Na imię mam Marina – o filmie „Fantastyczna kobieta”

Fantastyczna kobieta rozpoczyna się od ujęć jednego z cudów świata – argentyńskiego wodospadu Iguazu. Czy ten zapierający dech w piersiach widok ma być symbolem piękna? Sposobu patrzenia na to piękno? A może – po prostu – to widok na niespełnione marzenia o krainie wiecznego szczęścia, do którego nie zdążyli dotrzeć nasi bohaterowie? Sebastian Lelio, w tym roku uhonorowany Srebrnym Niedźwiedziem za scenariusz do tego filmu, sięga po ekstremalnie estetyczne środki wyrazu, by  przedstawić nam historię heroicznej walki o spokój sumienia i duszy.

Poznajemy młodą i elegancką Marinę (w tej roli Daniela Vega, obdarzona ogromną aktorską wrażliwością) oraz jej dojrzałego partnera Orlando. Para spędza urodzinowy wieczór, gdzieś w centrum chilijskiego miasta. Idyllę zakłóca nagła utrata przytomności przez mężczyznę. W chwili gdy Marina przekroczy próg szpitala, jej uporządkowane życie zacznie się powoli kruszyć, a wszelkie podejmowane przez nią decyzje i wypowiadane słowa zostaną podważone. Rozpocznie się walka o odzyskanie godności.

Źródło: Petit-bulletin.fr

Jest coś w najnowszym dziele Lelilo, co boli i rozrywa wewnętrznie, choć jesteśmy świadkami estetycznego, chciało by się powiedzieć – wodospadu, jednak w tym wypadku  to finezyjna, liryczna opowieść o tragicznym losie wykluczonej jednostki. Ta wizualna przyjemność jest możliwa dzięki zdjęciom Benjamina Echzarreta, choć pewne elementy – typowe dla kina queer, surrealistyczne wstawki, w moim odczuciu okazały się zbędne.

Reżyser dokonał intrygującej obserwacji – ludzie odczuwają potrzebę, a nawet przymus wyrażenia na głos swojej opinii, ustosunkowania się do każdego napotkanego zjawiska, niezależnie od tego, jak bolesne w skutkach mogą być ich osądy. Lelio zdaje się pytać: kim jesteśmy, aby uważać, że styl życia, jaki prowadzimy jest tym jedynie słusznym? Jakże wygodny byłby podział na normalnych i nienormalnych, na chorych i zdrowych. Na białe i czarne. Chilijski reżyser zmusza nas do przybrania nowej percepcji. Kim jest główna bohaterka? Czy jej wygląd, wobec jej szczerych uczuć, w ogóle ma znaczenie? Ciężko nie skupić się na cielesności Mariny, której  zresztą poświęcony jest w dużej mierze ten film.  Bohaterka ma dosyć wiecznego tłumaczenia się ze swojej tożsamości. Jako pogodzona ze sobą kobieta, stawia czoła ludziom, którzy nie akceptują jej inności.

W filmie uderzyło mnie to, że nie ma tu prawie w ogóle łez. Marina nie użala się nad sobą. Cierpi w milczeniu. Jest dzielna i odważna, a jedyne czego pragnie, to pogodzić się ze światem, który nie widzi jej wyciągniętej do zgody dłoni.

Przyklejanie łatek i wieczna presja, to wszystko z czym  borykają się osoby, które nie wpisują się w ogólnie przyjęte ramy. Ta obserwacja sprawia że Fantastyczna kobieta jest uniwersalnym obrazem, nie tylko postulującym o widzialność osób transseksualnych, ale też silnym manifestem, traktującym o wrażliwości współczesnego człowieka. To piękny, liryczny film o miłości, która nie powinna wymagać usprawiedliwienia. O stracie i żałobie. O podstawowych prawach człowieka.

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany