Co słychać w krakowskim Słowaku?

Przyglądamy się repertuarowym zmianom, jakie zachodzą w krakowskim Słowaku w związku z procesem zmiany wizerunku teatru. Zobaczcie, co dzieje się na teatralnych deskach Krakowa.

Zemsta to dramat więcej niż klasyczny. To tekst, który czytały całe pokolenia. Tym razem za jego odczytanie zabrała się Anna Augustynowicz i w Teatrze im. Juliusza Słowackiego wystawiła ikoniczny utwór Aleksandra Fredry.

W przypadku spektakli Anny Augustynowicz możemy być pewni jednego: będzie ciemno. Nie jest wszakże tajemnicą, że reżyserka wyjątkowo upodobała sobie owy kolor, jako nieodłączną część scenografii oraz kostiumów aktorów. Nie inaczej było tym razem. Zemsta w Teatrze Słowackiego jest inscenizacją oszczędną w formie wizualnej – poza podestem z trzema przesuwanymi ścianami, kilkoma krzesłami, pudłem, instrumentami perkusyjnymi i dużym stołem na scenie nie ma stałych elementów. Wspomniany stół jest tutaj motywem znaczącym i alegorycznym, a ciągłe deptanie po nim prowokuje do refleksji nad jego znaczeniem zarówno w kulturze, jak i dla nas osobiście.

fot. Grzegorz Mart

Dużą zaletą spektaklu jest obsada: w rolę Podstoliny wcieliła się zjawiskowa Hanna Bieluszko, Cześnikiem został niezwykle ekspresyjny Maciej Jackowski, a Rejentem Maciej Sianko, który stworzył najbardziej niejednoznaczną i znakomicie poprowadzoną postać na scenie. Ciekawie i niestereotypowo został ukazany Papkin – grany przez Feliksa Szajnerta. W wykonaniu wspomnianego aktora jest to postać wycofana, przyglądająca się biegowi wydarzeń z dystansem. W spektaklu grają także młodzi aktorzy – Karolina Kamińska Klarę, a Wacława Mateusz Bieryt, którzy mało przekonująco, wręcz sztampowo prowadzą swoje postacie. Jednak Daniel Malchar, mimo iż należy do wspomnianego przeze mnie tzw. młodego pokolenia, pracującego w teatrze od niedawna, tworzy wspaniałą postać-hybrydę, na którą składają się: Dyndalski, Śmigalski i Perełka – dworzanie Cześnika. Malchar oprócz tego, że jest aktorem ma także wykształcenie muzyczne, z czego bardzo często korzysta na scenie. W przypadku Zemsty jego umiejętności okazały się niemal zbawienne, ponieważ swoją muzyką nadawał spektaklowi jakikolwiek rytm.

Brak przemyślanego ruchu scenicznego jest zdecydowanie najsłabszym elementem spektaklu. Mimo kilku scen, w których widać zaczątki rytmicznej pracy z ciałem, potencjał pracy nie został wykorzystany. Szkoda, bo mogłoby to z Zemsty Augustynowicz zrobić wyjątkową adaptację. Zamiast niej mamy poprawną inscenizację z raz lepiej, raz gorzej podanym tekstem.

Kolejnym teatralnym wydarzeniem, o którym warto wspomnieć jest spektakl PROMIENIOWANIE. Rzecz o Marii Skłodowskiej Curie na podstawie tekstu i w reżyserii Kazimierza Brauna. Tytuł nie jest elementem stałego repertuaru Teatru, ale został zagrany gościnnie z okazji scenicznego jubileuszu Marii Nowatarskiej – odtwórczyni tytułowej roli – która w tym roku skończyła 81 lat, a na scenie Słowaka grała przez czterdzieści. Aktorka razem z córką – Agatą Pilitowską – prowadzi w Toronto Teatr Polski. Pilitowska w spektaklu wciela się w córkę swojej matki (sic!), Ewę Curie, która postanawia napisać książkę poświęconą życiu Marii. Towarzyszy jej w alpejskim sanatorium Sancellemoz w Alpach i prosi ją o coraz to nowe opowieści dotyczące jej życia, zarówno prywatnego, jak i naukowego. Nikt nie wie, że to wspólne wspominanie będzie dla nich ostatnim czasem, który spędzą razem. Skłodowska-Curie niedługo po tym umiera.

PROMIENIOWANIE… jest spektaklem wyjątkowym ze względu na Nowatarską, która swoją sceniczną ekspresją oraz prowadzeniem postaci przenosi nas do powojennego teatru polskiego. Piękny fragment historii zaklęty jest w tej aktorce. Z niezwykłą przyjemnością ogląda się odmitologizowaną historię Skłodowskiej-Curie – z jej słabościami i ułomnościami, które choć w najmniejszym stopniu nie przyćmiewają jej zasług, to sprawiają, że wielka badaczka staje się bliższa widzowi. Ważnym wątkiem spektaklu są relacje intymne noblistki: wielka miłość do Piotra Curie, która zakończyła się tragicznie oraz skandaliczny romans z Piotrem Langevinem.

Źródło: archiwum teatru

Spektakl jest ubogi w swoich środkach, a wszystkie napięcia rozkładają się na dwie postacie i ich relacje. Ewa jest ambitną kobietą, która próbuje uporać się ze swoją odmiennością – jako jedyna z pośród członków najbliższej rodziny nie zrobiła kariery naukowej. Podejmuje się napisania biografii matki, czym prawdopodobnie stara się podnieść swoją wartość w oczach rodzicielki. Maria bardzo często podkreśla to, że nauka jest najwyższą wartością w jej życiu, co niewątpliwie miało znaczący wpływ na jej kontakt z córką.

Spektakl zagrany jest w konwencji znacznie odbiegającej od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni we współczesnym teatrze. Mimo tego PROMIENIOWANIE… ogląda się z sentymentem, który skłania do zastanowienia się nad zmianami zachodzącymi w polskim teatrze. A taka refleksja wydaje się niezwykle potrzebna, zwłaszcza dzisiaj.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany