Danuta Szaflarska – fenomen, iskierka, dobro

O Szaflarskiej wszyscy mówią z czułością, a jej wspomnienie przywołuje na twarzy uśmiech. Kiedyś – piękna dziewczyna z talentem, jakiego pozazdrościć mogła jej niejedna starsza koleżanka. Potem – nieco zapomniana aktorka, lecz niezmiennie kobieta pełna pasji, czerpiąca z życia garściami. Aż w końcu – elegancka, ciepła staruszka, zjednująca sobie wielbicieli wśród wszystkich pokoleń. Artystka zaskakująca energią i zarażająca optymizmem. Tak chciałoby się żyć – pięknie bez względu na wiek.

W sierpniu 1939 roku – w wieku 24 lat – ukończyła Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej, odrzuciła propozycję Teatru Narodowego w Warszawie i wyruszyła do Wilna, by rozpocząć swoją karierę w Teatrze na Pohulance. Początek kariery młodej Szaflarskiej zbiegł się z początkiem II wojny światowej. Dwudziestokilkuletnia aktorka stawała na scenie, podczas gdy za murami teatru trwała walka na śmierć i życie. W filmie dokumentalnym Nie wolno przerwać spektaklu z 2007 roku podkreślała, że aktorzy z tamtych lat wyznawali zasadę, że nic nie jest w stanie przeszkodzić artystom w przedstawieniu. Trzeba było grać, nawet jeśli widownia uciekała w popłochu i słychać było odgłosy spadających bomb.

W 1941 roku wróciła do Warszawy. Z mężem – Janem Ekierem, który według opowieści aktorki szedł do niej z obrączkami do Wilna ze stolicy przez sześć dni. Ślub wzięli po drodze, w Krakowie. Szaflarska od razu po powrocie do stolicy wstąpiła do Teatru Frontowego AK. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego wraz z roczną córeczką, matką i mężem przebywała w mieszkaniu znajomych. Nocą wyszła na miasto by budować barykady. Była łączniczką, a wieczorami występowała na koncertach dla cywilów i żołnierzy. Walczyła zarówno sztuką, jak i czynem.

Sukces przyniósł jej film Zakazane piosenki Leonarda Buczkowskiego z 1946 roku. Zagrała tam Halinę Tokarską, siostrę głównego bohatera (w tej roli Jerzy Duszyński), który opowiada swoje wojenne przeżycia, historię założonej przez niego podczas wojennej zawieruchy orkiestry oraz działalności podziemnej organizacji. To film wzruszający, pozwalający na zapoznanie się z piosenkami śpiewanymi podczas niemieckiej okupacji. Niesamowite jest też to, że występujący w nim artyści – także Danuta Szaflarska – odgrywali historie wyjęte z ich biografii. Nie bez przyczyny portret aktorki znalazł się na okładce pierwszego numeru dwutygodnika Film.

„Zakazane piosenki”

Buczkowski zaprosił Szaflarską do współpracy także przy filmie Skarb (1948). Potem kino jakby zapomniało o pięknej i utalentowanej artystce, co tłumaczono faktem, że jej uroda i wrażliwość nie pasowała do siermiężnej rzeczywistości lat 50. Przełom w karierze następuje dopiero w latach 70. – rola Misiewiczowej w telewizyjnej wersji Lalki, Babci Misi w Dolinie Issy czy Babci w serialu Pięć dni z życia emeryta sprawiają, że Szaflarska pojawia się nie tylko na ekranach, ale także na językach krytyków i publiczności.

W 1985 roku przeszła na emeryturę, ale do stagnacji było jej daleko. Wciąż pozostawała czynna zawodowo. Występowała w Teatrze Współczesnym w Warszawie, dostawała kolejne propozycje filmowe. Na przełomie XX i XXI wieku – w 2000 roku – zagrała w filmie Janusza Morgensterna Żółty szalik, gdzie partnerowała Januszowi Gajosowi.

Szaflarska od lat 90. filmowo związana była z reżyserką Dorotą Kędzierzawską. Najpierw zagrała w jej filmach Diabły, diabły (1991) i Nic (1998), a w 2007 roku stworzyła genialną kreację w jej filmie Pora umierać. Za rolę Anieli – ekscentrycznej staruszki, która nie godzi się na nudne życie i bierze sprawy w swoje ręce – aktorka otrzymała nagrodę za najlepszą kobiecą rolę pierwszoplanową na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a także nagrodę Polskiej Akademii Filmowej – Orła 2008. Podobno aktorka po dostaniu propozycji i scenariusza buntowała się, kto będzie chciał oglądać starą babę na ekranie. Tymczasem ta historia skradła serca tysięcy widzów, którzy podkreślają, że siłą tego filmu jest bijące od Szaflarskiej dobro i mądrość.

W tym samym roku i we współpracy z tą samą reżyserką powstał film dokumentalny Inny Świat, wprowadzający widza w prywatne życie Szaflarskiej. To 97 minut (nawiązujące do ówczesnego wieku artystki) prostych zdjęć, utrzymanych w czarno-białej konwencji, poprzeplatanych archiwaliami i kadrami filmowymi.

Rok 2008 to film Jeszcze nie wieczór Jacka Bławuta, opowiadający o dziwactwach i marzeniach aktorów starszego pokolenia, w którym Szaflarska wcieliła się w rolę Barbary. Ostatnią zapamiętaną i często wspominaną filmową rolą aktorki jest znaczący epizod w Pokłosiu (2012) Pasikowskiego, gdzie Szaflarska zagrała zielarkę, od której główni bohaterowie dowiadują się prawdy na temat polskiego mordu na Żydach.

Artystka nie rozstawała się ze sceną do końca swoich dni. Jeszcze kilka tygodni przed śmiercią rozmawiano o przygotowywanej w Teatrze Żydowskim premierze Sklepu przy głównej ulicy – spektaklu, w którym Szaflarska zagrać miała główną rolę słowackiej Żydówki Lautmanowej. Aktorce zależało, żeby zagrać tę postać, w oficjalnym komunikacie pisała: Cieszę się, że powoli wracam do zdrowia. 

Od 2010 roku należała do zespołu TR Warszawa. Grzegorz Jarzyna, dyrektor teatru, w rozmowie z Gazetą Wyborczą podkreślał, że już przy pierwszym czytaniu dramatu Między nami dobrze jest nie miał wątpliwości, kto powinien zagrać Babcię. Znaczące są też słowa Adama Woronowicza:

Polsko, pamiętam, jak umierało twe piękno” – te słowa wypowiadane przez Babcię w przedstawieniu „Między nami dobrze jest” całkowicie mnie rozwalają… Ciarki mi przechodzą po plecach. W jej ustach brzmią tak prawdziwie. I od razu widzę Danusię Szaflarską, która w sierpniu 1939 r. jedzie z walizeczką do Wilna. Ma tam dostać angaż w swoim pierwszym teatrze. Ale ten sezon nie będzie piękny. Wybucha wojna.

Trudno nie zgodzić się z aktorem. Te słowa padające z ust Szaflarskiej naznaczone były prawdą i jej osobistymi wspomnieniami. Może właśnie dzięki tej autentyczności wywoływały w widzach tak ogromne emocje. Po premierze telewizyjnej Między nami dobrze jest zadzwoniła do mnie przyjaciółka i przez łzy powiedziała: Chyba właśnie dzisiaj zrozumiałam dlaczego my nigdy w pełni nie zrozumiemy tamtego pokolenia… Chciałabym przytulić Szaflarską i podziękować jej. Za wszystko.

Ja też miałam taki moment w życiu, gdy bardzo chciałam zakraść się do garderoby i przytulić artystkę, dziękując jej za wszystko. To było po spektaklu Daily Soup w Teatrze Narodowym, ponad dwa lata temu. Pamiętam swoje wzruszenie, gdy na owacjach po spektaklu zobaczyłam kruchą, skromną aktorką, przed którą stoją ludzie w różnym wieku – od nastolatków po jej rówieśników – i nie przestają bić braw, uznając, że to najwłaściwszy sposób na pokazanie, jak jest dla nich ważna. Nieśmiały uśmiech błąkał się wtedy po twarzy Danuty Szaflarskiej, a towarzyszący jej na scenie koledzy – m.in. Janusz Gajos czy nieżyjąca już Halina Skoczyńska – nie kryli dumy z tego, że są teraz w takim, a nie innym miejscu. Nikt nie musiał mówić tego na głos, a jednak wszyscy wiedzieli, że każdy uśmiech i każda łza należy do niej.

Jej odejście w lutym 2016 roku było zaskoczeniem. Wszyscy rozsądni są świadomi upływu czasu i ludzkiej śmiertelności, a jednak pogodzenie się z utratą energii Szaflarskiej wydawało się niemożliwe. We wspomnieniach znajomi aktorki podkreślali, że Danusia była fenomenem. Przychodziła na plan, była tam najstarsza, a mimo to wyróżniała się energią i zapałem. Szybko uczyła się tekstu, z łatwością zapamiętywała uwagi, nie lubiła przerw i marnowania czasu. Choć od wielu lat nigdzie się już nie spieszyła – w jednym z wywiadów powiedziała: (…) nagle pomyślałam: „Zaraz, dokąd ja się tak spieszę? Przecież na końcu czeka mnie trumna – nie godziła się na życie przez zaniechanie. Każdy wiek ma też swoje radości, nie tylko zmartwienia – podkreślała.

Żyła 102 lata, udowadniając, że kocha życie we wszystkich jego barwach, odcieniach i cieniach.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany