W sumie nie jest źle, czyli o nowej płycie Maryli Rodowicz

Mówi się o niej kolorowy ptak. Zachwyca zarówno głosem, jak i barwnymi kreacjami. 50 lat temu, jako dwudziestokilkulatka skradła serca Polaków takim utworami jak Małgośka, Niech żyje bal czy Sing sing. Dziś ma ponad 70 lat, ale życiowej i muzycznej energii wciąż jej nie brakuje.

 

Mila Fringee: Nie wiem jak Wy, ale ja na samym wstępie chciałabym od razu zadeklarować, że jestem wielką fanką Maryli Rodowicz. Ostatnio użyłam stwierdzenia, że Maryla jest na swój sposób naszym polskim Michaelem Jacksonem, za co zostałam wyśmiana i wygwizdana, a zaznaczę, że wynikało to ze złego zrozumienia. Uważam, że to nasz Jackson, czyli artysta, którego nie da się skopiować, jest jedyny w swoim rodzaju, a do tego konsekwentnie wędruje swoją ścieżką i to przez wiele lat. Taki stosunek do zawodu i prowadzenia kariery bardzo sobie cenię. Nie słucham jej płyt na co dzień w domu, czy na słuchawkach, pędząc po mieście, ale z radością włączam poszczególne, nieśmiertelne utwory, które natychmiast przenoszą mnie do dzieciństwa, bądź wspaniałych lat 70. i 80. Z utęsknieniem czekałam na premierę nowego albumu Ach świecie... Wiecie, że to już 24 płyta w jej karierze?!

Iga Herłazińska: Dorobek artystyczny Maryli Rodowicz rzeczywiście robi wrażenie. Masz rację z tym Jacksonem – nie znam w końcu chyba ani jednej osoby z Polski, która po usłyszeniu Rodowicz, nie wiedziałaby o kim mowa. Artystka ma charakterystyczny głos, którego nie sposób zapomnieć, a przy okazji jest też barwną osobowością. Od lat wszędzie jej pełno, od lat zaskakuje i szokuje. Płyta Ach świecie… miała swoją premierę 15 września, ale o Maryli było głośno już od kilku miesięcy. A to plotkarskie portale rozpisywały się o jej życiu osobistym, a to nagłośniona została sprawa Opola i świętowania 50. lat pracy artystycznej piosenkarki, wreszcie w czerwcu pojawił się pierwszy singiel – Hello. 

Hello, hello…

Pora żyć slow…

Natalia Rieske: Wczoraj po raz pierwszy miałam okazję przesłuchać wszystkie czternaście utworów z najnowszej płyty Ach świecie… W przeciwieństwie do Ciebie, Mila, nie mogę nazwać siebie fanką Rodowicz, jednak są takie utwory, jak Małgośka, Wielka woda, Łza na rzęsie, których słucham na co dzień. Singiel Hello ma potencjał, jednak nie został on w pełni wykorzystany, co w widoczny sposób odbija się na tekście piosenki, na przykład niezrozumiałe aluzje do misiów koala. Jednak na jednym utworze się nie kończy. Kolejne piosenki dostarczają nam takich rewelacji jak: wiem gdzie stopa, wiem gdzie noga, tam jest sufit, tu podłoga czy wędrował z nami przez zimę zajączek słońca w lusterku. Teksty są mało ambitne i nielogiczne. Do tego płyty trudno słucha się jako całości – jest niespójna, a każdy utwór odbiega tematyką od poprzedniego. Kompozycje muzyczne też nie ratują sytuacji.

 

IH: To prawda, teksty piosenek z płyty Ach świecie… nie są najwyższych lotów. Po ukazaniu się singla Hello w Internecie zawrzało od niepochlebnych komentarzy i pytań: kto napisał coś takiego? Trudno się temu dziwić, bo teksty do wcześniejszych utworów Rodowicz pisała między innymi Agnieszka Osiecka. Chociażby wymieniona przez Ciebie Wielka woda – poetycki majstersztyk. Podobnie Dobranoc panowie, Niech żyje bal czy Wariatka tańczy. Komuś kto pokochał Marylę z tamtych lat, trudno zrozumieć to, co wydarzyło się na najnowszym krążku. Ale umówmy się! Są to w większości utwory, które wpadają w ucho i zapadają w pamięci. Mają optymistyczne przesłanie, ukazują dystans, jaki artystka ma zarówno do siebie, jak i do świata. Na płycie króluje blues, folk, pojawia się też country. Aż chce się zatańczyć albo chociaż tupnąć nogą.

MF: Jeśli dotykamy wątku warstwy tekstowej  to oczywiście podpisuje się pod słowami każdej z Was. Trochę boli słyszeć częstochowskie rymy z ust artystki, która od 50 lat raczyła nas poetyckimi tekstami, pisanymi przez naprawdę kultowych tekściarzy. Mimo to, przyznaję, że momentami w banalnych zdaniach tj.: Przy stole siądź i wina dzban postaw, a przy nim szklanki dwie i za młodość, która już nie wróci, razem, razem, napijmy się… czy Żadne z nas nie wie, co dalej będzie. A las, jak to las, będzie tu, nie będzie nas zawarte są wspaniałe przesłania. Mam poczucie, że Rodowicz oddała się głębokiej refleksji nad tym, co do tej pory stworzyła, kim była i kim jest, a krążek Ach świecie… to swego rodzaju podsumowanie. A może tęsknota? Pewnie to moja nadinterpretacja, ale wielokrotnie w tych pojedynczych zdaniach czułam, że wokalistka chce nam wyśpiewać coś podobnego do Adele w piosence When We Were Young, gdy śpiewa It was just like a movie, it was just like a song. My god this reminds me, when we were young. 

NR: Właśnie te wszystkie muzyczne mieszkanki gatunkowe o których piszecie bardzo mnie irytują. Odnoszę wrażenie, jakby najnowsze utwory nie tworzyły całości. Liczyłam na to, że chociaż warstwą muzyczną cała płyta zostanie nadrobiona, niestety i tu się zawiodłam. Prawdą jest, że mimo negatywnego stosunku do tego krążka znajdzie się kilka utworów, które faktycznie polubiłam i które od kilku dni siedzą mi z tyłu głowy. Należą do nich Przy stole siądź czy Ach, świecie. Umówmy się, to nie jest płyta, którą chciałabym posiadać w mojej kolekcji, jednak na koncert, na którym śpiewane byłyby właśnie te kompozycje z chęcią bym się wybrała. Mimo ich wątpliwej wartości na płaszczyźnie tekstowej i muzycznej, odnoszę wrażenie, że są niesamowicie jednoczące i śpiewanie tych słów przez tysiące ludzi byłoby niezwykłym przeżyciem.

IH: A do tego na pewno nadarzy się okazja. W końcu artystka – świętując swój jubileusz – wyrusza w trasę DIVA TOUR. W październiku łatwiej spotkać ją w Ameryce niż w Polsce, ale już od listopada do połowy stycznia Maryla Rodowicz odwiedzi m.in. Poznań, Wrocław, Kraków, Lublin, Toruń, Gdańsk, aby 14 stycznia finałowo spotkać się ze swoimi fanami w Wilnie. Czas zatem kupować bilety!

 

Więcej informacji o koncertach artystki można znaleźć na jej stronie.

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany