Wszystko o Janis

W moim artystycznym świecie do tej pory były tylko dwie osoby, których rocznice śmierci obchodzę, co roku poświęcając ten dzień zgłębianiu ich twórczości. Dotychczas była to Agnieszka Osiecka i bohaterka tego tekstu – Janis Joplin. Od tego roku dojdzie z pewnością Leonard Cohen… Dziś 4 października 2017. Równo 47 lat temu, w 1970 roku odeszła artystka o głosie unikatowym i nie do podrobienia. Kobieta, która największą popularność zdobyła w latach 60. XX wieku, przystępując w 1966 roku do muzyków z zespołu Big Brother and the Holding Company. Mimo że jej kariera muzyczna trwała dość krótko, fenomen Janis Joplin odczuwalny jest do dnia dzisiejszego.

Swoje pierwsze przygody ze śpiewaniem rozpoczęła występami w chórze w rodzinnym mieście Port Arthur, jednak bardzo szybko została z niego wyrzucona. Potem przyszedł czas na występy w klubach i w kawiarniach, by na samym końcu móc dawać setki niesamowitych koncertów i pojawić się na dwóch najważniejszych festiwalach tamtych czasów – Monterey Pop oraz Woodstock. Obok Jima Morrisona i Jimiego Hendrixa jest uważana za najważniejszą postać kontrkulturowej sceny muzycznej lat 60.

Odkąd pierwszy raz usłyszałam głos Janis Joplin w utworze Summertime jest dla mnie fenomenem muzycznym, nigdy wcześniej nie słyszałam tak charyzmatycznej i oddziałującej na mnie barwy. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że głos Janis, to przede wszystkim siła oraz wycie. Dla mnie jej głos to w pierwszej kolejności emocje oraz własna historia, z którą wokalistka chciała podzielić się ze swoimi słuchaczami. Historia o akceptacji i samotności wśród tłumu, która tak bardzo jej doskwierała. Opowieść, która w końcu doprowadziła do przedwczesnej i tragicznej śmierci.

Była bardzo kontrowersyjną osobą wśród rówieśników – nie bała się wyrażać własnych opinii, wręcz przeciwnie, robiła to z ogromną chęcią, zawsze mówiła, to co myśli. Nie widziała powodów, dla których miałaby oszukiwać ludzi. Najbardziej zależało jej na tym, żeby być w zgodzie z sobą i nigdy nie ściemniać. Chciała być inna, ubierała się inaczej, nosiła głównie spodnie, co w tamtych czasach było sporym szokiem, czy mokasyny bez skarpetek – od początku wyróżniała się z tłumu. Różniła się osobowością, seksualnością, lubiła przekraczać granice. W szkole średniej nie umiała dogadać się z kolegami z równoległych klas. Z powodu swojego ubioru, lekkiej nadwagi oraz niezdrowej cery była wyśmiewana. Bardzo długo poszukiwała ludzi, którzy będą w stanie ją zaakceptować. W końcu udało się jej ich znaleźć. Decyzję o podjęciu śpiewania z pewnością może zawdzięczyć takim osobom jak Odetta Holmes, Leadbelly i Bessie Smith. W wywiadach wielokrotnie podkreślała ich zasługi.

Czuła bluesa i chciała być jak wszyscy inni wokaliści bluesowi, pewnie dlatego tyle piła i brała narkotyki, to była nieodłączna część jej życia. Jak podkreślała sama Joplin: przez przypadek odkryłam, że mam niesamowicie donośny głos. Zaczęłam więc śpiewać bluesa, bo zawsze go lubiłam. Pierwszym występom w San Francisco towarzyszyło przyjmowanie narkotyków, od których wokalistka bardzo szybko się uzależniła. Rzadko brała heroinę przed koncertem, to ją ograniczało i nie dawało dobrej energii, a właśnie na dobrej energii podczas koncertu zależało jej w sposób szczególny. Po koncercie brała systematycznie.

W czerwcu 1967 roku odbył się Monterey Pop Festival, idealne miejsce dla epoki dzieci kwiatów. Jimi Hendrix i Janis Joplin wraz z zespołem, z którym wtedy występowała – Big Brother and the Holding Company – swoim manifestem wywołali prawdziwą rewolucję. Janis oszołomiła wtedy publiczność swoją niezwykłą barwą, w końcu zaczęto o niej mówić, a ona chciała słyszeć, że jest wspaniała, chciała być akceptowana i głaskana przez innych. Całe życie chciała udowodnić ludziom, którzy w czasach szkolnych się z niej wyśmiewali, ale przede wszystkim sobie, że jest czegoś warta i może osiągnąć sukces. Występowanie na scenie było dla niej cholernie ważne, zapytana kiedyś w wywiadzie o to czy nie miałaby ochoty zejść ze sceny, bo dzisiaj nie da rady, odpowiedziała, że nigdy w życiu by tego nie zrobiła, bo śpiewanie jest dla niej czymś zbyt fajnym.

Po festiwalowym powodzeniu menadżerem zespołu został Albert Grossman, Joplin – jak pisała w listach do matki – czuła niezwykłe szczęście, że w wieku 25 lat jej zespół znalazł się w wytwórni Columbia. Odnieśli wielki sukces, w ciągu trzech dni ich pierwszy krążek muzyczny odniósł status złotej płyty, ale dla niej najważniejsze było to, gdy podczas koncertu, policjanci nie pozwolili przejść dzieciom, jednak te nic sobie z tego nie robiąc, postanowiły się wyrwać i podbiec pod samą scenę, żeby tylko powiedzieć: Janis, kochamy cię. Rosnąca popularność Janis szła w parze z postępującym uzależnieniem od heroiny i alkoholu. Niebawem wokalistka ogłosiła, że odejdzie z zespołu. Decyzja wywołała ogromny szok, biorąc pod uwagę, że ona i chłopaki byli u szczytu popularności, a teraz mieli się rozstać przed osiągnięciem ogólnoświatowej sławy.

Największym problemem Joplin było ciągłe bycie w konflikcie z samą sobą. Często powtarzała zdanie: Jezu, cholernie chcę być szczęśliwa. Na scenie czuła się wyjątkowa, czuła, że ma coś ludziom do zaoferowania. W muzyce znalazła całkowitą akceptację, której szukała przez całe życie. Napędzało ją to do dalszego działania, było to dla niej coś innego. Gdy była na scenie i wszystko grało, było w porządku, jednak po godzinie trzeba zejść ze sceny i powrócić do codziennych spraw. Mówiła, że bycie na scenie jest jak uprawianie miłości, to tylko iluzja. Po koncercie publiczność wychodzi i zostajesz sam. Po koncertach często z ust Janis padało pytanie:

Czemu chłopaki z zespołu zawsze po koncertach chodzą do domu z tymi dziewczynami, a ja za każdym razem sama? Nawet nie wiesz, jak ciężko być mną. Stąd też pochodzi jeden z najpiękniejszych cytatów, jakie kiedykolwiek czytałam – na scenie kocham się z tysiącami ludzi, ale do domu wracam sama.

Przez samotność, którą cały czas odczuwała, nienawidziła czasu wolnego, cały czas musiała się czymś zajmować.

Dwa tygodnie przed jej śmiercią zmarł Jimi Hendrix. Załamała się jego odejściem, jednak była zdania, że to niemożliwe, by w tak krótkim czasie umarły dwie gwiazdy rocka. Był to okres, w którym kończyła nagrania swojej drugiej solowej płyty Pearl, w którym zerwała z nałogiem narkotykowym (narkotyki zastąpiła alkoholem) i w którym zaczęła spotykać się z Sethem Morganem, z którym chciała związać swoją przyszłość. Zmarła 4 października w nocy, ponoć o 1:40, w pokoju numer 105 w Hotelu Landmark w Hollywood, gdzie wówczas mieszkała. Przyczyną zgonu było ostre zatrucie heroiną w połączeniu z morfiną w wyniku wstrzyknięcia nadmiernej dawki. Ciało Janis poddano kremacji, a prochy rozsypano z samolotu nad brzegiem oceanu. Album Pearl został wydany trzy miesiące po śmierci Janis w nakładzie 4 milionów egzemplarzy, zdobywając pierwsze miejsce na listach najlepiej sprzedających się płyt.

Od śmierci Janis Joplin mija właśnie 47 lat. Od tego czasu pojawiło się kilka naprawdę genialnych  wokalistek, ale żadna z nich nie ma w sobie takich zdolności, jakie posiadała ona. Swoim niezwykłym talentem uczyniła się wokalistką mojego życia. Parafrazując słowa Marka Piekarczyka, zawsze chciałam móc z nią porozmawiać i przytulić z całych sił, bo chyba nikt jej nie kochał, dlatego tak wspaniale śpiewała. Tak rozpaczliwie pragnęła miłości.

Natalia Rieske

Zacznij chodzić do teatru. ☺️?

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany