Wątpliwe siostrzeństwo – recenzja „Na pokuszenie”

Sofia Coppola wytworzyła swój autorski styl; o jej Między słowami mówi się: wybitny, Maria Antonia to mój prywatny numer jeden, oniryczne Przekleństwa niewinności przeszły już do klasyki kina młodzieżowego, a kiczowaty Bling ring, choć naiwny – był autoironiczny. Wszystkie obrazy łączy dziewczyńskość, plastyczne zdjęcia i nostalgia, ale też, co bywa reżyserce zarzucane: przydługie, zamyślone ujęcia oraz pseudoartystyczność. Składowe jej kina, bywają uwielbiane przez nastolatki lub obśmiewane przez krytyczki z powodu kreowania kina o i dla białych i uprzywilejowanych. Nie można temu zaprzeczyć.

Na pokuszenie to adaptacja powieści  Thomasa P.Cullianana Malowany diabeł, a zarazem remake Oszukanego Dona Siegla z 1971 roku.

Źródło: nomoreworkhorse.files.wordpress.com

Jest rok 1864, wojna secesyjna, południe. Pięć dziewcząt i dwie nauczycielki w prowizorycznej szkole, prowadzonej przez Pannę Marthę (Nicole Kidman) próbują żyć, mimo toczącej się u ich okien wojny.  Do ich posiadłości trafia ranny dezerter – żołnierz Unii, John Mc Byrney, którym dziewczęta, mimo moralnych oporów, zaczynają się opiekować. Tak zaczyna się ich taniec rywalizacji o uwagę przystojnego mężczyzny.

W tym filmie, mimo gwiazdorskiej obsady, doskonale odwzorowanych kostiumów i wnętrz, brakuje – mogłoby się wydawać tego, co najważniejsze – konfliktu i napięcia. W obrazie Coppoli nie udziela się nawet południowy upał, a oglądając Na pokuszenie jedyne co możemy poczuć to, niestety – frustracja. Co poszło nie tak? Domyślam się, że pierwotnie film miał być w duchu feministyczny; pożądanie i zemsta w kobiecym ujęciu, jednak Sofia osiągnęła wprost przeciwny skutek, co smuci – wszyscy jesteśmy przecież świadomi obecnie panujących nastrojów, a co za tym idzie – potrzeby kultury, która będzie wspierać ideę siostrzeństwa.

źródło: independent.co.uk/

Za tumblerowymi kliszami, romantycznymi zdjęciami, ogromnymi oczami Elle Fanning (z jakiś niewytłumaczalnych dla mnie przyczyn nazywa się ją nadzieją Hollywood?) i płaskim scenariuszem – nie stoi nic. To dziwne, biorąc pod uwagę, iż wzięto na warsztat motyw tak istotny dla Amerykanów, jakim jest wojna secesyjna. Wątpliwy erotyzm, intryga czy żeńska rywalizacja…ich właściwie tu nie ma. Jest za to symbolizm, tęsknota i potencjalna teatralność, którą ratują Dunst i Farrell, szarpiąc się na drewnianej podłodze, rozrywając przy tym sznur lśniących pereł.

Ot, półtorej godziny ładnych zdjęć, zamglonej jutrzenki, wschodów słońca nad plantacją,czy pudrowej wstążki w dziewczęcym warkoczu. Nic poza tym. Jak mówią słowa świeckiej piosenki: Przemija uroda w nas, w zdumieniu i w oczach gwiazd…

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany