Siksa mówi wszystko – rozmowa z Alex Freiheit

Siksa pod oczami ma brokat, nie lubi poetów narodowych, przeklina, krzyczy, a widownie swoich performance’ów pozostawia ze łzami w oczach. Nie są to łzy wzruszenia, a wyzwolenia. Na Skypie, wpisując się w świat 2.0 idealnie, rozmawiałam z połową tego artystycznego duetu. Alex Freiheit, specjalnie dla Was, opowiada o dziewczynach, wolności, Świetlikach i seksizmie.

Julia Smoleń: Kim jest Siksa?

Alex Freiheit: Siksa to duet, który tworzę z moim chłopakiem. Jest to jednocześnie pewna postać, w którą wcielam się na scenie. Zaczęliśmy ją tworzyć w momencie kiedy miała 16 lat, ale oczywiście Siksa też dorasta. Dlatego tematy, z którymi zaczynaliśmy są inne od tematów, które poruszamy teraz. Zaczęło się od tego, że Siksa była jeszcze silniej niż teraz używającą wulgaryzmów nastolatką, która chce wyrzygać światu to co przeżywa i przeżyła. Początkowo Siksa wcielała się też w różne postaci celebrytek. Interesowały ją wtedy tematy dotyczące ciała, a więc sporo było o bulimii i anoreksji. Nie widziałam bardziej dobitnych postaci niż celebrytki, których obraz w mediach jest często przekłamany. A robi to z głową bardzo złe rzeczy. Kiedy jesteś niepewną siebie osobą, atakowaną z różnych stron, to widząc takie wizerunki w gazecie aż się gotuje. I dlatego Siksa wcielała się w celebrytki, które są takimi ideałami. Jak niegdyś Kasia Cichopek – przykładna matka, która o macierzyństwie pisała nawet książki. W ustach Siksy mówiła, że wcale nie chce rodzić dzieci tylko pogadać na tematy polityczne.

Oczywiście Siksa jest cały czas na coś wkurzona i cały czas coś przeżywa. To są moje historie, moje odczucia i moja terapia. Siksa w pewnym czasie była też taką bieżączką. Kiedy powstał psalm Mariusz wracaj do domu, można było się spodziewać, że o tym napiszę. A więc Siksa reagowała na to co się wokół niej działo.

A co się dzieje z Siksą aktualnie?

Aktualny set jest o gwałcie i przemocy wobec kobiet. Opowiedziany w bardzo prosty sposób. Jestem trochę zmęczona tym, że cokolwiek nie powiem, to zostanie wyciągnięte i użyte przeciwko mnie. Chodzi o tematy mocno publiczno-polityczne. A więc teraz chciałam poruszyć coś dla mnie bardzo prywatnego. Powiedzieć coś co jest skrajnie osobiste. Ten set nazywamy Zemstą na wroga. I faktycznie jest jakąś tam zemstą na wroga, którego ma Siksa i mam też ja.

Jesteś w pewien sposób wulgarna i wyzywająca jako Siksa. Przesadna. Czy konstruowanie takiego wizerunku było rodzajem buntu wobec stereotypowych oczekiwań? A może chciałaś rozdrażnić społeczeństwo?

Ja tak sobie trochę wulgarnie piszę i inaczej nie umiem. Jestem też taką siksą, która i w życiu codziennym np. przeklina. Jeśli chodzi o wizerunek – pokazuje, że Siksa czuje się fajnie ze swoim ciałem, przez co również ja czuję się dobrze. To jest takie połączenie wyzywającej nastki i łobuziary. Jest to też po części mój styl. Ale przede wszystkim, jak się tworzy super-bohaterkę to zawsze towarzyszą jej jakieś atrybuty. Więc ja tak sobie wymyśliłam Siksę.

Gdy mój kolega-poeta zobaczył kiedyś mój tekst, powiedział, że on w ogóle nie pasuje do mojego wizerunku. Że ja – skoro mam słowiańską urodę – powinnam być dziewczyną w kwiatach we włosach, na łące. Więc może też na złość czemuś takiemu Siksa jest w ten sposób robiona. To, że mam jakąś tam urodę, to nie znaczy, że nie mogę się wydrzeć. Może to jest taki bunt przeciwko temu jak inni chcieliby widzieć kobiety…

Performerka zaprezentowała dziwaczny show, w którym wiła się na scenie i wśród publiczności, wypluwając do mikrofonu coś w rodzaju strumienia świadomości, w którym dominowały feministyczne hasła, kpiny z Polski i Polaków, Kościoła i Żołnierzy Wyklętych – tak napisał o twoim performance jeden z internetowych (prawicowych) portali. Polsce zdarza się wydzierać na Ciebie, tak jak i Ty wydzierasz się na Polaków. Czy w ogóle jakkolwiek reagujesz na takie komentarze, czy zostawiasz je bez odpowiedzi?

Nie. Nie wypowiadamy się z Burim [przy.red.: basista duetu Siksa] w kwestii Siksy. Wydaje mi się, że to co się dzieje po naszych koncertach jest performancem, który dalej trwa. Ciekawe jest to, żeby obserwować jak dalej się on rozwija. Jednak nie wyobrażam sobie uczestniczenia w tych gównoburzach. To jest z drugiej strony dobre, że ludzie dyskutują, i to na różne tematy. Komentarze np. portalu Niezalezna.pl – bo z tego pochodzi cytat, o którym mówisz – pokazały tylko swój poziom dziennikarstwa. A jest to zabawne, bo podczas tych kilku dni na festiwalu nasłuchaliśmy się mega miłych rzeczy. Ludzie podchodzili do nas, płakali, dziękowali, chcieli gadać. Otrzymaliśmy mnóstwo dobrej energii, mimo ogólnego oburzenia w Internecie, że dzieci słyszały nasz, pełen przecież przekleństw, set. Ale po koncercie podeszły do mnie cztery mamy z dziećmi, które były zachwycone. My wróciliśmy po tych trzech dniach i dopiero wtedy dotarły do nas jakieś hejty. Też wiadomo, że w Internecie jest więcej hejtu niż jakiegoś komentarza. A to co było po OFFie… To przerabialiśmy już wiele razy.

Wasza muzyka jest w pewien sposób wykrzyczanym tygodnikiem, gazetą. Czymś bardzo aktualnym i jednocześnie chwilowym. Czy Wy w ogóle wydajecie płyty, nagrywacie jakoś te materiały, czy może, kiedy mija trasa, mija też set i bierzecie się za coś nowego?

Tak naprawdę mamy ogromne archiwum Siksy. Pewne koncerty są udokumentowane na Vimeo. Teraz wyjdzie płyta winylowa z poprzednim setem, czyli materiałem na żywo. Ale nie będzie to tylko i wyłącznie nagranie z koncertu, ale bardziej kolaż. Nie chcę za dużo mówić, bo uważam, że wszystko mówię już jako SIKSA. To będzie coś więcej niż live, który nagrany nigdy nie odda tego co wydarzyło się na żywo.

A wydajemy tylko na winylach i kasetach. Na płytach CD na razie jeszcze nie. Sami wolimy kupować właśnie winyle, kasety, więc wiadomo…

Zastanawiałam się czy zadać to pytanie… Irytują Cię porównania do Masłowskiej?

Cóż, co jakiś czas pojawiają się takie porównania. Wtedy w kontrze ludzie piszą, że Siksa jest zupełnie inna od Masłowskiej i tego nie można porównywać. A więc taka dyskusja zawsze będzie… Powiem tak, ja wszystkiego Masłowskiej nie czytałam, ale cieszę się, że mamy taką pisarkę w Polsce. Która robi coś wielkiego. I kurczę, oczywiście, że porównania do takiej osoby mnie nie irytują. Aczkolwiek uważam też, że jedynym wspólnym punktem jest korzystanie ze świata, który nas otacza. Pod takim względem to jest podobne, ale wtedy nie tylko do Masłowskiej – trochę więcej wyobraźni.

Brnąc dalej w światek artystów… W swoich tekstach pojawiają się nazwiska pewnych polskich poetów. Czy to jest jakaś osobista niechęć, czy jedynie narzędziem, żeby opowiedzieć o polskim środowisku poetyckim/artystycznym?

Tak, pojawia się szczególnie figura Świetlickiego i to określenie figury będzie tu szczególnie istotne. Świetlicki funkcjonuje jako FIGURA tych wszystkich poetów, których ja spotykam i spotykałam na slamach. To poeci natchnieni. W ich wierszach kobieta podaje szampana, jest demoniczna, to bogini seksu. Świetlicki (tu znowu jako FIGURA) jest taki biedny z tymi papierosami, z tą wódką, a demoniczna matrona, pewnie brunetka, tam go – Poetę – otacza. Oczywiście wszyscy są pod wielkim wpływem Świetlickiego…

Wszyscy cierpiący licealiści…

No właśnie, a co za tym idzie –  początkujący artyści. I dobrze, trzeba cierpieć jako licealista. Każdy miał jakiś epizod ze Świetlikami. A jak się tak kogoś intensywnie słucha, to potem to wychodzi w twórczości. Szczególnie drażni mnie wizerunek kobiet, które w tej poezji są takie piękne. W białych sukienkach, z kwiatami we włosach. Są delikatne i urocze. I ja też sama obracałam się w takim towarzystwie poetyckim, w Toruniu. To było strasznie zamknięte i seksistowskie towarzystwo. Więc kiedy zaczęłam wygrywać slamy poetyckie, to koledzy się poobrażali i przestali do mnie odzywać. To też sporo pokazuje. Fajnie było dopóki się chodzi na piwko do knajpy, ale jak się zaczyna samemu mówić, to już ten wizerunek się nie podoba. Bo to za ostre, nie pasuje do mnie, i tak dalej.

Wyprzedziłaś trochę moje pytanie, nazywając na samym początku swoją twórczość pewną autoterapią, ale… Opowiadasz o sobie szczerze, bardzo prywatnie. Czy masz jakieś granice, kiedy chcesz o czymś opowiedzieć, ale stwierdzasz – nie, jednak nie dam rady?

Na pewno chcę mówić to co przeżyłam, moje prawdziwe uczucia. Uważam, żeby w całej tej formie Siksy czegoś nie przejaskrawić, nie przekoloryzować. Żeby forma nie przytłoczyła komunikatu, treści. Ja chcę, żeby ludzie wiedzieli, że jest to prawdziwa historia, szczególnie jeśli chodzi o ten set, Zemstę na wroga. Ale ludzie nie mają takiej świadomości. Myślą, że to jest jakiś totalny wytwór. Może też nie ma co się im dziwić… Staram się dlatego, żeby tekst nie został zagłuszony, żeby wybrzmiał.

A jeśli chodzi o granice to chyba ich nie ma. Wydaje mi się, że Siksa jest po to, żebym mogła powiedzieć wszystko. Tekst z obecnego seta jest o gwałcie w związku. Więc wydaje mi się, że skoro już poruszyłam tak traumatyzujący temat, to chyba nie pozostaje już nic co byłoby zbyt prywatne…

Jak się okazuje temat przemocy seksualnej dotyczy większości z nas. Ostatnio w Krakowie zrobiłaś warsztaty Nie jestem fajną dupą, dotyczące walki z seksistowskimi tekstami – czy istnieje złoty sposób na zabijanie seksizmu, czy może podczas tego co robisz zauważyłaś, że ta walka będzie trudniejsza niż mogło cię wydawać? Że to walka z wiatrakami…

Tak, to jest bardzo trudne i ja też wiem, że nie zmienię świata… Ale z drugiej strony, przykładowo, przez jednego debila, który mówi o ruchaniu feministek nie możemy chyba stwierdzić od razu że taki jest cały świat. Działanie w małych grupach, u podstaw, bardzo dużo daje. Więc nie powiedziałabym, że to jest jakaś walka z wiatrakami. Już po moim pierwszym koncercie podszedł do mnie pan, około 50 lat i powiedział, że uświadomiłam mu, że jest seksistą. Ja się bardzo cieszę, że na nasze koncerty przychodzą ojcowie i później mówią mi, że przyjadą z córkami, że dziękują za ten set i tak dalej.

Cieszę się też, że w moim mieście będę miała okazję działać i poprowadzić pewien dialog. To będzie spektakl, w którym nie tyle chcemy mówić o feminizmie, nazywając rzecz po imieniu. Nie chcemy odstraszyć ludzi z mniejszych miejscowości. Chodzi o zaproszenie kobiet i wytworzenie dla nich przestrzeni, w której będą mogły się sprzeciwić wobec tego, co dzieje się u nich w domach. Tego sprzeciwu nie będą nazywać feminizmem, ale nikt temu nie zaprzeczy, że nazwać to tak można. Warto jest też mówić do ludzi prostym językiem. Nie ma co wyskakiwać z trudną, feministyczną terminologią. Siksa mówi o dobrze, wolności, dziewczynach, ale także o podstawowych prawach człowieka. A więc dotyczy to wszystkich.

A jeśli chodzi o te warsztaty, które odbyły się w Krakowie… Pokazały mi one co ja właściwie mogę. Takie wyczucie terenu. Uświadomiły jednocześnie z iloma rzeczami, my -dziewczyny się borykamy. Jak inne mamy przeżycia, historie… A przecież w życiu rzadko się zdarza, żeby kilkadziesiąt kobiet gadało w jednej knajpie o seksizmie przez kilka godzin. Dobrze, że coś takiego się wydarzyło. Wydaje mi się, że to było bardzo piękne spotkanie, cholernie szczere.

Czyli będzie więcej takich spotkań?

Bardzo chciałabym kontynuować tę rzecz. Ale chcę też być do niej lepiej przygotowana. Koniecznie chcę w to włączyć elementy siksowe. Żeby w końcu, bez obaw, mieć gdzie się wykrzyczeć i pozłościć. Dać ujście tym emocjom.

 

Obrazek wyróżniający pochodzi ze strony: Informacjelokalne.pl.

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany