Czemu Vedze nie udało się z „Botoksem”?

Hejt, jaki w ostatnim czasie wylał się na Patryka Vegę oraz jego filmy przypomina ostatnie wybory prezydenckie – nikt nie lubi prawicy, ale wygrała większością głosów. Tak samo jest z Vegą, teoretycznie (jak się okazało tuż po premierze Botoksu) nikt nie lubi kina tego reżysera, co ciekawe, większość Polaków wręcz nim gardzi, a mimo to – jego premiery mają jedne z lepszych polskich otwarć

Botoks, najnowsze dzieło, wzbudza niemałe kontrowersje wśród widzów oraz polskich twórców kina. Vega krytyki najwyraźniej nie przyjmuje i swojej produkcji zawzięcie broni. Być może sięga jedynie do opinii osób, które na film nawet nie rzuciły okiem, ale postanowiły stać się specjalistami kinematografii oraz jasnowidztwa i swoje zdanie wygłosić – jeśli tak jest, to nie ma co się dziwić, że krytyki tej nie przyjmuje, a co ważniejsze – ignoruje ją. Na szczęście istnieje druga strona medalu, o filmie wypowiadają się także osoby, które na temat kina posiadają nie tylko wiedzę teoretyczną, ale zarazem praktyczną. Taką osobą jest Jerzy Stuhr, który w wywiadzie dla Kultura do góry nogami bardzo wyraźnie zrecenzował nowy film Vegi: […] A sam film? Żenujący. Najbardziej uderza mnie ten prymitywizm – prymitywne opowiadanie o tak poważnym temacie. Mówić w ten sposób o gangsterach – to jestem w stanie zrozumieć, ale o aborcji? To poważny problem młodych ludzi, dlatego jest afera. Czy można było trafniej ocenić ten film? Stuhr zwraca uwagę na niewątpliwie ważny i podstawowy problem Patryka Vegi – jego domeną jest kino rozrywkowe, a niestety do kina poważnego brak mu predyspozycji lub, jak kto woli, umiejętności. Jeśli Vega koniecznie chce zacząć zajmować się kinem, z którego ludzie mogą czerpać wiedzę, które może zmieniać świat, skłaniać do refleksji, to niech najpierw zaczerpnie porady u osób, które sobie z tym bardzo dobrze radzą – jak np. Smarzowski.

Nie można zarzucić reżyserowi, że materiał, jaki udało się zebrać do Botoksu jest zły, ale to (niestety) jedyne czego nie można mu wytknąć. Jest to kolejny punkt, który pokazuje nieumiejętność Vegi do tworzenia tego typu filmów – zlepek różnych historii, które usiłują opowiadać o kilku, będących na topie tematach (aborcja, in vitro, koncerny farmaceutyczne, polska bieda i patologia, samotne matki). Może byłoby lepiej, gdyby reżyser wybrał jeden, góra dwa tematy i o nich opowiedział w sposób rzetelny, adekwatny i przede wszystkim – stwarzając jakąkolwiek logiczną fabułę.

Sporo miejsca (jak na ten film) w Botoksie zostało poświęcone aborcji. Wiadomo, temat ważny i w ostatnim czasie wzbudzający w Polsce niemałe kontrowersje. Można śmiało powiedzieć, że aborcja podzieliła Polaków. Jednakże rodzi się pytanie, dlaczego Patryk Vega przedstawia tylko jedną stronę tego problemu? Film prezentuje aborcje z punktu widzenia rodziców, którym przeszkadza niepełnosprawność dziecka, ponieważ zepsułoby im wizerunek. Pojawia się też drugi argument – klasyczna wpadka nieformalnego związku dwojga ludzi, z czego – jedno z nich nie chce mieć dziecka (mężczyzna), dlatego też, bez żadnych emocji zarządza skrobankę. Oczywiście takie sytuacje to prawdopodobnie codzienność, problem w tym, że nie jest to jedyna codzienność. Co z kobietami, a nawet częściej dziewczynkami dopiero wchodzącymi w dorosłe życie, które zostały zgwałcone, w wyniku czego, los skazał je na bycie matkami? Co z kobietami, których życie jest zagrożone przez ciążę, a ich wybór waha się między osieroceniem już żyjącego potomstwa lub usunięciem jeszcze nienarodzonego? To pytania ważne, które (bez wątpienia) powinny być brane pod uwagę w pierwszej kolejności, gdy zaczyna się rozmowa na temat aborcji. Vega niestety je pominął. Czyżby w ten sposób reżyser pragnął zapewnić sobie bezpieczne miejsce w polskiej kinematografii zarządzanej przez środowiska skrajnie prawicowe? Jeśli tak to niech nie mówi, że chce robić ważne i odważne kino, bo nikt, kto podporządkowuje się totalitaryzmowi dla pieniędzy i ciepłej posady, nie ma prawa nazywać się odważnym.

Patryk Vega to twórca kina rozrywkowego z elementami sensacji – i nie ma w tym nic złego, przecież kino pierwotnie miało być rozrywką dla mas – to raz. Dwa, że ludzie potrzebują rozrywki i do niej lgną, co doskonale odzwierciedlają polskie kina jak i premiery w tzw. sieciówkach. Jak to się odnosi do Botoksu? Otóż – na ten film wybrali się (w pierwszej kolejności) odbiorcy filmów Vegi (czyli filmów rozrywkowych). Przeciętny Polak poszedł na Botoks zwabiony reklamami, że pośmieje się jak Stramowski kupuje w aptece prezerwatywy czy też karetka przyjeżdża do pacjenta, z którym nie ma kontaktu, bo ukradli mu komórkę. Cel był jasny i prosty: rozerwać się. Jednak kinowy ekran zaserwował im żarty przeplatane scenami, w których płód kona przez kilka godzin w pustym pomieszczeniu, w zimnie, a lekarz, po przyznaniu racji, że to nieludzkie, wstawia do pokoju kwiatek, bo wtedy jest bardziej humanitarnie. Nic dziwnego, że widzowie opuszczali sale kinowe w trakcie seansu – to zestawienie skandaliczne i w przypadku reżysera, który przy pomocy prezentacji aborcji ze skrajnie prawicowego punktu – nieco zaskakujące, bo jeśli już zdecydował się na tak jasną jednostronność to powinien wziąć pod uwagę, że przeplatanie aborcji z dość żenującymi dialogami, które miały zachęcić widzów do obejrzenia kolejnej produkcji króla rozrywki dla mas, jest zwyczajnym brakiem poszanowania tak ważnego tematu, jakim jest aborcja. Dowodzi to również temu, iż Vega jest dość zagubiony pomiędzy pragnieniem przypodobania się prawicowej władzy a pozostaniem w sercach swoich odbiorców.

Obiecując swoim odbiorcom kino rozrywkowe a wywołując niesmak, Vega stracił tych, którzy dotychczas cytowali Pitbulla, a teraz tak głośno krzyczą, jakie całe kino Vegi jest złe (co jest niesprawiedliwą oceną), niedobre i nigdy po jego filmy nie sięgają. Natomiast próbując swoich sił w kinie poważnym, wywołał zażenowanie w całej reszcie. W ten oto sposób Patryk Vega naraził cały swój dotychczasowy dorobek i dobrze by było, aby aktorzy, którzy z niemałym wysiłkiem zagrali w Botoksie uświadomili swego reżysera, że burza, jaką jego produkcja wywołała nie szaleje dlatego, że jest to film dobry czy też – jak twórca woli – kontrowersyjny. Powodem tej burzy jest zwyczajny niesmak i zażenowanie całej publiczności. Warto odgrzebać w sobie resztki pokory zamiast brnąć ślepo w czarną dziurę, co całej ekipie Botoksu wychodzi niepokojąco dobrze.

 

Karolina Kisiołek

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

1 Komentarz
  1. Wstyd się przyznać, ale mając kartę Unlimited do Cinema City nie byłam jeszcze na „Botoksie”. Boję się, że jest to tak zły film, że zniszczy mnie od środka i pozostawi niesmak. Z każdą czytaną recenzją i opinią na ten temat widzę, że nie ma co liczyć nawet na kino średnich lotów.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany