Staff kontra Barańczak

Podczas przeprowadzki do innego miasta zabieram ze sobą tomik wierszy Staffa. Biorę ze sobą niewiele książek – ograniczają mnie skromne wymiary walizki, ale każdy z nas ma takie utwory, do których po prostu się wraca oraz swoje własne credo, służące za drogowskaz, kiedy przyszłość wydaje się być zarysowana równie mgliście i niewyraźnie co korony drzew listopadowym wieczorem. Dla mnie są nim słowa poety z utworu Początek bajki:

Lecz na to żyć musimy słonecznie, bez grzechu

Przeciw własnemu pięknu, co w nas śni – tajemne.

Trudno porównać do siebie twórców, których dzieli tak wiele – ponad pół wieku minęło między ich narodzinami, nie sposób też postawić obok siebie podejmowanych przez nich tematów. Różnica kilkudziesięciu zaledwie lat – czymże bowiem były one wobec stuleci historii literatury? – zdefiniowała ich twórczość na różnych płaszczyznach: Staff wymykał się ramom i konwencjom narzucanym mu przez kolejne epoki, Barańczak zaś podjął polemikę z nurtem socrealizmu, panującym w jego czasach. A przecież obaj urodzili się w deszczowym i melancholijnym listopadzie, choć jeden jeszcze w wieku XIX, drugi zaś tuż po II wojnie światowej, obaj mieli także ogromny wpływ na kolejne pokolenia twórców, a ich dzieła są wciąż żywe i obecne w naszej kulturze.

Leopold Staff żył i tworzył w trzech epokach: Młodej Polsce, dwudziestoleciu międzywojennym i latach po wojnie. Każda z nich wpłynęła w jakiś sposób na jego twórczość, lecz żadna nie zdołała trwale zmienić jego stylu i tak cenionej przez krytyków oraz odbiorców klasycznej prostoty, cechującej dzieła poety. Poeta korzystał z głównych założeń poszczególnych nurtów – inspirował się początkowo młodopolskim dekadentyzmem (wiersz Deszcz jesienny) czy filozofią czynu Nietzschego (Kowal, nazwany ówczesną Odą do młodości), lecz w późniejszych utworach można dostrzec charakterystyczny i stały już motyw pochwały życia. Humanizm, ład i harmonia – najpiękniejsze, dojrzałe utwory Staffa można określić tymi słowami. Życiorys poety najpełniej przedstawia on sam w sonecie Curriculum vitae, w którym wspomina o młodzieńczej fascynacji dekadentyzmem (Kiedy nad wiosnę milsze zdały się jesienie) i wymienia główne filary późniejszej twórczości – antyk, naturę oraz filozofię franciszkańską. Uniwersalizm poezji Staffa oraz lekkość, z jaką tak precyzyjnie ubierał własne myśli w słowa, zasłużenie zapewniły mu stałe miejsce na panteonie polskich poetów już za życia. Był autorytetem i inspiracją dla wielu młodych twórców, szczególnie cenionym przez Skamandrytów, którym bliska była zwłaszcza koncepcja twórczości przystępnej prostemu człowiekowi oraz filozofia afirmacji życia, której Leopold Staff hołdował.

Stanisław Barańczak to wybitny poeta-lingwista i działacz polityczny, zaangażowany w walkę o wolność nie tylko obywateli, ale także tak cenionego przez niego słowa. Należał do grona poetów Nowej Fali, występujących przeciwko wszechobecnej rządowej manipulacji i propagandzie, których głównym narzędziem był język. W swych utworach Barańczak często przewrotnie i błyskotliwie zarazem używał słowa jako oręża przeciwko nowomowie, obnażając wady systemu i celnie punktując panujące wówczas podwójne standardy. Sztandarowym tego przykładem jest wiersz Spójrzmy prawdzie w oczy, w którym poeta na zasadzie skojarzeń z tytułowymi oczami buduje obraz zwykłego człowieka w PRL-owskiej rzeczywistości, czy też utwór Pan tu nie stał, gdzie motyw kolejki staje się pretekstem do rozważań na temat zgubnego braku solidarności wśród obywateli. Barańczakowi wystarczyło zaledwie jedno słowo czy wrażenie, by w danym dziele wysnuć gorzką refleksję na temat sytuacji politycznej i realiów, na które się nie godził. Język, którym mistrzowsko operował, stał się środkiem oporu wobec przekłamaniu i fałszowi, a także szansą na przedstawienie jego własnej perspektywy. Nazwisko poety znalazło się wkrótce na liście cenzury, został także zwolniony z pracy na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. We wczesnych latach 80. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykładał literaturę polską na wydziale slawistyki Harvard University w Cambridge i pozostał tam aż do śmierci. Prócz pisania Barańczak zajmował się także tłumaczeniami – przekładał dzieła głównie z języka angielskiego, rosyjskiego czy litewskiego, zaś jego publikacje na temat teorii przekładu służą kształceniu kolejnych pokoleń tłumaczy.

Tomik wierszy Barańczaka zostawiłam w domu. Ale doskonale przypominam sobie jeden utwór, który szczególnie zapadł mi w pamięć, niebędący akurat ani lingwistyczną perełką, ani aktem sprzeciwu wobec ówczesnej sytuacji politycznej. Kiedy myślę o Barańczaku przypomina mi się bowiem pewien mural w Poznaniu z wierszem Jeżeli porcelana to wyłącznie taka. I myślę, że może właśnie to się liczy – żeby po prostu pamiętać. Bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie podnieść się i odejść.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany