Krew, pot i łzy – „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”

Kim jest najbardziej znienawidzona gwiazda amerykańskiego sportu? Tonya Harding, emerytowana mistrzyni świata w łyżwiarstwie figurowym zaprasza w podróż do przeszłości na sportowym szczycie. Opowieść o Tonii, poza walką o złoto, to w dużej mierze melodramat, rozgrywający się w czterech ścianach niedużego domku na przedmieściach, gdzie jak wiadomo – czają się najgłębiej skrywane rodzinne tajemnice…

Pochodząca z robotniczej rodziny, od najmłodszych lat trenowana na mistrzynię, pod ciężką ręką psychotycznej matki alkoholiczki, Tonya Harding nie miała łatwego dzieciństwa. Całe życie podporządkowała zadaniu, który zgotował jej los – figurowej jeździe na lodzie. Historia wyboistej drogi na szczyt tytułowej bohaterki dotychczas była znana tylko zapalonym wielbicielom łyżwiarstwa figurowego. Dwie dekady po mistrzostwach olimpijskich w 1994 roku, reżyser Craig Gillespe przypomina skandal z udziałem Harding i jej rywalki – Nancy Kerrigan w roli głównej.

Robotnicze pochodzenie bohaterki okazuje się nie bez znaczenia dla jej późniejszych sukcesów sportowych, co w filmie zostaje brutalnie obnażone. Uprzedzenia społeczne obecne są nawet w świecie, gdzie – mogłoby się zdawać – najważniejsze są umiejętności fizyczne. Wprost przeciwnie. Perfekcyjna łyżwiarka miała być nie tylko świetnym sportowcem, ale też idealnym przykładem spełnienia amerykańskiego snu o pięknej dziewczynie z dobrego domu. A do Miss America Tonii niestety było daleko…

Główna bohaterka wszystko co osiągnęła w życiu zawdzięczała własnej ciężkiej pracy, począwszy od codziennych treningów, po szycie strojów na zawody. Każdy element jej życia poświęcony był walce o zwycięstwo. Aż do pewnego wypadku… W 1991 i 1994 roku Harding zdobyła tytuł mistrzyni Stanów Zjednoczonych w łyżwiarstwie figurowym. Feralnego roku ’94 Tonya została oskarżona o zlecenie napaści na Nancy Kerrigan, w skutek czego pozbyła się swojej największej konkurentki w zawodach.  Przypadek czy misterna intryga? Główna bohaterka do końca opowieści będzie uparcie twierdzić, że znalazła się w niewłaściwym miejscu i  czasie. Jest ofiarą – jeśli nie agresywnego męża, to mediów, które okrzyknęły ją winną za napaść na bezbronną Nancy.

Tylko czy faktycznie Tonya to tylko ofiara całego zamieszania? Dusza wiecznego dziecka, ale też śmiertelne oddanie łyżwiarstwu sprawiło, że wrażliwa Tonya miała problemy ze złapaniem równowagi między lodem a życiem na ziemi. Nieustanny konflikt z matką, walka o perfekcjonizm, bójki z niezrównoważonym mężem… Rzeczywistość poza treningami okazywała się zbyt śliska dla dziewczyny, która nie chciała być księżniczką – chciała być najlepsza.

Tonya w wykonaniu Margot Robbie jest niesamowicie zawzięta. Z zimną krwią kłamie, gryzie i płacze, walcząc do upadłego na lodzie. Australijka popisała się – zagrała zarówno nastoletnią łyżwiarkę, jak i dojrzałą kobietę, opowiadającą całą historię z perspektywy minionych lat (moim zdaniem najbardziej efektowne i przekonywujące wcielenie). Nie mogę jednak powstrzymać się od porównań – Robbie daleko do aktorskich wyżyn w sportowych kreacjach aktorskich, które pamiętamy między innymi z Czarnego Łabędzia (Natalie Portman) czy Za wszelką cenę (Hilary Swank).

Gorzki humor filmu opiera się głownie na dosadnym języku i, tak naprawdę, tragicznych zachowaniach przemocowych matki Tonii – LaVony (wybitnie podła, ale świetna Allison Janney – Oscar 2018 dla najlepszej aktorki drugoplanowej). Finałowy dodatek materiałów dokumentalnych świetnie oddaje biograficzny sens tej opowieści. Trudno w to uwierzyć, ale ta historia zdarzyła się naprawdę, to sztampowe stwierdzenie, że życie pisze najbardziej nieprawdopodobne scenariusze, sprawdza się w tym przypadku znakomicie.

Autor zdjęć Nicolas Karakatsanis łamie czwartą ścianę przestrzeni filmowej, co w moim odczuciu jest zbyt dosłowne i infantylne. Bohaterowie zwracają się niekiedy bezpośrednio do widza, jakby musieli tłumaczyć się ze swoich zachowań.  Pokazy jazdy figurowej, mogło by się zdawać, że najistotniejsze dla całej fabuły, również pozostawiają wiele do życzenia. Nie ma tu efekciarstwa, na którym przecież opierają się, w dużej mierze, pokazy na lodzie. A może to wcale nie miało stanowić clue tej szalonej opowieści?

Gillespe w dynamiczny sposób opowiada historię niesamowicie uzdolnionej dziewczyny, która była w stanie oddać życie za sukces na lodzie. Reżyser nie zwalnia tempa, historię obsesji perfekcjonizmu ogląda się jednym tchem, z uczuciem podobnym do tego z  ostatniej sportowej prostej w wyścigu.

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany