Pierwszy raz ja lubię jesień

Zawsze mówiłam o sobie, że jestem ciepłolubna, z utęsknieniem wyczekiwałam pierwszych wiosennych dni, a moje ulubione miesiące to zdecydowanie maj, czerwiec i lipiec. Nie przeszkadzają mi upały, palące słońce. Kocham długie letnie wieczory, ciepłe noce, zapach bzu. Nadejście jesieni było jak wyrok – znów będzie zimno, znów trzeba będzie przetrwać mrozy.

Kompletnie nie potrafiłam zrozumieć fascynacji jesienią, zachwytu nad opadającymi liśćmi i tą jesienną melancholią… Wszystko zmienił ostatni miesiąc. Bardzo bliska mi osoba jest absolutną miłośniczką jesieni, powtarza to odkąd ją znam, całe lato czeka na październik, a choć energii nigdy jej nie brakuje, to jesienią ma jej 100 razy więcej. Zaczęłam się zastanawiać jak ona to robi, skąd bierze się ta miłość do zimnych i coraz krótszych dni, do widma nadchodzącej zimy. Postanowiłam, że najbliższą jesień spróbuję przeżyć tak, by znaleźć w niej choć cząstkę tego, co ona tak kocha. Pomogła mi w tym Warszawa.

Plan był prosty: jak najwięcej wycieczek, obserwacji świata, gruby sweter i spacer  zamiast ucieczki do domu. Przypadek sprawił, że na koniec września zaczęłam dzień w dzień jeździć na Saską Kępę do pracy. Pierwszy dzień, wysiadam na Wale Miedzeszyńskim i idę stronę Paryskiej. Nagle orientuję się, że zwalniam krok, że choć poranek jest chłodny, to nie chcę się spieszyć… Saska nagle staje się kwintesencją wszystkiego, co można kochać w jesieni. Kolejne dni powodują, że specjalnie wychodzę wcześniej z domu, by troszkę się tą jesienią nacieszyć, napić się kawy przy Francuskiej, pójść do celu drogą naokoło. Sama zaczęłam się dziwić, że rodzi się we mnie ta miłość. Im dłużej jednak się tym rozkoszowałam, tym więcej zaczynałam rozumieć. Nie ma przecież bardziej poetyckiej pory roku, bardziej melancholijnej, zamglonej, pełnej zadumy. Wiosna sprzyja zakochaniu, a jesień… jesień tęsknocie, a tęsknota zawsze była bliższa mojemu sercu. Zawsze miałam naturę melancholijną, na poły depresyjną. Ciągle miałam wrażenie, że na coś czekam, a jednocześnie dokądś gnam, spieszę się jak głupia. Może to dlatego, że świat tak pędzi, że tyle się zmienia, że czasami nie wyrabiam na zakrętach, sprawiło, że zapragnęłam się zatrzymać, a jesień okazała się na tę chwilę spokoju idealna. Czas wcale nie płynie wolnej, a ja jakoś znajduję chwilę na lekturę, a tak dawno nie udawało mi się w spokoju czytać. Dziwny stan spowodowała u mnie ta jesienna aura – dziwny, ale przyjemny, inspirujący.

Zbieg różnych okoliczności sprawił, że tegoroczna jesień to dla mnie również chwilowa przygoda z pracą w kawiarni. Wspaniały czas, kiedy choć deszcz za oknem można obserwować świat i ludzi zza kawiarnianej lady. Zresztą kawiarnie są najprzyjemniejsze jesienią właśnie. Ludzie chowają się w fotelach z kubkiem herbaty i tartą śliwkową, czytają książki, milczą albo godzinami rozmawiają. Często dzień w dzień przychodzą Ci sam, jest coś magicznego w tym, że od progu wiesz, co zamówią. Czasem zatrzymają się na dłużej przy barze, zamienią parę zdań. Może to też dzięki temu znoszę tę jesień łagodniej niż zwykle…

Najbardziej jesiennym i najważniejsze wydarzeniem stało się jednak odkrycie płyty ROMA zespołu Sorry Boys. Nie mam pojęcia dlaczego wcześniej znając ten zespół, nie przesłuchałam całego krążka. Teraz ich piosenki towarzyszą mi w drodze do pracy, idealnie wpisując się w jesienny klimat…

Jesień da się lubić, a nawet więcej – da się kochać, da się pokochać. Trzeba tylko znaleźć na nią sposób, nie szukać na siłę tego, czego zwyczajnie w niej nie ma i być bardzo wyrozumiałym… Pokochać jej kolory, melancholię i poetycką naturę. Jeśli mi nie wierzycie, że się da, zapraszam do Warszawy,  szczególnie na Saską Kępę!

Justyna Kowalska

Miała być aktorką, ale okazało się, że zdecydowanie woli stać za sceną niż na niej. Marzycielka. Włóczykij.

1 Komentarz
  1. Pięknie napisane! „Jesień da się lubić, a nawet więcej – da się kochać, da się pokochać. Trzeba tylko znaleźć na nią sposób, nie szukać na siłę” – nie sposób się nie zgodzić. Też od zawsze byłam wielką fanką lata. Ba, dalej jestem, ale udało mi się naprawdę polubić jesień. Znaleźć w niej coś pięknego, ulotnego, nieopisanego. Od dwóch lat zachwycam się nią coraz bardziej i jakoś mniej przeszkadza mi to, że jest zimno, a niekiedy plucha i wiatr.
    Jesień można pokochać, trzeba tylko poczekać na ten moment. Sam przyjdzie i zostanie z nami na stałe.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany