List do Polaków od Kevina McCallistera

Moi Drodzy,

korzystając z okazji, że w tym roku obchodzimy 25-lecie naszej wspaniałej znajomości, chciałbym Wam ogromnie podziękować za wieloletnią przyjaźń – wszak rzadko się zdarza by znajomości z dzieciństwa przetrwały taki okres czasu. Ale ja miałem to szczęście, że w wieku ośmiu lat znalazłem przyjaciół, którzy (choć nie zawsze pamiętają by odezwać się do mnie w ciągu roku) w grudniu, pomimo natłoku przedświątecznych obowiązków, potrafią wygospodarować dla mnie dwie godziny, by wspólnie spędzić ten magiczny czas.

Niestety, w tym roku się nie zobaczymy. Mam 35 lat i postanowiłem, iż czas coś zmienić. Święta Bożego Narodzenia (same w sobie) niosą ze sobą tyle tradycji, które rok w rok czynią je niemal identycznymi. Chciałbym nadać im urozmaicenia i co roku spędzać je z kimś innym, po to, by ten ktoś obdarowywał mnie refleksją, która okaże się owocna w nadchodzącym Nowym Roku. Na swojego tegorocznego towarzysza wybrałem człowieka, który mówi o sobie Ja, Daniel Blake. Być może go już znacie, bo chwalił się, że zawarł wiele znajomości w 2016, ale i 2017 roku. Gdy powiedział, że ma też Złotą Palmę, pomyślałem, że nic w tym dziwnego – zawarł wiele znajomości, to i palma mu odbiła – ale to podobno nie o to chodzi. Ja się tam nie znam, ale wspomniał, że to taka stojąca – chciałem zobaczyć (bo nie byłem pewien czy można mu wierzyć na słowo), ale powiedział, że jakiś Ken Loach ją przechowuje, ponoć lubi na nią patrzeć. W każdym razie – wypadałoby, żebym coś opowiedział o Danielu – to dobry człowiek, trochę starszy ode mnie. No, może więcej niż trochę. Niestety, jakiś czas temu miał zawał i teraz nie może pracować, lekarz mu zabronił. Mimo to, miał dostawać pieniądze, żeby przeczekać ten czas, ale jakaś Pani zakomunikowała, że to nic wielkiego i może pracować, a właściwie to nawet musi, bo inaczej nie dostanie pieniędzy. On teraz nie wie, co zrobić, bo przecież nie chce umrzeć na zawał, ale z drugiej strony – musi z czegoś żyć. Tuła się po urzędach, dzwoni gdzie trzeba, ale tak naprawdę wszyscy mają go gdzieś. Podczas jednej z takich wizyt poznał Katie i jej dwójkę dzieci, wtedy zrozumiał, że są ludzie, którzy znajdują się w o wiele gorszej sytuacji, więc postanowił im pomóc. Zaprzyjaźnili się, ale to nie wystarczyło by ich sytuacja się poprawiła i podobno Katie musiała zniżyć się do najgorszych metod zarabiania na chleb, a to go doprowadziło na skraj załamania. Obiecał, że więcej mi opowie w święta, gdy się spotkamy, więc czekam z niecierpliwością choć nie potrafię zrozumieć, dlaczego chory człowiek i matka z dwójką dzieci nie mają za co żyć. Może on mi to wytłumaczy.

Pewnie Wam się wydaje, że znalazłem nowego przyjaciela, więc Was pozostawię na święta samotnych? Nic bardziej mylnego! Moja znajoma Paula zaprasza do swojego rodzinnego domu we francuskim miasteczku, zachęcając: opowiem o tym, że w mojej rodzinie Rozumiemy się bez słów! Padniecie ze śmiechu, gdy usłyszycie historię, jak Paula musiała tłumaczyć wizytę rodziców u ginekologa albo jak jej mama biegała po domu, wymachując spodniami, na których widniała plama po pierwszej miesiączce Pauli – nie byłoby to takie straszne, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie przebywał u nich chłopak, do którego wzdychała od miesięcy (chyba nie muszę dodawać, że mama Pauli również przed nim machała tymi spodniami…). Dziewczyna z pewnością nie przepuści okazji, żeby Wam zaśpiewać. Ale jak… ten głos… dosłownie jak… Louane Emera! Wspominała, że zrobi z Wami też doświadczenie, podczas którego będziecie mogli wcielić się w role osób niesłyszących. Ach, zapomniałem o najważniejszej informacji – rodzice Pauli są głuchoniemi, właściwie to z całej rodziny tylko Paula słyszy. Jej młodszy brat (podobnie jak rodzice) jest głuchy. Ale tak prywatnie Wam powiem, że zazdroszczę im. Zresztą, sami zobaczycie ile w tej rodzinie jest miłości. Zapewne załapiecie się na przesłuchanie w najlepszej muzycznej szkole, w Paryżu, do której szesnastolatka stara się dostać (przy pomocy swojego nauczyciela muzyki).

Już tak na sam koniec zdradzę, że odwiedzą Was (jeśli je wpuścicie) Złe Mamuśki po to, aby pokazać Jak uratować święta. Na pewno kojarzycie Amy, Karlę, Kiki, które rok temu obalały mity o idealnych matkach zapatrzonych w swe pociechy jak w obrazek. W tym roku marzyły by święta spędzić po swojemu, ale wizyty ich matek wszystko pokrzyżowały. Może żartować to one nie potrafią, a na pewno nie są już w takiej formie jak rok temu, ale wycisną z Was wszystkie łzy, opowiadając o swoich trudnych, wręcz toksycznych relacjach z rodzicielkami. Gwarantuję, że zadbają o to byście sobie przypomnieli, gdzie tkwi prawdziwa magia świąt i że, wbrew pozorom, nie polega ona na prześciganiu się w wypiekach czy walce o prezenty w sklepach.

Ale się rozpisałem! Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi za złe, że w tym roku Was opuszczę? Do zobaczenia za rok, mam nadzieję, że dzięki nowym znajomościom szerzej otworzycie oczy na świat.

Wesołych Świąt!

Wasz Kevin

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany