Nowe czasy Starego

Teatr Stary w Krakowie za chwilę może zacząć dryfować w zupełnie nieznanym kierunku. Nie da się ukryć, że zbliża się koniec Starego w takiej formule, jaką znamy i do której przyzwyczaił nas przez kilka ostatnich lat Jan Klata. Co prawda do końca roku w repertuarze pozostają jeszcze spektakle zatwierdzone przez poprzednią dyrekcję, ale ich los wydaje się być przesądzony.

Marek Mikos – krytyk teatralny i wykładowca akademicki został ogłoszony dyrektorem Teatru Starego w Krakowie pod koniec maja br., a funkcję tę objął w wyniku konkursu. O nowym dyrektorze Starego mało kto wcześniej słyszał. Zrobiło się o nim głośno ze względu na falę protestów zespołu aktorskiego oraz twórców teatralnych, którzy wątpili w transparentność konkursu. Mikos zastąpił Jana Klatę na stanowisku 1 września, a cztery dni później odbył pierwsze spotkanie z zespołem oraz zwołał konferencję. Poza tym, że nowy dyrektor chce przywrócić Staremu więcej klasyki i zaprosić do współpracy takich reżyserów jak Mikołaj Grabowski, Jerzy Stuhr, Paweł Passini czy Józef Opalski na temat wizji jego teatru wiadomo niewiele. Mimo, że spotkanie odbyło się ponad miesiąc temu, a sam dyrektor swoją funkcję sprawuje już prawie dwa miesiące, nowy kierunek Starego wytaczany jest nieśmiało, a wśród samych aktorów pojawia się więcej znaków zapytania niż przekonujących odpowiedzi. Do mediów przedostały się zaledwie szczątkowe informacje odnośnie zapowiedzi repertuarowych na kolejny sezon. Jedna z osób przyznała, że żadne konkrety nie padły, zaś Anna Dymna poddała w wątpliwość artystyczne propozycje nowego dyrektora[1].

Choć początkowo Marek Mikos zapewniał, że spektakle, które cieszą się sympatią wśród widzów pozostaną w repertuarze, pogłoski o kolejnych, nowych premierach – głównie klasyki powierzanej realizacji tradycjonalistycznym twórcom nie pozostawia złudzeń – repertuar Starego czeka spory remanent.

Do krakowskiej sceny narodowej mam olbrzymi sentyment, choć w Krakowie bywam rzadko, ale jak już to od razu korzystam z okazji i pędzę do Starego. Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem nadrobienia zaległości i teraz moje postanowienie przybiera na sile. Pytanie tylko, czy zdążę…

„Wróg ludu”

Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie krakowskiej  sceny bez fenomenalnej Trylogii, Króla Leara  Klaty, Nie-boskiej komedii Strzępki i Demirskiego, Kosmosu Garbaczewskiego czy Szewców Sobczak. Ubolewam nad tym, że mogę nie zdążyć obejrzeć Wroga ludu i Wesela. Owszem, każde zmiany kadrowe, zwłaszcza kierownicze – czy jesteśmy im przychylni, czy też mniej – niosą ze sobą konsekwencje w postaci zmian repertuarowych oraz artystycznych. I temu nie należy się dziwić. Problem jednak pojawia się wtedy, gdy znika zdroworozsądkowość, a roszady zespołowe i programowe są wynikiem prywatnych animozji, światopoglądowej walki, czy – o zgrozo – realizacją wytycznych polityków. Taki los spotkał Teatr Polski we Wrocławiu, gdzie nowy dyrektor Cezary Morawski niczym urzędnik z partyjnego nadania momentalnie pozbył się prawie całego zespołu (głównie przez brak porozumienia między stronami) oraz usunął prestiżowe i nagradzane spektakle, cieszące się sporą popularnością wśród publiczności, nie zważając na ich wartość, a ze względu na to, aby wizerunkowo nic nie łączyło go z poprzednią dyrekcją. Pomijając aspekty polityczne, trzeba przyznać, że z punktu widzenia marketingowego to dość mało fartowne rozwiązania. Obserwując na razie ciszę przed burzą wokół Starego, boję się, że za chwilę ten problem dotknie również krakowską scenę.

Próbowałem prześledzić biografię Marka Mikosa, ale z mizernym skutkiem. Podobnie, jak większość środowiska teatralnego, zespołu pracującego w Starym zastanawiam się kim jest i jakie reformy będzie chciał przeprowadzić w teatrze. Nie ulega wątpliwości, że każda dyrekcja budzi kontrowersje, jednoczy przeciwników i zwolenników. W moim odczuciu może i ryzykownym, ale jakże intrygującym pomysłem jest powierzenie kierowania narodową sceną twórcom z nietuzinkowym dorobkiem, ale przede wszystkim z charyzmą, nawet jeżeli wzbudzają kontrowersje i dzielą środowisko, a tak przecież było z Janem Klatą. W moim odczuciu teatr pod przewodnictwem silnej osobowości powinien być jakiś, wyrazisty, stanowić punkt odniesienia. Marek Mikos nie należy do grona twórców, nie ma doświadczenia teatralnego, takiego jak Jan Klata – chociażby z tego powodu, że nigdy nie kierował żadną sceną, nie pracował z zespołem, a więc nie do końca może znać realia współczesnego teatru, jego faktyczne potrzeby. W tym upatruję pewnej trudności, ale jednocześnie wyzwania dla nowego dyrektora.

„Szewcy”

Racje mają ci, którzy krzyczeli, że Klata bawi się za publiczne pieniądze, tylko pytanie… jak będzie się bawił Mikos i jego następcy, a jak bawili się poprzednicy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto krzyknie, że dany dyrektor przyczynia się do klęski i upadku danej sceny, ale chyba na tym to polega – dajmy swobodę działania, byle tylko nie było to jawne nadużycie i wykonywanie politycznych poleceń.

Oby dyrektor Mikos, nie okazał się państwowym urzędnikiem, dla którego nadrzędne stają się interesy partii, czy ministra. Roztropności i rozwagi życzę nowemu dyrektorowi Starego, a sobie i czytelnikom tego, by krakowski Teatr Narodowy choć w części pozostał tym dobrym Starym. Odrobina przyzwoitości i zrozumienia, że sztuka raczej polityką nie jest już wystarczy.

[1] Wypowiedź A.Dymnej

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany