Krawaty, lufki i fascynacja młodością – wspomnienie Jarosława Iwaszkiewicza

Pokochałam Iwaszkiewicza zeszłej wiosny. Dostaliśmy wtedy do zrecenzowania książkę Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego. Szłam na pocztę – by ją odebrać – bez ekscytacji. Siąpił deszcz, zbierało się na wiosenną burzę. Wróciłam do mieszkania, zaparzyłam kawę i z przyzwyczajenia zaczęłam przerzucać kolejne strony. Pochłonęłam te listy i zapiski w dwa wieczory. To była fascynacja ludzka, fascynacja człowiekiem, nie pisarzem ani artystą.

Chwilę później, w połowie czerwca, zupełnie przypadkiem natknęłam się na Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie Anny Król. Rodzinny wyjazd, jezioro, spokój. I znowu deszcz. Siadałam na pomoście z kubkiem herbaty z cytryną i czytałam, czytałam, co chwilę zatrzymując się i patrząc na rosnący wokół tatarak, tak przecież kojarzący się z Iwaszkiewiczem. Znów zafascynował mnie człowiek. Jego dom, szafa, biblioteczka, kolekcja krawatów i uzależnienie od papierosów…

Latem zapragnęłam przypomnieć sobie wszystkie jego opowiadania; powrócić do Brzeziny i Panien z Wilka, których treść znałam tak naprawdę tylko z filmów Wajdy. Czytałam je na balkonie na Grochowie, pijąc zimny cydr i przed domem na Mazurach, sącząc mieszankę ziół. I tu, i tu często padał deszcz. Myślę, że to wtedy lato się we mnie przełamało. I pokochałam Iwaszkiewicza nie tylko jako człowieka, ale także jako pisarza. Założyłam specjalny folder na komputerze i notatnik, w których zaczęłam zapisywać cytaty, wspomnienia, ciekawostki, tworząc swój osobisty portret artysty.

W październiku w końcu pojechałam do Stawiska, do muzeum znajdującego się w domu, w którym przez lata mieszkał pisarz. Wysiadłam w Podkowie Leśnej, mieście-ogrodzie. Znowu mżawka, tylko tym razem już jesienna. Zanotowałam po powrocie w notatniku:

Za bramą jeszcze jakieś sto, dwieście metrów dróżki wśród drzew. Dróżka usłana kolorowymi liśćmi. Dom piękny, też zewsząd otoczony drzewami – nie mogłam się napatrzeć i nadziwić jak jest cudnie i tak jakby z innej epoki. (…) Sam dom – nieziemski. Po lekturze Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie sporo wiedziałam na temat zgromadzonych tam przedmiotów. Urzekła mnie szczególnie szafa, w której są po dziś dzień ubrania pisarza i sweterek jego żony, który miała na sobie w dniu ich pierwszego spotkania. Biurko – miejsce twórcze. Ulubiony kubek, notatki, zdjęcia. To wzrusza. Z okien domu widok przepiękny, w ten październikowy słoneczny dzień wyjątkowo urzekający. Podłoga skrzypiała, tak jak skrzypieć powinna. Byłam przez tę godzina zdana na samą siebie, nie było na szczęście innych zwiedzających. Zapragnęłam tam wracać, wpadać od czasu do czasu, jak w odwiedziny do starego znajomego. Tak się zresztą tam czułam – jak ktoś bliski.

Pomiędzy tymi wszystkimi podróżami i odkryciami, pochłaniałam kolejne książki. Dzienniki, listy, wspomnienia… Jeśli chodzi o Iwaszkiewicza, nie można na pewno powiedzieć, że brakuje o nim informacji. Wręcz przeciwnie – informacji jest tyle, że przy odrobinie wytrwałości  i zainteresowania ma się wrażenie, że pisarz jest dobrym sąsiadem, mieszkającym w domu obok i przychodzącym na niedzielne herbatki. Jego dzienniki obejmują lata 1911-1980. Poznajemy zarówno Iwaszkiewicza jako siedemnastolatka, chłopca, w którym budzi się miłość do sztuki i w którym pulsuje ciekawość świata, a także Iwaszkiewicza-staruszka, który ma świadomość nadchodzącej śmierci, wiernej towarzyszki jego twórczości. Obok dzienników szczególną wartość poznawczą mają wspomniane wcześniej listy. Z czułością wracam do małej książeczki, zawierającej korespondencję Iwaszkiewicza z Wajdą. Te kilkadziesiąt stron, zapełnionych krótkimi zdaniami to piękna pamiątka po spotkaniu się dwóch mistrzów. To także studium pokory. Ale ja nie dlatego piszę kartki do Pana, że film, ale lubię Pana i cenię – podkreśla Iwaszkiewicz, a Wajda kilkakrotnie zwraca się do niego z prośbą o opinie dotyczące jego filmów, o rozmowę, spotkanie, telefon. Pisanie listów to był rytuał, nawyk. Porównywalny może do dzisiejszego smsowania czy zamieszczania wpisów na Facebooku. Iwaszkiewicz bardzo potrzebował być w kontakcie, a wtedy listy były najlepszym sposobem – tak tę potrzebę korespondencji podsumowała w jednym z wywiadów Anna Król.

Ale to nie o listach Iwaszkiewicza z Wajdą zrobiło się głośno rok temu. To wspomniane już przeze mnie listy z Błeszyńskim, czterdzieści lat młodszym kochankiem, przywołały toczącą się od lat dyskusję na temat homoseksualizmu pisarza (z którym zresztą nigdy się nie krył). Tytuł Wszystko jak chcesz nawiązuje do powiedzonka, które często pojawiało się w listach Jarosława do Jerzego. To był ich kod. Nie jest zresztą tajemnicą, że Iwaszkiewicz obdarzył Błeszyńskiego miłością totalną i w dużym stopniu podporządkował tej fascynacji swoje dotychczasowe życie. W Spotkać Iwaszkiewicza – wydanej w 2014 roku książce pod redakcją Anny Król – Wiesław Kępiński, przybrany syn pisarza, mówi:

Pamiętam taki okres, kiedy Błeszyński wynajmował pokój na Mokotowie, już nie wiem, na jakiej to było ulicy. Kiedyś tam pojechaliśmy do niego – Szymek, Jarosław i ja. Poszliśmy do niego na poddasze, które wynajmował u jakiejś kobiety, chyba też jego kochanki. Posiedzieliśmy tam trochę, coś zjedliśmy, była wódka (…). Potem, kiedy już wracaliśmy do domu samochodem, Jarosław był taki szczęśliwy, taki radosny. I powtarzał w kółko: jaki ten Jurek jest zaradny, jaki wspaniały, jak wszystko na nasze przyjęcie pięknie przygotował – zakąski, jedzenie, alkohol. A ja sobie wtedy pomyślałem – jak ja bym miał twoje pieniądze, które jemu dajesz, to też bym był taki zaradny. 

Homoseksualizm Iwaszkiewicza był zawsze głośno dyskutowany przez środowisko artystów. Stefan Kisielewski określał go mianem króla pederastów. Sam pisarz nigdy nie krył się ze swoją orientacją – echo jego fascynacji odbija się zresztą w utworach. Wspomniany Błeszyński był dla niego inspiracją, wiele postaci – jak chociażby Boguś z Tataraku – nosiło właśnie jego cechy. Warto jednak pamiętać, że Iwaszkiewicz spotkał Jerzego – młodego chłopaka z sąsiedniej wsi – w wieku 59 lat. Jego erotyczne podboje znane były już wcześniej – największe kontrowersje wzbudził jednak wpis z dzienników z roku 1955: Mogłem w maju 1936 roku chędożyć Czesia Miłosza w mickiewiczowskiej celi Konrada u Bazylianów w Wilnie. Była cudowna noc z księżycem i słowikami. Nie wiadomo czy to jedynie fantazje Iwaszkiewicza, czy odzwierciedlenie rzeczywistości. Jedno jest pewne – w międzywojniu śmiano się, że do polskiej literatury wejść można albo przez łóżko Nałkowskiej, albo Iwaszkiewicza. Pomimo wielu miłosnych przygód, pisarz przez prawie sześćdziesiąt lat związany był z tą samą kobietą. Wielokrotnie podkreślał, że kocha swoją żonę Annę, a świadectwem tej miłości była chociażby rezygnacja z kariery dyplomatycznej w Brukseli, spowodowana chorobą psychiczną ukochanej. Był to naprawdę heroiczny okres w życiu Jarosława i tylko ten, kto go znał, mógł ocenić straszliwy wysiłek i nieustającą dobroć i cierpliwość w tym staraniu, aby wyrwać żonę ze szponów choroby i nieszczęścia – wspominała Irena Krzywicka, przyjaciółka rodziny.

Kontrowersje wokół pisarza dotyczyły nie tylko jego seksualności, ale także poglądów politycznych. Zarzucano mu konformizm, wynikający z potrzeby życia dobrze z górą, z elitą, bez względu na to, kto aktualnie tę elitę reprezentował. Jego postawę względem komunistów uznawano za uległą, wręcz służalczą. Iwaszkiewicz przemawiał między innymi na uroczystości żałobnej po śmierci Stalina, był posłem na Sejm PRL (od 1952 do śmierci). Jako prezes Związku Literatów Polskich pozostawał jednak lojalnym kolegą – dzięki jego koneksjom nie wydalono ze związku Stefana Kisielewskiego, Pawła Jasienicy i innych twórców, którzy wadzili władzy.

Pomimo rozbieżności sądów i wielu nagonek na pisarza, nie umiem myśleć o nim inaczej niż z czułością. Kiedy myślę o Iwaszkiewiczu, widzę przede wszystkim postawnego mężczyznę ubranego w gustowny płaszcz, z lufką w dłoni i kapeluszem na głowie. Pisarz cenił sobie ładne ubrania, choć nie miał ich przesadnie dużo – uważał, że lepiej mieć jedną, lecz dobrą rzecz niż kilka złej jakości. Dbał o to, aby wyglądać elegancko i szykownie. Z ukochanych Włoch przywoził krawaty i spinki do mankietów. Kochał palić papierosy, ale potrafił też z dnia na dzień rzucić nałóg. Nie stronił także od alkoholu – spotykając się z przyjaciółmi w Kameralnej czy Literatce nie odmawiał kieliszka wódki. Jak twierdzi Kępiński, [Iwaszkiewicz] uważał, że w czasie upału dobrze jest strzelić sobie kieliszek czystej wódki albo koniaku. Na rozszerzenie naczyń. Razem z żoną kochali zwierzęta, Stawisko pełne było psów i kotów. Anna Iwaszkiewicz napisała zresztą książkę Nasze zwierzęta, pełną anegdot o czworonożnych przyjaciołach. Ukochanym psem pisarza był Tropek, z którym pozował na wielu fotografiach (m.in. tej ze zdjęcia wyróżniającego, pochodzącej z 1963 roku).

Chcąc poznać Iwaszkiwicza naprawdę, warto sięgnąć po bogatą literaturę – nie tylko tę stworzoną przez niego, ale także tę, która opowiada stricte to o nim. Postrzeganie jego postaci zdeterminowane zostałe przez homoseksualną orientację i komunistyczne poglądy. A przecież nic nie jest czarne ani białe. Jest jeszcze czas wojny, choroba żony, szaleńcza wręcz fascynacja młodością, są liczne podróże po Polsce i Europie, długie godziny spędzone w teatrach, kinach i na wódce ze znajomymi-artystami… I wiele, wiele więcej historii, które trzeba poznać, by – choć trochę – poznać Iwaszkiewicza-człowieka.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

2 komentarze
  1. Bardzo Pani dziękuję, za to wspomnienie. Mam dokładnie takie same odczucia.Odkryłam dla siebie Iwaszkiewicza kilka lat temu kiedy ukazały się jego Dzienniki. Przeczytałam z wypiekami na twarzy. Potem sięgnęłam po Książkę moich wspomnień, wspomnienia prawnuczki, córki Marii, zaczytywałam się wszystkim co ukazało się na temat pisarza. Największe wrażenie zrobiła, na mnie, podobnie jak na Pani, książka „Wszystko jak chcesz”, też w dwa dni przeze mnie pochłonięta. Byłam wstrząśnięta siłą uczucia Jarosława Iwaszkiewicza do tego prostego, prymitywnego w gruncie rzeczy chłopaka, cynicznie wykorzystującego miłość niezwykłego i niezrozumiałego dla niego mężczyzny. Korespondencja Iwaszkiewicza z przybranym synem Wiesławem też wywarła na mnie wstrząsające wrażenie – młody prosty chłopak z Woli, do którego uśmiechnął się los pod postaciami Anny i Jarosława wyciągał jak mógł pieniądze na wszystkie swoje kaprysy, w cwaniacki sposób przypochlebiał się aby uzyskać dla siebie jakieś korzyści.Następna porażka w życiu Iwaszkiewicza – zamiast wytęsknionego syna cwaniak i niegodziwiec. W tym roku ma ukazać się korespondencja Iwaszkiewicza z jego sekretarzem Szymonem Piotrowskim, kolejnym dziwnym i podejrzanym typem w kręgu pisarza. Zastanawiałam się dlaczego przyciągał takich ludzi, dwulicowych, podłych, roszczeniowych, przecież przyjaźnił się z wieloma intelektualistami, wybitnymi ludźmi takimi jak Szyfman, Jeleński, Szymanowski, czy cały czas drzemał w nim chłopak z ukraińskiej prowincji, dobry, naiwny, wierzący w dobre intencje ludzi, wychowany przez kobiety, może za miękki, za wrażliwy. Czekam z niecierpliwością na każdą poświęconą temu niezwykłemu Człowiekowi książkę. Pozdrawiam Panią serdecznie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany