„Ballada o pewnej panience”, czyli Twardoch w opowiadaniach

Morfina, Drach, Król – książki, które przyniosły Szczepanowi Twardochowi spore uznanie, popularność oraz mnóstwo nominacji i nagród literackich. Teraz, po trzech epickich powieściach, przyszła pora na coś innego – zbiór opowiadań. Bo Twardoch, choć znany głównie jako powieściopisarz, tworzy także, doceniane i nagradzane, krótkie formy.

Wydana w październiku tego roku, Ballada o pewnej panience to przekrój przez twórczość pisarza jako twórcy opowiadań oraz próba przybliżenia czytelnikom innej strony autora. I to próba jak najbardziej udana. Na Balladę o pewnej panience składa się jedenaście opowiadań, a każde z nich stanowi samodzielną, odrębną historię. To niezwykle zróżnicowane teksty łączące różne style i gatunki literackie. W każdym z nich autor koncentruje się na wybranym aspekcie, wokół którego buduje zwięzłą fabułę. Utwory pochodzą z lat 2009-2016 i choć nie są ułożone chronologicznie, to możemy zauważyć, jak zmieniały się fascynacje i literackie inspiracje autora na przestrzeni tych siedmiu lat. Co więcej – przez to, że opowiadania powstawały pomiędzy lub w trakcie prac nad poszczególnymi powieściami – w wybranych opowiadaniach zwyczajnie słychać echa książek Twardocha. Tak więc na przykład w Gerdzie można odnaleźć motywy charakterystyczne dla Wiecznego Grunwaldu, a w Balladzie o Jakubie Bieli aż czuć ducha Morfiny

Źródło: Empik.com

Szczepan Twardoch może poszczycić się niebywale oryginalnym i specyficznym stylem pisania. Przez niektórych nazywany twardowszczyzną, jest jednym z jego znaków rozpoznawczych i po części również wizytówką. Pełna swoboda  w budowie zdań, nietypowe zabiegi formalne, a nierzadko również mieszanie narracji i języków… Ten charakterystyczny styl, dotychczasowo najlepiej widoczny w Morfinie czy Drachu, w Balladzie o pewnej panience również jest doskonale wyczuwalny. Wczytując się w każde z tych opowiadań, nie mamy cienia wątpliwości, kto jest ich autorem. Również w treści przewijają się motywy charakterystyczne dla twórczości autora. Mamy tu więc pytania o tożsamość (własną, duchową czy wreszcie narodową), próbę poznania oraz zrozumienia siebie i świata dookoła oraz wnikanie do najgłębszych, najmroczniejszych partii naszej podświadomości. Twardoch bezkompromisowo rozprawia się z poruszanym problemem, nie próbując oszukać czy podkoloryzować rzeczywistości. Nie patyczkuje się zarówno ze swoimi bohaterami, jak i czytelnikami – za każdym razem podjudza, prowokuje i zmusza do myślenia.

Zbiory opowiadań mają to do siebie, że ciężko w nich zachować wyrównany poziom poszczególnych opowiadań. Niektórym tekstom blisko do perfekcji, podczas gdy inne gubią się gdzieś w tle, niezauważone. I podobnie jest w tym przypadku. Opowiadania takie jak Uderz mnie, Ballada o Jakubie Bieli, Tak jest dobrze czy Moje życie z Kim to dopracowane, przemyślane i świetnie rozpisane historie, które nie tylko przykuwają naszą uwagę, ale co ważniejsze – wywołują w nas emocje. Zadziwiają, przygnębiają, a niekiedy nawet wzruszają. Z kolei Masara czy Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka są po prostu dobre, nic poza tym. Mimo że rozbudowane i wciągające, to po skończonej lekturze w zasadzie nic po sobie nie zostawiają. I właśnie w tym tkwi największy problem tego zbioru – w większości opowiadań na próżno poszukiwać wyraźnej puenty. Często wyraźnie brakuje im tej esencji, dopełnienia, które uczyniłoby je kompletnymi. Bez tego, to ciągle świetnie opowiedziane i oryginalne historie, do których jednak prawdopodobnie nie będziemy już wracać myślami.

Ballada o pewnej panience to stanowiący swoistą esencję twórczości pisarza zbiór niezwykłych opowiadań. Mamy tu hipnotyzujący klimat, realizm magiczny, silne emocje, mrok, a nawet czarny humor, czyli – tak jak głosi napis na okładce – wszystko to, co w pisarstwie Szczepana Twardocha najlepsze.

 

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu.

Wiktor Bury

Umysł ścisły o kompletnie nieścisłych zainteresowaniach. Z biblioteki i księgarni odciągnąć go równie trudno, co z sali kinowej lub galerii sztuki. Nie śpi, bo czyta.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany