Osiecka w „Dziennikach” zamknięta

Agnieszka Osiecka – poetka utkana z tajemnicy. Chociaż przez lata pozostawała na świeczniku, nikt nie potrafił odkryć, jaka była naprawdę. Dlatego, gdy w 2013 roku pojawiła się informacja o wydaniu I tomu Dzienników pisanych przez poetkę od dziewiątego (!) roku życia, w czytelniczym świecie zawrzało. Bo choć rozmów, anegdot i plotek o Osieckiej nigdy nie brakowało, teraz miała przemówić ona własnym głosem, opowiadając realną historię swojego życia. Ale czy pamiętniki można traktować stuprocentowo poważnie i czy należy ufać każdemu zawartemu w nim słowu? To już temat do innej dyskusji… Nie można jednak zaprzeczyć, że Dzienniki to prawdziwe studium duszy Osieckiej, spis jej najintymniejszych myśli i uczuć. W czerwcu miał premierę kolejny, IV tom Dzienników, pochodzących z 1953 roku.

 

Justyna Kowalska: Agnieszka Osiecka fascynuje mnie właściwie od zawsze. Wiele swoich prac w szkole średniej czy na studiach poświęciłam właśnie jej, analizując jej prozę i wiersze z każdej możliwej strony. Wciąż przychodziły mi do głowy kolejne tematy na prace o niej. Czytałam Osiecką przez jej teksty – taką ją znałam, taką ją pokochałam. Pierwszy raz Agnieszka-prywatnie, a nie Agnieszka- poetka pojawiła się w mojej świadomości wraz z premierą Listów na wyczerpanym papierze. Pokochałam i tę Agnieszkę i zapragnęłam więcej. Zatem nietrudno się domyślić, że premiera Dzienników i fakt, że Osiecka wreszcie opowie swoją historię, nie przez wiersze, piosenki, czy powieści, ale pamiętnikowe słowa – ucieszyła mnie ogromnie.

IV tom Dzienników przypada na rok 1953, czyli okres, kiedy Agnieszka Osiecka była studentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Poznajemy historię młodej, ambitnej dziewczyny, której przyszło żyć, studiować i pisać w niełatwych czasach. Jak sama mówiła, pisała, bo zależało jej na tym by móc poznać siebie, by się rozwijać. Była dwudziestokilkuletnią, nowoczesną dziewczyną, a pisanie dziennika miało być próbą zmiany świata. Słowo miało według niej ogromną moc i to się czuję, czytając jej zapiski. Niestety fakt, że jej młodość przypadła akurat na moment stalinowskiego reżimu, niczego nie ułatwiał, a jej oryginalność i indywidualizm przynosiły więcej kłopotów niż korzyści.

Iga Herłazińska: Zdecydowanie największą zaletą Dzienników jest wspomniana możliwość poznania Osieckiej zwyczajnej. Chociaż trudno mówić o zwyczajności, gdy zagląda się do I tomu i czyta słowa zapisane przez dziewięciolatkę (!), które brzmią nad wyraz poważnie i dorosło. Dzienniki utwierdziły mnie w przekonaniu, że Osiecka była geniuszem. I za ten geniusz, za ten talent i wrażliwość musiała zapłacić wielką cenę.

Siedemnastoletnia Agnieszka z IV tomu, to dziewczyna ciekawa świata, inteligentna, stawiająca sobie i innym setki – często niełatwych – pytań. Jako czytelnicy jesteśmy świadkami jej przemian i rozterek. Chodzimy z nią do teatru, wiele o tym teatrze czytamy. Przyglądamy się jej dyskusjom z przyjaciółmi, kłócimy z chłopcami, wpadamy w jesienną melancholię, wieczorami zaglądamy do pubów. Z jednej strony widzimy Osiecką jako normalną nastolatkę pełną wątpliwości i kompleksów, z drugiej – dziwimy się jej dojrzałości, trafności spostrzeżeń, zdaniami w punkt. Czasem naprawdę trudno jest pamiętać, że te słowa wyszły spod pióra siedemnastolatki.

A ja chodzę do teatru, piszę, czytam i „mam wielkie plany”. Prowadzę wesołe życie towarzyskie, mam kłopoty z nerwowo chorym ojcem, namiętność do spekulacji umysłowej, krajobrazu i jazzu. Poza tym „czekam na miłość” i przynoszę Jankowi szczęście w kartach.

Justyna Kowalska: Słowa Osieckiej, nawet te pisane w Dziennikach, czyli opowiadające o jej własnym życiu, kiedy mówi ona-Agnieszka, a nie bohaterki jej powieści, są niezwykle poetyckie. Kocham ją za te poetyckość i za to, że chociaż opowiada o sobie, można otworzyć Dzienniki w dowolnym miejscu, a dowolny fragment brzmi jak wyrwany z powieści.

Schodzimy do małego, zakisłego miasteczka Nowej Słupi. Znowu zaczyna mżyć deszcz. Niskie, obskurne rudery za na wpół rozwalonymi opłotkami przeglądają się w błotnistych kałużach, w których taplają się brudne, smutne gęsi. Siedzimy w sklepie Ruchu (!), czytamy niewidzialne od dziesięciu prawie dni gazety i szykujemy się do pożegnania: ja wracam do domu, a cała trójka idzie jeszcze dalej przez Opatów do Sandomierza. Trochę smutno jest żegnać się.

Osiecka była doskonałym obserwatorem, więc jej opowieści są doskonałym odbiciem tego, co działo się w czasach, w których żyła. Pozwalają nam się do nich przenieść, spróbować je zrozumieć. Jestem miłośniczką czytania pozycji autobiograficznych, dzienników, pamiętników. Lubię w trakcie czytania notować na kartce nazwiska, które potem sprawdzam, dowiaduję się o nich więcej.

Iga Herłazińska: Osiecka potrafiła napisać o ludziach w taki sposób, że każdy wydawał się ciekawy. Czy to jej kolega z klasy, czy znany aktor. Masz rację, że jej słowa układały się poetycko nawet w codziennych notatkach. Jednocześnie były to słowa proste, wręcz nieśmiałe. Zdarzały jej się emocjonalnie opisywane zachwyty, zdarzały głębokie smutki, ale na ogół w swoich pamiętnikach opisywała zwyczajną rzeczywistość. Choć nie wiem, czy można mówić o zwyczajności w jakimkowiek kontekście je życia. Przecież ona była kolorowym ptakiem, potrzebowała wzruszeń i wolności, a tymczasem jej młodość przypadła na czasy stalinowskiego reżimu.

Wiesz, Misiu, czasem żal mi nie tylko siebie, ale i całego mojego pokolenia, żeśmy się urodzili i wychowali w takim Międzyczasie Obyczajowym: Już nie ma Pana Boga, a jeszcze nie ma komunizmu, nie wiadomo, co wolno, a czego nie wolno, z kim można, a z kim nie można: Nie ma kryteriów”.

Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy – nie mogę się doczekać Agnieszki dwudziestoletniej, Agnieszki – studentki Szkoły Filmowej w Łodzi, a także Agnieszki dojrzałej.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany