczyna się ona z przytupem od znakomitego utworu Taiga, który w pełni oddaje z jak dobrym materiałem będziemy mieć do czynienia. To chyba właśnie jest ten główny, najważniejszy kawałek (mój faworyt), bo w jego warstwie lirycznej zawarty jest okładkowo-tytułowy motyw przewodni, czyli wielki wieloryb unoszący się na niebie, w chmurach, nad lasem. Połyka osobę mówiącą, która w jego brzuchu wreszcie czuje się spełniona, ma wrażenie, że oto nareszcie znalazła się we właściwym miejscu.

Gitara akustyczna stanowi podstawę brzmienia tego longplay’a. Jest miejscami uzupełniana o ukulele, banjo, fortepian, perkusję czy delikatne syntezatory, które to instrumenty chwilami wychodzą na pierwszy plan w różnych numerach. Tym samym mamy ciekawy perkusyjny bridge w Not Like Josef K, z kolei w At Your Door usłyszymy wyróżniające się fortepianowe przejście. Popularny akustyk jest odpowiedzialny za zbudowanie całego nastroju w At Your Door, kawałku mającym radosną melodię i tak samo pozytywny wydźwięk skupiony wokół sformułowania, że szczęście puka do drzwi. Wszystko, co należy zrobić, to mu otworzyć. Niewiele jest takich kompozycji na tym krążku. Materiał jest raczej przesiąknięty melancholią, chociaż gdy miejscami folkowe gitary przypominają wywodzącą się ze Stanów Zjednoczonych muzykę country, to melodie stają się odrobinę cieplejsze w swoim wydźwięku. Nieco wyróżnia się House of Cards, którego zadziorna linia fortepianu wręcz bawi się ze słuchaczem, przywołując na myśl jazzowe piosenki z lat 20. ubiegłego wieku. Na przeciwległym biegunie znajduje się Just Before The Strike, w którym Wawrzyniec Dąbrowski z przejęciem wyśpiewywuje pełne bólu słowa, a dramatyzmu całości dodają marszowe werble.

Wszystkie te piosenki stanowią po prostu dobrze opowiedziane historie. Są spójne, oplecione wokół pewnego wspólnego mianownika, ale w żadnym razie nie zlewają się w jednakową masę, w której trudno odróżnić poszczególne propozycje. Każda z nich posiada ten tak specyficzny dla twórczości Henry David’s GUN pierwiastek nieuchwytnej nostalgii. To taka tęsknota kontrolowana. Nie zatracamy się w niej, ale towarzyszy nam na co dzień i w jakichś specyficznych momentach, gdy coś przywołuje nasze wspomnienia, daje o sobie znać. To chociażby dziewczyna z drugiej strony stacji kolejowej z piosenki Ponytail, która okazuje się być z innego świata, czy niewracająca do domu osoba z Loneliness in Nevada.

Chyba nikt inny tak, jak Henry David’s GUN nie potrafi wyrazić ciszy dźwiękami. Jest w muzyce ten rodzaj spokoju i ukojenia, którego przecież tak potrzebujemy w dzisiejszym świecie, który pędzi jak oszalały. Te zamglone i minimalistyczne, ale jakże piękne aranżacje, przybliżają nam coś pierwotnego, pozwalają zbliżyć się do natury, ale niekoniecznie tej, którą możemy spotkać w przydomowym ogródku. To spotkanie z jakąś tajemną i nieokiełznaną siłą wyższą. Dajmy się jej pożreć i chrońmy się w brzuchu wieloryba.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany