W poszukiwaniu transcendencji. Rozmowa z Piotrem Stasikiem

Piotr Stasik – dokumentalista i animator kultury, autor filmów: „Koniec lata”, „Dziennik z podróży” oraz najnowszego „21xNowy Jork”. Obecnie w trakcie przygotowań do trzech filmów, a w kolejce do premiery czeka gotowa już „Opera o Polsce”. Nam opowiada o tym, co zafascynowało go w Nowym Jorku, o próbach znalezienia transcendencji, a także o różnicy w realizowaniu filmów w Polsce i za granicą.   

Kiedy myślisz o Nowym Jorku to jaki obraz pojawia Ci się przed oczami?

Time Square, zimą bez ludzi. Zobaczyłem betonową pustynię. Plac pokryty łatanym betonem, a dookoła budynki, których okna pozakrywane są reklamami. To dla mnie symboliczny obraz opowiadający o micie Nowego Jorku, w którym czasami po prostu nic nie ma.

21xNowy Jork to z jednej strony film o wolności, globalnej wspólnocie, a z drugiej opowieść o samotności i tęsknocie. Każdy z Twoich bohaterów mówi tak naprawdę o tym samym, czyli o potrzebie miłości i akceptacji. Jednocześnie motywem, który cały czas powraca są ujęcia ludzi przykutych do telefonów. Czy według Ciebie technologia zabiera nam przestrzeń do budowania relacji?

Takiej pewności nie mam. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie o ile bardziej samotni jesteśmy dzisiaj. Z własnych obserwacji mogę powiedzieć, że Internet zabiera mi bardzo dużo miejsca, które kiedyś miałem na książki, na wyobrażanie sobie różnych rzeczy, albo sytuacji, w których musiałem znaleźć jakieś rozwiązanie, poradzić z problemem. Teraz za pomocą Internetu potrafię to w sobie zagłuszyć. Widzę, że w gronie znajomych nawet osoby, które są krytycznie nastawione do Internetu, mają podobnie. Mogę, więc tylko przeczuwać skalę spustoszenia. W 21xNowy Jork starałem się oddać ducha tego, co widziałem podczas moich podróży po całym świecie. Ta wizja nie jest jednoznaczna przynajmniej dla mnie. Niektórzy mówią, że w tym filmie obraz świata jest przerażający, a inni widzą pewien rodzaj kolorowej samotności, w której ludzie pozwalają szukać siebie. To opowieść o tym, że czasami warto spróbować być samotnym i poszukać siebie.

Film hipnotyzuje i urzeka. Ma określony rytm, warstwa wizualna i dźwiękowa współgra z historiami opowiadanymi przez bohaterów, obrazy są symboliczne. Koncepcja na tak impresyjno-poetycki film pojawiła się od razu? Wiedziałeś w jaki sposób chcesz pokazać Nowy Jork, opowiedzieć o ludziach?

Tak. Najpierw pojechałem na zdjęcia próbne, miesięczną dokumentację i na podstawie zebranego materiału robiłem próbki montażowe, tak aby znaleźć formę. Jadąc już na właściwe zdjęcia wiedziałem, jakich ujęć i historii potrzebuję.

Jak trafiłeś na bohaterów i jaki zastosowałeś klucz w ich doborze, bo podejrzewam, że nagrałeś więcej osób?

Nagrałem pięćdziesięciu bohaterów. Na początku pozwalałem sobie na przypadkowość i intuicję, chciałem mieć przekrój społeczeństwa od najmłodszego do najstarszego, od ciemnoskórych do białych. Potem poszukiwałem tych brakujących postaci, co było już trudniejsze. Czasem za wydawałoby interesującą twarzą czy oryginalnym ubiorem nic się nie kryło. Dlatego kierowałem kamerę z pozoru na zwykłych ludzi. Byłem ciekaw, czy to prawda, że z każdego można wyciągnąć intrygującą opowieść, czy każdy może napisać o sobie, jeśli nie książkę, to przynajmniej kilka ciekawych zdań. Być może dla Polaków wybrani przeze mnie bohaterowie to dziwolągi, ale w Nowym Jorku takie osoby to najwyżej średnia.

No właśnie, ponoć w Nowym Jorku jest zdecydowanie więcej freaków, Ty postawiłeś na  osoby całkiem przeciętne.

Tak, bo nie interesowali mnie szczególnie wariaci, oprócz jednego poety i gościa, który występuje na końcu i krzyczy: Weźcie się do pracy. Jest on dla mnie symbolem człowieka, który nie wytrzymał napięcia.

A dlaczego pojawia się 21 bohaterów?

Kiedyś robiłem 7xMoskwa i szukałem następnej liczby. Dopiero później zorientowałem się, że jest 21 wiek. A poza tym chciałem pokazać spektrum społeczeństwa, więc pomyślałem, że to już jest taka liczba, która może być socjologiczną próbką.

Czy 21xNowy Jork mógłby wydarzyć się gdzieś indziej?

To nie jest film tylko o Nowym Jorku, ale gdzie indziej trudno byłoby go nakręcić  z taką wyrazistością. W metrze warszawskim ludzie po prostu siedzą i prawie nic nie robią, a na przykład w paryskim próbowałem zaczepić na próbę ludzi, tak jak w Nowym Jorku, ale nikt nie chciał dać mi maila. W Polsce dodatkowo ciężko kręci się filmy, bo ludzie się wstydzą tego, jak wyglądają, że są biedni itp.

Film robiłeś sam, jeżdżąc z kamerą po nowojorskim metrze. Czy miałeś jakieś problemy realizacyjne?

Jako jednoosobowa ekipa raczej pozostałem niezauważony. Miałem tylko osoby, które pomagały mi przy szukaniu bohaterów, uzgadnianiu spotkań, analizie nagranych materiałów. Na miasto wychodziłem najczęściej sam. Wtedy jest się jak radar, dużo bardziej otwartym na rzeczywistość.

Który z bohaterów jest Ci najbliższy?

Wydaje mi się, że każdy po trochu, choć te postaci dla mnie składają się tak naprawdę w jedną. A poza tym trudno jest odpowiedzieć, bo niektóre z nich są wymyślone przeze mnie i trochę bardziej je lubię, bo są mną, albo wynikają z moich przemyśleń. Nawet jeden z bohaterów, który został prawie w całości wymyślony pisze na Facebooku, że to jest on w 100 procentach.

Mógłbyś zdradzić który?

To jest Chińczyk. On mówi w którymś momencie: Jestem tobą. A te słowa usłyszałem kiedyś od innego Azjaty, więc stają się one rzeczywistością. To jest niesamowite.

Z jakim zamierzeniem jechałeś do Nowego Jorku? Czego poszukiwałeś?

Byłem wtedy na takim etapie, że miałem poczucie braku elementu transcendencji w moim życiu. Nawet wywiesiłem ogłoszenie : Szukam transcendencji, ale nikt się nie odezwał i nigdzie tej transcendencji nie mogłem znaleźć. Ona pojawiła się później, w ludziach, montażu, jakichś niespodziewanych połączeniach nagranych ujęć. Żeby to podkreślić wybrałem porę dnia – większość filmu dzieje się w nocy, albo pod ziemią, w ciemności. Poza tym pomaga w oddaniu tego, co chciałem pokazać metodą robienia zdjęć za pomocą odkręconego obiektywu, czyli mgłę, wędrujące światło, nieostrości.

Jak film odbierany jest na świecie?

Większość ludzi czuje, że Nowy Jork jest tylko pretekstem do opowiedzenia czegoś więcej. Zresztą ja tak robię filmy, słucham jakiejś historii i od razu szukam w niej czegoś uniwersalnego. Często ludzie podchodzą do mnie po filmie, chcą chwilę porozmawiać, coś powiedzieć, albo krótko, ale zdecydowanie dziękują. To jest najbardziej wzruszające.

Jak myślisz co decyduje o tym, że dany temat nadaje się na film? Skąd masz pewność wśród zapewne wielu pomysłów, że akurat ten a nie inny temat warty jest realizacji?

Opowiadam o tym, co dla mnie jest ważne, co mnie przejmuje, dotyka. Chcę robić filmy, z których sam czegoś dowiaduję się o ludziach, ale to musi być też coś, co akurat bardzo przejmuje ludzi w jakiejś większej ilości. Trzeba umieć wyczuć ducha czasu. Bo filmów nie robi się tylko dla siebie. Jeżeli nie zamieszkałbym w Nowym Jorku, jeżeli nie chciałbym poznać Nowojorczyków, nie byłbym ich autentycznie ciekaw to oni by to wyczuli. To jest opowieść przez Nowy Jork o jakimś stanie cywilizacyjnym, nie o konkretnym miejscu i do tego wybrałem takich, a nie innych bohaterów.

Jesteś założycielem Towarzystwa Inicjatyw Twórczych ę, przez kilka  lat działałeś jako animator kultury. W którym momencie zadecydowałeś o tym, że chcesz robić filmy? Kiedy pojawiła się ta pewność?

Nigdy nie mam takiej pewności. Jak rozmawiam z moimi kolegami z branży filmowej to niemal wszyscy zarzekają się, że jest to ich ostatni film. Ja też tak mam i obiecuję sobie, że już nigdy nie wejdę w żaden projekt, ale później i tak wracam. Poza tym długo nie robiłem filmów, bo nie czułem się gotowy. Nie bardzo lubię też instytucje szkoły, dlatego nie składałem podania do żadnej filmówki. Na szczęście Andrzej Wajda w swojej szkole zrobił kurs dokumentalny, który trwał rok, a nie pięć lat. Skończyłem kurs, ale i tak dalej nie miałem pewności. Właściwie nie chciałem robić filmów, ale znów przypadek sprawił, że ktoś zaprosił mnie do Rosji, gdzie zrealizowałem 7xMoskwa. Byłem i nadal jestem bardzo krytyczny w stosunku do tego, że mam robić filmy.

A myślałeś o fabule?

Tak, teraz przygotowuję się do fabuły, która wyrosła z pomysłu na film dokumentalny i po części nim będzie.

Teraz granice między gatunkami chyba się zacierają…

Tak, zdecydowanie. To nie jest istotne. Tak, jak w 21xNowy Jork część rzeczy jest wykreowanych, inscenizowanych i to nie ma jakiegoś dużego znaczenia. Najważniejsza jest prawda i poczucie, że opowiadamy o czymś ważnym. Bardzo mi się podoba to łącznie realizacji filmu fabularnego metodą dokumentalną i na odwrót.

Czy łatwiej jest wejść w fabułę z doświadczeniem dokumentalisty?

Pewnie wiele rzeczy jest podobnych. Na przykład trzeba umieć wyobrazić sobie film pisząc scenariusz i przewidywać jak się zmontują zdjęcia, które robimy na planie. Jednak w dokumencie dużo dostaje się od ludzi, pana Boga albo przypadku. W fabule trzeba to wszystko powymyślać.

Najpierw były twoje filmowe wyprawy na Wschód, czyli 7xMoskwa, Koniec lata, teraz na przeciwległym biegunie 21xNowy Jork. W międzyczasie zrobiłeś też Operę o Polsce. Łatwiej jest Ci robić filmy zagranicą, nie o nas, a o innych?

Filmy realizuję trochę tak, jak żyję. Jakbym żył tylko w Polsce to bym zwariował. A nie mogę być tylko za granicą, bo bardzo ważne jest środowisko, język i kultura, w której się urodziłem, więc dla równości robię część tu i część gdzieś indziej, z czym jest mi dobrze. Łatwiej kręci się zagranicą, bo bez żadnych obciążeń. Poza tym korzystam z tzw. świeżego oka. Przyjeżdżam i wydaje mi się, że widzę dużo więcej. Nie mam takiego poczucia, że to jest krótkie poznanie i w związku z tym niepogłębione. Warsztat dokumentalisty i robienie filmów przez lata doprowadza do tego, że bardzo szybko wnika się w rzeczywistość. Jeżeli przyjeżdżam do nowego miejsca to potrafię po godzinie być u kogoś w domu, jeść z nim obiad i słuchać zwierzeń.

Czy doświadczenia zagraniczne pozwoliły Ci jakoś inaczej spojrzeć na Polskę, na to co się dzieje u nas?

Praca nad Nowym Jorkiem i Operą była w zasadzie symultaniczna. Zaraz po głównych zdjęciach w Stanach zacząłem realizować Operę o Polsce, co zresztą nie było łatwe. To był powrót do takiej Polski w niezbyt ciekawym momencie, kiedy politycy zaczęli wyciągać z szafy wszystkie złe duchy, które siedziały w naszym narodzie. W związku z tym realizacja tego filmu nie była dla mnie dużą przyjemnością.  To zresztą pewnie widać. Ten film nie jest szczególnie sympatyczny, ale stwierdziłem, że musi powstać. Być może nie daje on nadziei, być może ma tylko opowiedzieć o tym, jak wygląda sytuacja. Mam na tyle silne emocje w stosunku do Polski, że chciałem je jakoś wyrazić.

Ten film pozwolił Ci się z nimi uporać?

Jeszcze nie. Będę to wiedział, kiedy pojeździ po festiwalach, zarezonuje. Chciałbym tez zrobić taką nietypową dystrybucję na polską wieś, do kół gospodyń wiejskich, OSP. Zobaczymy co z tego będzie.

A Twoje najbliższe plany?

Robię trzy filmy na raz. Pierwszy to Odyseja filmowa i historia inspirowana Kazimierzem Prószyńskim, który na rok przed braćmi Lumiere wynalazł pleograf. To będzie film dla dzieci. Głównym bohaterem ma być 12-letni chłopiec, który dostaje zadanie odtworzenia pleografu i nakręcenia filmu, jednocześnie będzie to dla niego nauka życia, a cała historia skończy się w kosmosie. Drugi film będzie dokumentalnym esejem opowiadającym o ludzkim mózgu. Punktem wyjścia do zastanowienia się nad tym będą spotkania z osobami z aspergerem i autyzmem. A trzecia produkcja to nadal tajemnica, coś pomiędzy Władcą Much, a Stalkerem.

 

DO NOWEGO FILMU PIOTRA STASIKA POSZUKIWANY JEST CHŁOPAK W WIEKU OKOŁO 12 LAT. ZGŁOSZENIA MOŻNA PRZESYŁAĆ NA ADRES: ODYSEJAFILMOWA2017@GMAIL.COM

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany