Subiektywne podsumowanie 10. edycji Boskiej Komedii

Kolejna edycja Międzynarodowego Festiwalu Boska Komedia właśnie dobiegła końca.
W Krakowie zostało pokazanych ponad dwadzieścia spektakli w trzech kategoriach. W tym roku udało mi się zobaczyć aż dziesięć sztuk, do których należą: Fuck… sceny buntu (Marcin Liber), Wesele (Jan Klata), Hymn do miłości (Marta Górnicka), Harper (Grzegorz Wiśniewski), Proces (Krystian Lupa), Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy (Wiktor Rubin), Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk (Agata Duda-Gracz), Chłopi (Krzysztof Garbaczewski), Zew Cthulhu (Michał Borczuch) oraz Triumf woli (Monika Strzępka). Niektóre z nich mnie zachwyciły, inne wynudziły, a jeszcze inne – niestety – zawiodły. Chciałabym zaprezentować moje subiektywne podsumowanie tegorocznej edycji.

Najgorszy spektakl Harper, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

Po zeszłorocznych Plastikach – także w reżyserii Wiśniewskiego – postanowiłam kolejny raz dać mu szansę, wierząc (czytając wcześniej pochlebne opinie na temat spektaklu),  że tym razem wyjdę z teatru usatysfakcjonowana. Niestety, po raz kolejny się rozczarowałam. Harper na podstawie sztuki Simona Stephensa ukazuje kobietę w średnim wieku, która mimo odmowy udzielenia urlopu wyjeżdża do Londynu, by pożegnać się z umierającym ojcem. Opuszcza rodzinę w tajemnicy przed nastoletnią córką, a także bezrobotnym mężem, gdyż jej decyzja jest równoznaczna z utratą pracy. Podróż tytułowej Harper, w którą wciela się Magda Grąziowska, to spotkania i doświadczenia z przypadkowo spotkanymi ludźmi, by podczas swojej wędrówki poznać prawdziwe ja. Każde spotkanie miało stworzyć spójną całość, dając odpowiedź Harper na nurtujące ją pytania. Tymczasem zobaczyłam szereg podzielonych scen, które nie łączyły się w żaden możliwy sposób. Wielokrotnie pisano o zjawiskowej roli Magdy Grąziowskiej – i tutaj także moja opinia jest odmienna. Osobiście uważam, że na największe pochwały zasługuje Joanna Kasperek, która wciela się w dwie epizodyczne i przy tym zupełnie różne od siebie role. Cudowna była w scenie szpitalnej, w której ubrana na biało z chłodem i obojętnością obserwuje zrozpaczoną Harper, która spóźniła się o kilka godzin, by pożegnać się z ojcem. Reszta obsady wywołuje zupełnie obojętne emocje. Wiśniewski osadza każdą kolejną scenę w sterylnej scenografii, która swoją drogą zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Mimo to, nawet scenografia zupełnie nie łączy się z treścią opowiadanego dramatu. Ponad godzinny spektakl wywołał u mnie znużenie i poczucie zmarnowanego czasu.

Teatrzeromskiego.pl

Największe rozczarowanieBędzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk, reż. Agata Duda-Gracz, Teatr Nowy w Poznaniu

Miałam po prostu zbyt wysokie oczekiwania. Widząc w zeszłym roku w krakowskim ICE Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła, zostałam natychmiastowo oczarowana sposobem pracy i wizji Agaty Dudy-Gracz. Idąc w tym roku na kolejny spektakl w jej reżyserii, liczyłam że ponownie zostanę powalona na kolana. Spektakl zaczyna się dla widza w momencie, w którym wchodzi do teatru – aktorzy grający weselników od samego progu witają przybyłych i zapraszają ich na wesele. Zaślubiny Zuni i Siutka to okazja dla wszystkich mieszkańców wsi Kamyk do poznania ich przerażających i przygnębiających historii. Każdy z występujących aktorów przedstawia swoją mroczną historię. Spektakl trwa blisko cztery godziny, więc w natłoku tych wszystkich opowieści czułam się zwyczajnie zmęczona i obciążona psychicznie. Podczas trwania spektaklu zauważyłam, że wielu widzów podejmuje decyzję opuszczenia sali teatralnej, czemu wcale im się nie dziwiłam, bo pod koniec sama ledwo wysiedziałam w fotelu. O ile w pierwszej części historie weselników były przeplatane tańcami oraz śpiewami, dając tym samym odpoczynek psychiczny, tak druga część to bezlitosny ciąg opowieści. Po raz kolejny zostałam jednak podczas tej edycji Boskiej Komedii oczarowana scenografią. Mimo, że w Będzie pani zadowolona… na scenie znajdują się głównie stoły, ich ujęcie w kilka sekund potrafi stworzyć zupełnie nowe miejsce akcji. Moje serce skradła również Anna Mierzwa, która wciela się w rolę niewidomej kobiety, której mieszkańcy wioski przypisują diabelskie moce. Jej tajemniczość i demoniczność sprawiła, że nie mogłam oderwać od niej oczu. Mimo tego, że liczyłam, że ten spektakl zrobi na mnie większe wrażenie, nie do opisania jest moja radość, kiedy podczas wręczenia nagród nagrodę dla najlepszej reżyserki przyznano Agacie Dudzie-Gracz.

Największe zaskoczenie – Fuck… sceny buntu, reż. Marcin Liber, Teatr Łaźnia Nowa

Mimo tego, że spektakl widziałam ponad pół roku temu, do tej pory jestem zaskoczona i żaden spektakl w tym tygodniu nie wywołał we mnie tak pozytywnych emocji jak Fuck… sceny buntu. Inspiracją do powstania sztuki w głównej mierze były wydarzenia odbywające się wokół Teatru Polskiego we Wrocławiu i powołanie na dyrektora Cezarego Morawskiego. W pierwszej części spektaklu aktorzy występują pod własnymi nazwiskami, przedstawiają swój punkt widzenia względem zmiany dyrektora oraz stosunku władzy do artystów. W drugiej części zostają ukazani głośni buntownicy – kolektyw Fuck for Forest Ryszarda Siwca, który w 1968 roku dokonał aktu samospalenia w ramach protestu. Należę do osób, które jako widz nie lubią, kiedy przesadnie angażuje się mnie w odgrywająca się na scenie sztukę. Nie lubię, kiedy moja strefa komfortu zostaje naruszona, szanuję, kiedy sama mogę decydować o tym w jaki sposób zawarte treści wpływają na moje emocje. O ile oglądając w środę Żony stanu, dziwki rewolucji (…) Wiktora Rubina czułam dyskomfort, tak będąc uczestnikiem protestów aktorów Libera odczuwałam raczej wspólnotę.

Najlepszy spektakl –  Zew Cthulhu, reż. Michał Borcuch, Nowy Teatr

Po raz kolejny spektakl w reżyserii Michała Borczucha był moim faworytem do zdobycia nagrody Boskiego Komedianta. Spektakl, który niesamowicie mnie poruszył – inspirowany katastroficzną wizją przyszłości pisarstwa Lovercrafta – sprawił, że nie mogę przestać myśleć o jego formie, treści, medialności oraz grze aktorskiej. Jak zazwyczaj w teatrze Michała Borczucha, przedstawienie poraża rozmowami na różnorodne, czasem skomplikowane tematy, dotyczące uczuć, polityki, człowieka często wyalienowanego, samotnego, odrzuconego przez społeczeństwo. Bawi i wywołuje uśmiech scena, w której wszyscy aktorzy siedzą w kółku i wspólnie śpiewają. Porusza i urzeka końcowy monolog Piotra Polaka w scenie z krzesłami, kiedy mówi o tym, co się dzieje, kiedy coś musimy i kiedy nie musimy, kiedy chcemy i nie chcemy, kiedy pragniemy i nie pragniemy. Poza tym, fantastyczne zastosowanie kamer – na scenie znajdują się płachty oraz plansze, na których możemy obserwować w zbliżeniu twarze aktorów oraz przyglądać się określonym sytuacjom. Już po raz kolejny zostałam uwiedziona grą Krzysztofa Zarzeckiego, który nieustanie mnie zaskakuje i zachwyca. Ogromne uznanie kieruję także w stronę Moniki Niemczyk, której postać wzorowana jest na polskiej socjolożce Jadwidze Staniszkis.


Werdykt Jury:

Najlepsza muzyka i choreografia – Teoniki Rożynek i Anna Godowska za pracę nad Hymnem do miłości

Najlepsza scenografia i kostiumy – Robert Rumas i Anna Maria Kaczmarska za pracę nad Hymnem do miłości

Najlepsza reżyseria – Agata Duda – Gracz za Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk

Najlepsza drugoplanowa rola kobieca – Małgorzata Koman za rolę w spektaklu Sekretne życie Friedmanów

Najlepsza drugoplanowa rola męska – Andrzej Kłak za wszystkie (liczne) role w spektaklu Fuck… sceny buntu

Najlepsza pierwszoplanowa rola męska – Piotr Pilitowski za rolę w spektaklu Sekretne życie Friedmanów

Najlepsza pierwszoplanowa rola kobieca – Edyta Łukaszewska za rolę w spektaklu Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk

Najlepszy zespół – nagroda dla Cezary idzie na wojnę

Najlepsza produkcja – nagrodę otrzymuje Sekretne życie Friedmanów

Natalia Rieske

Zacznij chodzić do teatru. ☺️?

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany