Dojrzewające lato – recenzja filmu „Tamte dni, tamte noce”

Tamte dni, tamte noce otwiera czołówka z fragmentami klasycznych posągów w towarzystwie napisów nakreślonych, niby od niechcenia, żółtymi pastelami. Te antyczne nawiązania, będą przenikały przez fabułę kilkukrotnie, przypominając widzom o tym, w jaki sposób Grecy postrzegali prawdziwe piękno. Reżyser, Luca Guadagnino, zabiera nas w podróż w czasie; jest bowiem  rok 1983, gdzieś na włoskiej prowincji. Rodzina zaprasza pod swój dach amerykańskiego studenta, by pod okiem pana domu – profesora – przygotowywał doktorat, a zarazem wypoczął w pięknych okolicznościach przyrody. W tym samym domu siedemnastoletni Elio leniwie spędza wakacje, snując się po miasteczku czyta książki i zaczepia okoliczne dziewczyny. Włoskie słońce rozgrzewa ciała opalających się nad basenem, błękit nieba chwyta za najtwardsze serce, nasi bohaterowie, cytując Elio, tylko czekają aż lato się skończy. Na drzewach dojrzewają brzoskwinie, a ciepłe wieczory sprzyjają miłostkom. Tamte dni, tamte noce przywołują atmosferę Ukrytych pragnień z 1996 z boską Liv Tyler. Ach, co to były za wakacje! Oba filmy traktują o dorastaniu, inicjacji seksualnej, rozkwicie uczucia. Główny bohater – Elio, zmierza się z dotychczas nieznanymi  mu emocjami, w dodatku, do starszego mężczyzny. Nie dajcie się jednak zwieść! Na szczęście nie będzie to kolejny film o trudach odkrywania tożsamości seksualnej. Luca Guadagnino z ogromną swobodą przedstawia historię pięknej, acz jak to zwykle bywa – nieszczęśliwej miłości i wcale nie jest w swojej poetyce wtórny.

Źródło: maramovies.com

Reżyser zdaje się celebrować cielesność i siłę jaką może mieć męskie spojrzenie. Choć bohaterowie to oczytani adoratorzy sztuki i filozofii, mają kłopoty z nazywaniem własnych uczuć.  Call me by your name, bo tak brzmi tytuł oryginalny, który dużo lepiej oddaje charakter produkcji, jest zmysłowy i delikatny, a w letnich ujęciach czuć niemal zapach dojrzałych owoców. Ot, ilustracja romantycznego uczucia między młodymi mężczyznami, którzy próbują zrozumieć siebie i są w na tyle komfortowej sytuacji, że otrzymują wsparcie otoczenia. Duża zasługa w tej filmowej delikatności leży po stronie aktorów: Armie Hammera oraz Timothée Chalameta, a także pocztówkowych zdjęć. Para snująca się o świcie po miasteczku, czy scena lokalnej dyskoteki, przywołują nostalgiczną tęsknotę za młodością i beztroską letnich nieprzespanych nocy.

Zachwyt nad sztuką, dorobkiem europejskiej kultury tryska z dialogów, jako mimowolne intelektualne przechwałki bohaterów, którzy niby posągi, snują się we włoskim słońcu. Coś z poezji, i coś z flirtu.  Nie zabrakło tu też odrobiny dydaktycznej nutki wzruszenia, nieco dosłownie przypominającej, że to w istocie – kino inicjacyjne, które trochę trzeba wytłumaczyć. Ale co to za melodramat bez wciskającej łez sceny! Miłość jest sama w sobie piękna, a ludzie zamiast docenić cudowność chwili, martwią się jej konsekwencjami.

Kochajmy zatem wzruszenia!

Tamte dni, tamte noce, reż. Luca Guadagnino w kinach od 26 stycznia

Źródło: theedgesusu.co.uk

 

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany