Świetlicki o sobie

Im jestem starsza, tym bardziej interesuje mnie człowiek – jego sposób patrzenia na świat, usposobienie, codzienne rozterki. Nie zawsze jednak mam szansę, by wkraść się w czyjeś życie osobiście, dlatego w moim domu roi się od biografii, autobiografii, wywiadów-rzek. Artystyczny świat inspiruje mnie najbardziej. Będąc w księgarni, podoba mi się myśl, która uzmysławia mi, że tak naprawdę stoję przed wyborem papierowych drzwi do czyichś wspomnień, przekonań, refleksji.

O Marcinie Świetlickim – oprócz tego, że jest genialnym poetą, spełniającym się również w dziedzinie muzyki – nie wiedziałam prawie nic. Wydawał się być niedostępny dla szerszej publiczności i nieskory do wyznań. Jego życiorys stanowił tajemnicę, której przez długi czas nie chciałam odkrywać, choć ktoś, kto potrafił powiedzieć na festiwalu w Opolu: Ja to pierdolę. Dziś jestem w nastroju nieprzysiadalnym, intrygował i pobudzał młodzieńcze, niespokojne już i tak, dusze. W liceum chcieliśmy być jak on, lustrować gorzko rzeczywistość, czarować słowami. Tytułową Nocą z sierpnia na wrzesień cytowaliśmy: trzymam się papierosa, żeby się nie zgubić, bezwiednie nadal często to robiąc, albo chodziliśmy z bolącymi zębami i sercami, szemrając kluczami w kieszeni, bo niekochany nie zdradza.  

Niekochany nie zdradza,
niekochany chodzi dzwoniąc w kieszeni niepotrzebnym kluczem.
Z bramy wychyla się staruszek niepokojąco podobny do Bogarta.
Celuję prosto w twoje serce synu.

Przecież wiesz, że to najmniej czuły we mnie punkt.
W sąsiedniej bramie znaleziono siedemdziesięcioletnią Marilyn Monroe.
Potrafiła wykrztusić jedynie PU PU PI DU.

Wiele wersów wciąż funkcjonuje w pamięci i wpływa w myśli w odpowiednim momencie – jako trafny komentarz, bo właśnie taki jest Świetlicki – zawsze wie, gdzie wbić igiełkę, by wzruszyć, by rozzłościć, wywołać wspomnienia, a czasem gorzki uśmiech. Jednak wraz z upływem czasu wiem, że Świetlickim nigdy nie zostanę, bo jego artystyczny ton jest nie do podrobienia, choć on sam szczerze wyznaje, że buduje na cudzych tekstach. Mimo to wszystko inne, co chce się do niego upodobnić, jest marnym substytutem poezji. Niedostępność, z którą kojarzony jest poeta, przełamała w tym roku bardzo obszerna autobiografia – Nieprzysiadalność wydana przez Wydawnictwo Literackie w formie rozmowy z Rafałem Księżykiem. Mimo tego intelektualnego spaceru w jego życie, po poznaniu trzonów wierszy, wspomnień, zarysów przeobrażającego się kraju, poeta nie rozczula się, nie ulega przesadnej nostalgii i bystrze uwodzi nie tylko czytelników, ale i – jak mam wrażenie – samego rozmòwcę, często nie wyjawiając wszystkiego, pozostawiając nas głodnych nowych słòw.

Myślę sobie, że całą młodość przewędrowałem. Siedząc na strychu i wędrując w wyobraźni, ale i łażąc po ulicach. Włóczyłem się, patrzyłem, kontemplowałem.

To była prawdziwa uczelnia.

Co go wyróżnia? Szczerość. W wyobraźni tak naprawdę każdy może być Rafałem Księżykiem i siedzieć tuż obok Świetlickiego, przechodzić ulicami zmieniającego się Krakowa, skubać poetę za skrzydła, wyciągając z niego celne spostrzeżenia. W rozmowie przewijają się nazwiska najważniejszych twórcòw pokolenia BruLionu, dziennikarze, artyści, których nosi świat i ci, którzy zeszli już ze sceny, redaktorzy Tygodnika Powszechnego. I to wszystko w okowach prawdy; prawdy, której nie chciałoby się wyciągać na zewnątrz, zwyciężonej, przyciągającej. Wieloletnie obserwacje ludzi z ròżnych środowisk, doświadczenia sprawiają, że siedząc obok siebie przy otwartej puszce potworności i gdy dzieje się niedobre, a bezrozumne stwory wyłażą i bełkocą, zapytasz go: to wszystko my? –  myślę, że bez wahania potwierdzi, bo oprócz czarowania słowem, pokazuje, że zna życie.

Nawet będąc w nastroju srogo nieprzysiadalnym, warto przysiąść nad tą książką.

Obrazek wyróżniający: krk.info.pl

Monika Babińska

Cierpię na chroniczny brak pieniędzy, ponieważ wszystko wydaję na bilety do Teatru, książki, podróże, płyty i kino. I właśnie te pięć słów jest wszystkim tym, co kocham, dlatego rzadko żałuję pustych kieszeni. W wolnych chwilach rzucam studia, włóczę się w piżamie po mieście i tęsknię, bo:"czasem mam lat cztery, a czasem cztery tysiące".

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany