Duch sztuki – „Twórcy obrazów” w Teatrze Narodowym

Cztery postaci – dwie kobiety, dwóch mężczyzn. I choć taki opis może zapowiadać sztukę opierającą się na damsko-męskich relacjach, wcale tak nie jest. Twórcy obrazów to spektakl zdominowany przez role kobiece – Selmę (Anna Seniuk) i Torę (Marta Wągrocka), noblistkę w podeszłym wieku i młodą aktorkę, których przypadkowe spotkanie owocuje dziwną, intymną znajomością.

Kolejny raz – w niedługim odstępie czasu – Teatr Narodowy wprowadził do swojego repertuaru sztukę o… sztuce. Tym razem przedstawiona zostaje prawdziwa historia z życia Selmy Lagerlöf, skandynawskiej pisarki, laureatki literackiej nagrody Nobla w roku 1909. Już sam tytuł wskazuje jednak, że nie będzie to do końca biograficzna, skupiona na konkretnych zdarzeniach historia. Tak naprawdę niewielki epizod z jej życia, jakim jest chęć stworzenia przez Wiktora Sjöströma (Piotr Grabowski) filmu na podstawie jej powieści, staje się pretekstem do opowiedzenia o czymś znacznie ważniejszym. Na pierwszy plan w tej historii wysuwa się refleksja nad tym w co jesteśmy w stanie przekuć swoją przeszłość; jak pewne niezaleczone traumy zamieniamy w coś, czego nieuważne oko obserwatora nie dostrzega.

Selma Lagerlöf przychodzi na umówione spotkanie z Wiktorem i Juliuszem (Marcin Przybylski) – reżyserem i operatorem, którzy zdecydowali się nakręcić film na podstawie jej powieści Woźnica. Tytułowi twórcy obrazów drżą na myśl o tym, jak ich film zostanie przyjęty przez wybitną noblistkę. Tora – kochanka Wiktora – zupełnie nie rozumie ich strachu, a gdy w końcu poznaje Selmę staje się opryskliwa i wybucha znienacka złością z powodu jej uwagi na temat małżeństwa. Od tego momentu zainicjowany na początku spektaklu temat filmu i ciężkiej pracy jego twórców schodzi na drugi plan, a scena zostaje zawładnięta przez aktorski duet Seniuk-Wągrocka. Kobiety dyskutują, kłócą się, zarzucają sobie niewiedzę i nieświadomość, by w końcu wyjawić sobie nawzajem największe tajemnice.

fot. Yato Photography

Dlaczego Selma zaufała Torze, powierzając jej swoje największe sekrety? Może dostrzegła w niej kogoś, kim sama nigdy nie potrafiła być. Odważną, bezczelną dziewczynę, która ponad szczęście innych stawia swoje własne szczęście, podkreślając, że każdy powinien być odpowiedzialny przede wszystkim za samego siebie. A może chciała jej po prostu udowodnić, że nie jest jedynie bujającą w obłokach pisarką, która nigdy nie doświadczyła brudu życia, lecz doświadczoną przez los kobietą. Konfrontacja tych dwóch silnych osobowości zaowocowała poczynioną z obydwu stron spowiedzią i pozwoliła spojrzeć na bohaterki z różnych perspektyw, poznając ich przeszłość i wyjaśniając obecne zachowanie.

Duży wpływ na odbiór spektaklu ma scenografia projektu Magdaleny Maciejewskiej. Porozrzucane taśmy filmowe, stare drewniane stoły, dopracowane kostiumy – to wszystko sprawia, że widz ma szansę poczuć się jak w prawdziwej wytwórni filmów z lat 20. XX wieku i choć na chwilę przenieść się w czasie. Znacznie ułatwia to zrozumienie wielu konwenansów, przeniknięcie do świata i umysłów bohaterów. Oglądając spektakl trzeba bowiem pamiętać, że historia osadzona jest w roku 1920 ubiegłego wieku. Bez zrozumienia tła historycznego i społecznego trudno o zrozumienie istoty tej sztuki.

Twórcy obrazów to spektakl, który uświadamia widzowi, że sztuka bardzo rzadko odpowiada rzeczywistości i prawdzie, a prawo do lepienia glinianych ptaszków i decydowania o swojej pasji ma każdy, nie tylko ci, którzy mają więcej talentu czy szczęścia.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany