Ponadczasowość „Anny Kareniny”

Lew Tołstoj pisał Annę Kareninę w latach 1873-1877, lecz ponad wiek później ta historia wciąż fascynuje i pobudza wyobraźnię czytelników. Na przestrzeni lat powstało kilkanaście ekranizacji powieści, poddano ją wielu analizom i reinterpretacjom. Postać głównej bohaterki ożywa w kolejnych kreacjach, z których każda zmienia ją nieco, ukazując od innej – niedostrzeżonej dotąd – strony. Co sprawia, że dramat Anny jest ciągle żywy?

Zarys powieści wydaje się być prosty. Annę Arkadiewnę Kareninę poznajemy w pociągu do Moskwy, gdzie jedzie z Sankt Petersburga, by załagodzić konflikt między swoim bratem a jego żoną, która niedawno odkryła zdradę męża. Podróżuje z hrabiną Wrońską i na stacji spotyka jej syna – oficera Aleksieja, w którym wkrótce zakochuje się ze wzajemnością. Anna jest jednak zamężna i tu rozpoczyna się dramat kochanków. Na pozór brzmi to banalnie, lecz motywy postępowania kobiety sięgają o wiele głębiej i są bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Jak sama wspomina, wzięła ślub bardzo młodo, lecz nie wyszła za mąż z miłości. Nie doświadczyła tego uczucia również od chłodnego Karenina – wysoko postawionego, odpowiedzialnego urzędnika, który na pierwszym miejscu zawsze stawiał swoją pracę, nie rodzinę. Darzyła wielką miłością swojego synka, Sieriożę, była życzliwa i dobra dla przyjaciół oraz rodziny, ale w jej monotonnym życiu brakowało prawdziwej namiętności. Niczym dziwnym nie wydaje się być zatem fakt, że młoda kobieta prawdziwie po ludzku tęskniła za odrobiną czułości, czego dowodem jest jej poruszające wyznanie: Lecz nadszedł czas i zrozumiałam, że nie mogę się dłużej okłamywać, zrozumiałam, że jestem żywa i nie winna temu, że Bóg mnie taką stworzył, jaką jestem – spragnioną życia i miłości. I kiedy wreszcie spotkała kogoś, kto po raz pierwszy obdarzył ją tym uczuciem, uległa mu.

Nie trudno domyślić się, z jakimi konsekwencjami musiała się zmierzyć. Nie – musieli, odpowiedzialność w większej części dotknęła bowiem Anny. To ona musiała wybrać między rodziną a kochankiem, to ona porzuciła dom, męża i synka, to jej nie wolno już było pokazywać się w towarzystwie. Utraciła wszystko – ukochanego Sieriożę, pozycję, reputację. Wybrała uczucie ze świadomością, że nie będzie mogła powrócić do dawnego życia. W zamian za to doświadczyła szczęścia w najpełniejszym jego wymiarze, z kimś, kto kochał ją ze wzajemnością. Dla kobiety, która pragnęła jedynie (aż?) miłości był to tak naprawdę jedyny możliwy wybór. W pewnym momencie zbuntowała się jednak przeciwko swemu wygnaniu i samotności – nawet u boku ukochanego Aleksego nudziła się i pragnęła choć na chwilę wyrwać się z domu, lecz rzeczywisty wymiar towarzyskiego odrzucenia i potępienia, jakie ją dotknęło, przerósł wyobrażenia Anny. W adaptacji z 2012 roku w reżyserii Joego Wrighta scena ta jest bardzo wymownie ukazana – całe rzędy widowni w operze odwracają się, by spojrzeć z pogardą na tę kobietę. Film w nieco przerysowany i teatralny sposób przedstawia sceny rozgrywającego się dramatu, ale zabieg ten nie razi. Wręcz przeciwnie – pomaga lepiej wczuć się w nastrój i emocje, targające bohaterami. Ten moment uświadomił Annie ogrom konsekwencji, jakie niósł za sobą podjęty przez nią wybór. I to, że jeśli utraci miłość, dla której poświęciła całe swoje dotychczasowe życie, nie pozostanie jej już nic.

Wątek Anny i Aleksieja skontrastowany został z toczącą się równolegle historią młodej Kitty, której serce złamał hrabia Wroński, i zakochanego w niej Konstantego Lewina, ambitnego gospodarza, pragnącego zbudować domowe ognisko wraz z ukochaną. Wątek tego uczucia rozwija się powoli – Lewin pomaga Kitty pogodzić się ze stratą niedoszłego narzeczonego, ona zaś uświadamia sobie, że to właśnie swojego pocieszyciela prawdziwie kocha. Schemat relacji tej pary jest niemal wzorcowy, można przypuszczać, że będą żyli szczęśliwie w pełnej harmonii. Anna za swój błąd, występek przeciwko świętemu sakramentowi małżeństwa, zostaje całkowicie potępiona i, pośrednio, także ukarana. Aleksiej Wroński również musi w końcu zmierzyć się z odpowiedzialnością. Ciekawy w tym kontekście jest fakt zdrady brata Anny, przyjęty o wiele lepiej, niemal z pełną wyrozumiałością, przez całą społeczność. Stiepan Obłoński dzięki wstawiennictwu siostry uzyskuje wybaczenie żony, a iluzja ich szczęśliwego życia rodzinnego zostaje podtrzymana, mimo kolejnych podejrzeń, braku zaufania i dotkliwej pustki po dawnym uczuciu. Tołstoj stawia pytania o moralność, zbrodnię niewierności i należną jej karę, ale ukazuje także rażącą hipokryzję. Niedochowanie wierności przy utrzymywaniu pozorów uczucia w małżeństwie było zatem tolerowane, Anna zaś zapłaciła cenę za odwagę, by nie ukrywać swojej miłości w sytuacji niemożliwej do rozwiązania.

Ja mogę żyć tylko sercem, wy zaś żyjecie według zasad – mówi Anna Karenina, gdy w końcu dostaje szansę, by prawdziwie kochać i być kochaną. Widzimy jej nadzieje, towarzyszymy jej w chwilach największego szczęścia i upadku, poznajemy kolejne zwątpienia, lecz jedno pozostaje niezmienne i czyste – motyw, którym się kieruje. Do wszystkich kolejnych niegodziwych czynów – zdrady, odejścia od rodziny – popycha ją gwałtowne uczucie, ale od chwili poznania smaku prawdziwej miłości, bodaj pierwszy raz w życiu, decyzje te nareszcie w pełni należą do niej samej.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany