Ach, nie mnie jednej…

Dostałam najnowszy tomik Dominiki Dymińskiej. Tomik nosi tytuł Pozdrowienia ze świata, wydało go wydawnictwo Ha!Art. Kiedy dostaje się taki tomik, to pisze się recenzję. Stwierdziłam jednak, że dużo lepszym pomysłem będzie poświęcenie tego artykułu po prostu Dominice Dymińskiej. A przez Dominikę Dymińską mam na myśli jednocześnie Ciebie, Was i może trochę siebie. Przez filtr oświadczeń opublikowanych na Codzienniku feministycznym chciałabym spojrzeć na świat jak człowiek, a nie tylko niczym literacki krytyk.

Źródło: ha.art.pl

Z czym kojarzy się poezja kobieca? Zabawny jest już sam fakt, że do słowa poezja, w przypadku, kiedy pisze ją dziewczyna, wręcz naturalnym wydaje się dodać ten przymiotnik. Cóż, może to biologiczne? Jednak korzystając z tej uroczej terminologii, można zauważyć, że z poezji wykluwa się obraz tego o czym kobiety myślą, nad czym płaczą i za czym tęsknią. A więc kobieca poezja XX w. Mnie wiersze Agnieszki Osieckiej, Haliny Poświatowskiej, czy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej niezmiennie kojarzą się z miłością. Z miłością ach nie mnie jednej to się zdarzyło, z tęsknotą bez ciebie jak bez uśmiechu, z nadzieją miłość nowa – z burzy szał wystrzeli. Oczywiście, strzelałabym do samej siebie, podważając autorytety wcześniej wymienionych pań. Nie ukrywam jednak, że, mimo wspaniałości wierszy o miłości, chciałoby się, żeby poetki kojarzyły się również z innymi sferami życia. Ze zmienianiem świata na przykład.

Nie trzeba być znawcą poezji Osieckiej, żeby stwierdzić, że nie tylko miłością się zajmowała. Jednak znajome nam skrawki wersów i słów z poezji kobiecej, głównie kojarzone są właśnie z wierszami o miłości. O tym jedynym, o tym drugim, o trzecim, nigdy niepoznanym i w końcu, o frajerze, który o nas zapomniał. Ale dzisiaj poetkom inne rzeczy w głowach. Szumi rewolucja, walka toczy się na parasolki, a ciało robi się coraz bardziej wolne.

Pozdrowienia ze świata Dymińskiej to tomik zwarty, złożony z żalu, zmęczenia i odważnej krytyki kraju, w którym obecnie przyszło nam żyć. W Pozdrowieniach ze świata nie rozmawiamy o chłopakach ani o mocno bijącym sercu. Rozmawiamy o świecie. A skoro my, dziewczyny, często mamy problem, by się porozumieć, zrozumieć i generalnie polubić, to próba ucieczki od miłości będzie dla nas wszystkich zbawieniem. Skoro przy kawce spotkamy się, by ponarzekać na randki, pocałunki, czy rodziców Mateusza albo Karola, to o czym porozmawiamy jak już o nich skończymy? Dominika Dymińska mówi wprost – chcę rozmawiać o czymś innym. O czymś, w czym mogę zabrać głos i chcę żebyś ty również go zabrała. Żegnaj mensplikacjo, teraz możemy potłumaczyć świat własnymi dźwiękami.

W wierszach Dymińskiej dużo jest Internetu, przemocy, oświeconych mężczyzn i telefonów komórkowych. Dużo jest Polski. Z jednej strony, chciałoby się powiedzieć, że jest to poezja pisana jakby od niechcenia. Nie ma w niej wyrafinowania, nie wyczuwa się geniuszu, nie ma potrzeby zatrzymywać się nad miodem płynącą, konsonansami brzmiącą frazą. Więcej jest codzienności. Myśli uciekającej ze snu, spaceru do urzędu, żeby podatek zapłacić, wiadomości, która właśnie przyszła na nasz ukochany telefon. Dymińska portretuje siebie w Polsce i Polskę w sobie. Pisząc o aborcji, o mięsie, o bombie, nieustannie oscyluje pomiędzy tym co publiczne i prywatne. Nieustannie pomiędzy osobistą martyrologią i społecznymi łzami.

Czytając Pozdrowienia ze świata czytelnik jest więc pobudzany. Nie tylko przez ilość krytyki naszej pełnej zdebilizowania i spikselowania kultury, ale także przez ciągłe zwracanie się poetki do odbiorcy. W jej wierszach mnóstwo jest ty oraz my. Tworzy to niezwartą, poetycką wspólnotę. Taką wspólnotę, która ma prawo się razem wkurzyć. Ale także wspólnotę, która może się ze sobą pokłócić i nie zgodzić. Przecież myślimy inaczej i myśleć inaczej możemy. Bo wspólnota to nie sekta, pamiętajmy.

I w końcu, Dymińska pisze również o miłości. Ach, nie jej jednej to się zdarzyło! Miłość smakuje jednak jak coś co tydzień temu utraciło swój termin ważności. Serce cierpi, on jest kobieciarzem, a nadzieje ledwo się składają po upadku na ziemię.

W wierszu Post-truth, najlepszym według mnie z całego tomika, Dymińska pisze o dzisiejszym świecie.

W końcu w tym kraiku, w którym się je wiecznie tylko chlebek z szyneczką i w którym przez pół roku świeci słoneczko, a przez drugie pół pada deszczyk, ktoś wreszcie powinien zacząć mówić tylko prawdkę.

W tym dzisiejszym świecie, społeczeństwo zastanawia się również, czy Dominika Dymińska, publicznie oskarżająca o gwałt swojego byłego partnera faktycznie powiedziała prawdę. Może to była jedynie taka prawdka, prawdeczka, skoro Jakub Dymek, o którym mowa, do owych zarzutów się nie przyznaje. Może ta dziewczyna, zwykła desperatka, chciała zniszczyć jemu karierę? Z zawiści, zazdrości, histerii. Kto wie…

I faktycznie, kto wie ten uratowany przed tą jałową dyskusją jednego zdania przeciwko drugiemu. Wiem jedynie, że rozpoczął się lincz ofiar. Kto tu ma racje? Oskarżająca, czy oskarżany? Bez względu na finalną prawdę, której przecież tak bardzo potrzebujemy, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że ten gwałt się wydarzył. A my, w naszym dzisiejszym, wciąż zmaskulinizowanym świecie, palcem oskarżyciela lubimy pokazać na kobietę. Żeby przeprosiła i więcej wierszy o feminizmie nie pisała.

***

Na placu Wszystkich Świętych wszystko po staremu. Antyaborcjoniści znów wystawili się z banerami. Pozdrowienia z Krakowa. To był ciepły dzień.

#metoo

Obrazek wyróżniający pochodzi ze strony: ted.com

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany