Marzenia się nie spełniają…

… jeśli nie umiemy im pomóc. Często z tego powodu odkładamy je do szuflady z napisem – niespełnione. Budzi w nas to rozczarowanie i powoli, powoli tracimy wiarę w jakikolwiek sens marzeń. Po wielu latach otwieramy tę szufladę, wyciągamy jedno z nich i nagle dostajemy olśnienia, że mogło być tak pięknie, że to wcale nie było tak trudne, ale niestety już za późno. A gdyby tak z pomocy w realizacji nawet najbardziej nierealnych marzeń zrobić sposób na życie?

Marzenia się spełniają, tylko mocno w nie wierz, ściskaj kciuki co sił, oczy zamknij też – śpiewała Majka Jeżowska, a ja wierzyłam jej jak mało komu i każde nowe marzenie pieczętowałam zaciśniętymi powiekami i pięściami. Naprawdę, jako dziecko byłam naiwnie przekonana, że marzenia to takie magiczne stworzenia, które spełniają się, jeśli po prostu mocno tego chcemy, a ponieważ miałam tendencję do posiadania ich bardzo wielu, uznałam, że zwyczajnie potrzebują więcej czasu i kiedyś przyjdzie i na mnie kolej. Dodatkowo uważałam, że nie każdy ma, jakbym to teraz nazwała (wtedy nie znałam tego słowa) predyspozycje, by być marzycielem, a na mnie akurat spadł ten dar i byłam z tego wyjątkowo dumna. I choć lata mijały, a moje pragnienia by mieszkać w pałacu, zostać piosenkarką albo pojechać do Moskwy nadal czekały w kolejce do spełnienia, to napędzała mnie sama wiara w nie; to że przed snem wyobrażam sobie jakby to było i przekonanie, że kiedyś tak będzie.

Czas mijał, trochę podrosłam i kasetę z piosenkami Majki Jeżowskiej zamieniłam na tę z utworami Anity Lipnickiej, a tym samym zyskałam kolejną mentorkę w projekcie pod tytułem: Jak to jest z tymi marzeniami? Anita bowiem śpiewała, że wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń, gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz, a tym samym sprawiła, że moje podejście do marzeń nie zmieniło się zbyt mocno, zmieniły się jednak same marzenia. Nagle te tworzone w dziecięcej głowie – o pięknych pałacach, podróżach w czasie i nadprzyrodzonych zdolnościach, ustąpiły miejsca mniejszym, bardziej przyziemnym, jak pierwsza podróż pociągiem, bilet do teatru czy wakacje nad morzem. Okazało się, że marzyć można o wszystkim, a dzięki temu świętować te spełnione marzenia bardzo, bardzo często. Powoli zaczynałam też rozumieć, że często wcale nie jest tak łatwo jak śpiewała Jeżowska, Lipnicka czy wiele innych artystek i że nawet sam Jonasz Kofta, który pisał: Żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdarzyć, i zjawiła się miłość, trzeba marzyć, miał rację tylko w połowie. Zrozumiałam, że tak naprawdę samo marzenie o czymś nie wystarczy by być choć odrobinę bliżej od spełnienia, że pojawienie się marzenia to jedynie pierwszy (choć milowy krok), a cała reszta drogi to nic innego, jak nasza ciężka praca.

I nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zaczęło się odmieniać. Za cel obrałam sobie mówić wszystkim głośno, że marzenia mają sens i mogą się spełnić, jeśli tylko zaczniemy mocno na to pracować. Okazało się, że do tej pory samo tworzenie marzeń w głowie dawało mi szansę na patrzenie w przyszłość z optymizmem (czy jest koniec końców coś bardziej ekscytującego niż oczekiwanie na mające spełnić się pragnienie?), a tworzenie w głowie małych marzeń dotyczących najbliższych dni i dążenie do ich realizacji, uczyło cierpliwości. To właśnie dzięki tym małym, spełnianym każdego dnia marzeniom zrozumiałam, że tylko małymi krokami przybliżę się do spełnienia tych największych. Rzeczywistość pokazała, że niemożliwe nie istnieje, a to, co zaczęło się dziać, przerosło nawet moje najśmielsze oczekiwania. Upór, zaciskanie pięści i wiara, że się uda, połączone z ciężką pracą zarówno nad sobą, jak i nad rozwijaniem pasji oraz bardzo dużo odwagi okazały się przepisem na sukces. Śmiało mogłam do nazywania siebie marzycielką dodać przymiotnik – szczęśliwa. Szczęśliwa marzycielka. Brzmiało świetnie. I wtedy pojawił się nowy pomysł.

Skoro nie każdy tak jak ja ma w sobie tyle zawziętości by walczyć o marzenia do końca i coraz więcej ludzi zbyt szybko chowa je do szuflady, to może by tak spróbować choć trochę pomóc ludziom, aby też mogli poczuć tę satysfakcję i magię. Skoro ja jestem tu gdzie jestem i jestem szczęśliwa, to dlaczego inni nie mieliby mieć takiej szansy? Zaczęłam przede wszystkim uważniej słuchać bliskich. Każdy z nas przemyca w tym co mówi swoje pragnienia, niektóre z nich są łatwiejsze do realizacji niż nam się wydaje. Stąd apel do tych, co jak ja nie boją się walczyć o swoje – słuchajcie innych! A Wy, którzy nadal macie całą masę niespełnionych marzeń w szufladzie – wyjmijcie je z niej i zacznie o nich mówić głośno i wyraźnie. Każdy z nas ma szansę, wystarczy tylko wstać z fotela i zawalczyć o swoje. Bo marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia.

Justyna Kowalska

Miała być aktorką, ale okazało się, że zdecydowanie woli stać za sceną niż na niej. Marzycielka. Włóczykij.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany