Uwaga! Nagość

Nagość w teatrze to zawsze kontrowersyjny temat. Zastanawiające jest dlaczego coś najbardziej naturalnego dla człowieka – ciało – budzi tyle emocji? Wobec toczących się dyskusji postanowiliśmy poruszyć ten temat także na łamach naszego portalu, przedstawiając trzy różne spojrzenia.

Justyna Arabska:

Z misternych, odsłaniających tylko głowę i dłonie, wiktoriańskich strojów wyswobodziliśmy się stosunkowo dawno i nic nie wskazuje na to, żebyśmy kiedykolwiek mieli do nich wrócić. Dzisiaj lubimy myśleć o sobie w kategoriach ludzi świadomych i wyzwolonych. Mimo tego, że teoretycznie skończyliśmy z konwenansami i pruderią, to nagie ciało na scenie dalej jest szeroko dyskutowane.

Na samym początku warto postawić sobie pytanie: dlaczego nagość na scenie budzi większe emocje, niż ciało ubrane? Marzena Sadocha w Notatkach o nagości (Notatnik Teatralny 74/2013-2014) pisze, że nie chcemy widzieć ludzi nagich, bo nie chcemy widzieć ich słabych. Ja jednak uważam, że w tym przypadku scena jest lustrem zwróconym w kierunku widza, który nie chce pamiętać o własnym ciele, zawstydza go  własna cielesność.

Lubię nagość w teatrze, bo – w przeciwieństwie do filmu – ciało aktora często nie jest tu pokazane jako idealne. Wobec braku zbliżeń, odpowiednich zabiegów montażowych i innych filmowych trików – aktor teatralny zostaje sam ze swoim ciałem. Mocno zapisały mi się w pamięci słowa Krystiana Lupy, który w Notatniku Teatralnym poświęconym nagości w wywiadzie z Łukaszem Maciejewskim powiedział, że (…) w teatrze ciało starca staje się piękne, ciało starej kobiety również staje się piękne. Mało tego, właśnie takie ciało daje widzowi szansę na katharsis. Jest wstrząsające. Coraz więcej mówi się o tabuizacji życia seksualnego osób starszych, przyzwolenie na dyskryminację ich cielesności. Teatr wychodzi temu na przeciw.

Myślę, że zamiast emocjonować się nagim człowiekiem na scenie warto zadać sobie pytanie: co wynika z tej nagości? Co moja reakcja mówi o mnie? To chyba dzisiaj najważniejsza –  i jakże potrzebna! – funkcja nagości w teatrze.

Mateusz Michalski:

Nagość w teatrze zależy oczywiście od kontekstu, w którym się pojawia. Nadzy aktorzy wzbudzają poruszenie, mogą wywoływać kontrowersje, ale należy pamiętać, że ciało aktora w całości jest jego narzędziem pracy i stanowi jeden ze środków wyrazu oraz pomysłów inscenizacyjnych. O ile sceny nagości są kompatybilne z treścią przedstawienia, nie powinny nikogo szokować ani oburzać, choć rzecz jasna to kwestia subiektywna. O wiele gorzej jest, kiedy reżyser wykorzystuje nagość, aby w pewien sposób uratować spektakl, bądź po prostu nie ma pomysłu i za wszelką cenę próbuje zatrzymać uwagę widzów. Publiczność wyczuwa takie rzeczy, wtedy istnieje ryzyko, że dana scena czy cały spektakl może wydać się pretensjonalny.

Współczesny teatr zdążył nas przyzwyczaić do śmiałych scen, w zasadzie nie istnieją już tematy tabu, które w jakikolwiek sposób nie byłyby podejmowane przez twórców teatralnych. Również i z nagością w jakimś stopniu zdążyliśmy się oswoić, dlatego nie robi ona na nas większego wrażenia. Granice estetyczne coraz bardziej się zacierają, a polski teatr na różne sposoby podejmuje tematykę związaną z naszą seksualnością. Ciało w teatrze było od zawsze najważniejszym elementem gry aktorskiej i jego eksponowanie w określonym kontekście nie powinno nikogo dziwić. Z dzisiejszej perspektywy, jako widzowie jesteśmy o wiele bardziej przygotowani na wszelkie eksperymenty.

Nagość o ile nie jest nadużywaną formą wyrazu w teatralnej inscenizacji powinna stanowić pole do interpretacji, służyć analizie i odczytywaniu dzieła scenicznego. Zanim więc zaczniemy krytykować i się oburzać, warto zastanowić się, dlaczego twórcy decydują się na takie a nie inne rozwiązanie i czy przypadkiem nie służy to dramaturgii, budowaniu napięć zarówno między samymi aktorami, jak i między sceną a publicznością.

Justyna Kowalska:

Choć faktem jest, że przyzwyczajeni do poruszania wszelkich, a przede wszystkim kontrowersyjnych tematów, oswojeni jesteśmy również z nagością, to w teatrze nadal wzbudza w nas ona uczucie wstydu. Bo kiedy od aktora oddziela nas szklany ekran jest o wiele prościej. W fotelu kinowym czy przed telewizorem czujemy się bezpieczniej, a i aktor wydaje nam się bezpieczny, nie narażony na spojrzenia. Nie myślimy przecież, oglądając film, że za kamerą stoi wielu ludzi, a nagi aktor nigdy nie jest sam na sam z parterem. W teatrze natomiast obcujemy z żywym człowiekiem, takim którego w każdej chwili możemy dotknąć. I stąd bierze się ten wstyd. Wstyd, który łatwo jest dostrzec na twarzach widzów, kiedy odwracają twarz, patrzą jakby ukradkiem. Nie mam oczywiście na myśli wszystkich, takie reakcje nie są zasadą, pojawiają się natomiast na tyle często, by móc wysnuć wniosek, że nadal nagość w teatrze nas nie tyle oburza, co zawstydza.

Próbując odpowiedzieć na pytanie czy nagość na scenie jest potrzebna, przychodzą mi na myśl wszystkie metody pracy aktora nad rolą, skupiające się na cielesności i warsztacie fizycznym. Narzędziem pracy aktora jest ciało, a więc nagość to wykorzystanie tego narzędzia w pełni. Dla mnie ukazywanie jej w teatrze musi być przede wszystkim uzasadnione. Widziałam takie spektakle, w których zrezygnowanie z nagości, skutkowałoby tak naprawdę zmianą historii. W takich przypadkach nagość tak zupełnie nie przeszkadza, traktujemy ją jak element całości, nie wybija nas z odbioru. Zdarzyło mi się też niestety oglądać sztuki, w których nagość była zupełnie niepotrzebna, mam wrażenie, że pojawiała się na siłę, dla zrobienia skandalu, być może z nadzieją na uratowanie sztuki lub zrobienia zamieszania wokół czegoś, co być może nie było warte uwagi.

Podsumowując: jeśli nagość niesie za sobą jakąś wartość, jest autentyczna, jeśli nie jest doklejona do sztuki na siłę, to nie bójmy się jej – i to apel zarówno do twórców, jak i odbiorców. Piękno ludzkiego ciała jest warte pokazywania, również w teatrze.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany