Obywatel Grzegorz Ciechowski

W młodości pisał wiersze, ale nigdy ich nie wydał. A może właśnie wydał? Pod postacią okraszonych niezwykłą muzyką utworów, które dziś zna cała Polska, choć trudno jest je nazwać typowymi przebojami. Założyciel zespołu Republika, w swojej karierze występował pod różnymi pseudonimami – Obywatel G.C.,  Ewa Omernik, Grzegorz z Ciechowa. Muzyk, poeta, kompozytor, wokalista, producent i wielki indywidualista. Dziś przypada 60. rocznica jego urodzin. Grzegorz Ciechowski.

Justyna Potasiak: Odkąd pamiętam znacznie łatwiej mi było zauroczyć się kobiecym głosem. Wystarczyło, że któraś ze śpiewających pań miała przyjemną dla ucha barwę głosu, a proponowany przez nią repertuar trafiał w mój gust. Panowie mieli znacznie trudniej. Nie wiedzieć czemu, od nich zwykle oczekiwałam przede wszystkim…czułości. Czułości w głosie i poruszenia we mnie uczuć szczególnych. Pierwszym, który tego dokonał lata temu był właśnie Grzegorz Ciechowski, największy poeta erotyczny ostatnich 30 lat – jak przeczytałam o nim ostatnio w jednym z komentarzy. Towarzyszący mi właściwie przez cały okres, nazywany okresem dojrzewania, buntu, czyli czasu, kiedy w sztuce szukałam oparcia i szczególnego rodzaju wzruszenia.

Klaudia Dopierała: W moich głośnikach również królowały damskie wokale, toteż utwory Grzegorza Ciechowskiego nie były dla mnie w dzieciństwie czymś nadzwyczaj szczególnym. Owszem, jako kilkulatka wybiegałam na podwórko nucąc Mamonę, aczkolwiek nigdy nie zastanawiałam się nad personaliami wykonawcy. Wielu utworów nie byłam w stanie przyporządkować Grzegorzowi Ciechowskiemu z jednego prostego powodu – poznałam go zbyt późno, by móc obserwować wszelkie sukcesy Republiki oraz doświadczać fenomenu człowieka, do którego dziś miałabym ogromną słabość.

JP: Spojrzenie na postać Grzegorza Ciechowskiego z takiej perspektywy ma jednak swoje zalety. Dużo łatwiej jest mi dziś oddzielić go od wszystkiego, co wokół – życia prywatnego, jego uwikłania w relacje z kobietami, licznych kontrowersji, które chętnie prowokował – zarówno swoją osobą, jak również proponowanym przez siebie repertuarem. Dla mnie dziś pozostaje tylko – i aż! – muzyka, która i tak przepełniona jest jego światem. To pozwala naturalnie na zobaczenie jego osoby w znacznie szerszym kontekście. I odkrycie, że pomimo upływu lat, jego utwory przywołują wciąż żywe obrazy i emocje, dziś zdaje się, że łatwiejsze do nazwania. Trzeba jednak przyznać, że początkowo pojawienie się Republiki mocno spolaryzowało społeczeństwo i potrzeba było lat, by ten stan rzeczy uległ zmianie.

KD: Mówiąc całkowicie szczerze, gdyby nie wspomniane przez Ciebie kontrowersje, być może postać G.C. nie intrygowałaby dziś tak bardzo. Dla mnie to właśnie połączenie twórczości z biografią oraz opowieściami bliskich, ukazywanymi z wielu perspektyw, tworzy pełnokrwistego artystę. Szczególnie takiego jak G.C., który inspiracji nie czerpał znikąd, co niestety zdarza się wśród wielu współczesnych muzyków. On sam był dla siebie świadomym źródłem inspiracji. Muszę nazwać to, co jest we mnie zagrzebane – bez konieczności nagrania płyty pewnie bym tego nie odgrzebywał.

JP: Dokonując grzebania we własnych emocjach, jednocześnie robił to samo z emocjami odbiorców. Pamiętam jak przeczytałam kiedyś wspomnienie Piotra Stelmacha, dziennikarza muzycznego, autora książki, poświęconej Ciechowskiemu, dotyczące pierwszego koncertu Republiki, na który wybrał się jako nastolatek. Pisał wówczas, że: To były emocje, których nikt i nigdy wcześniej mnie nie uczył. Dokładnie w ten sposób wspominam mój pierwszy kontakt z muzyką Republiki, bo od tego zaczęłam swoją świadomą znajomość twórczości Ciechowskiego. Jeden z pierwszych utworów, które poznałam – Odchodząc – do dziś, choć minęło już przecież sporo czasu i mój gust przez lata ulegał wielkim metamorfozom, zajmuje pierwsze miejsce na liście moich najważniejszych utworów. Właśnie dlatego, że przy pierwszym przesłuchaniu, otworzył mnie na emocje, których w sobie nie znałam – takie związane z czyimś odejściem. Najprostsze na świecie, a przez to najdotkliwsze.

KD: W szczerość słów Piotra Stelmacha wierzę całym sercem. Osobiście, za jedyną ogromną stratę w postaci żalu, że nie doświadczyłam czegoś istotnego, uważam fakt, że nie dane było mi poczuć na własnej skórze atmosfery koncertów Republiki. Żałuję, że nie mogłam stanąć w tłumie fanów (nierzadko wyznawców Ciechowskiego), by móc spoglądać w ich oczy, kiedy pierwsze dźwięki Białej flagi wywoływały zbiorową euforię w wypełnionych po brzegi salach. Aktualnie, rekompensując sobie jedną tysięczną część tej straty, regularnie sięgam po nagranie z koncertu Republiki w radiowej Trójce, gdzie reakcje publiczności nie są gaszone pauzami, są wciąż wiecznie żywe. Tłumy jednoczące się na koncertach uważam za jedno z najpiękniejszych zjawisk i wierzę, że potwierdzi to każdy fan, niezależnie od przekonań i preferencji. Jeśli natomiast miałabym wyróżnić jeden konkretny utwór, który jest mi szczególnie bliski, bez wątpienia byłoby to Nie pytaj o Polskę.

JP: Oczywiście, to przecież najpiękniejsza definicja patriotyzmu jaką znam! I wiem, że nie jestem w tym myśleniu osamotniona, bo często spotykam się z ludźmi, którzy ten utwór wskazują jako najpiękniej mówiący o miłości do Polski. Absolutnie deklasyfikuje w moim odczuciu wszelkie patetyczne do bólu pieśni, a jego siła tkwi w prostocie oraz w tym, że tak idealnie wpisuje się w nastroje naszego społeczeństwa. Takie zwyczajne, codzienne odczucia. Przemierzając Polskę wzdłuż i wszerz, spoglądam na nią z niemałym zachwytem i w uszach słyszę tylko: Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej, nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie. Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę zasypiać w niej i budzić się. Choć są tacy, co lubią przekonywać o tym, że brak tu perspektyw.
Uwielbiam ten utwór zarówno w oryginalnej wersji, jak również w interpretacji Krzyśka Zalewskiego, który moim zdaniem przejął ten utwór i uczynił go na chwilę swoim, co w przypadku coverów nie jest takim częstym zjawiskiem. Niewielu artystom jest tak blisko do wrażliwości i energii Ciechowskiego, by potrafili przekuć jego twórczość w coś równie wyjątkowego, a Zalewskiemu się to udało.

KD: Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Pozwól, że ze swojej strony wspomnę o Igorze Herbucie, u którego inspiracje Ciechowskim wykraczają daleko poza sferę widzialną dla odbiorców, choć nie da się ukryć pokrewieństwa dusz i temperamentów. Igor niejednokrotnie nawiązuje w wywiadach do postaci Grzegorza, nazywając go geniuszem i swoją wielką inspiracją, a jego interpretacje Tu jestem w niebie, czy wspomnianego przez nas wcześniej Nie pytaj o Polskę, w moim mniemaniu rozpościerają magię w promieniu kilkuset kilometrów. Ciekawą interpretację Telefonów z klipem utrzymanym w barwach Republiki ma natomiast na swoim koncie Kasia Kowalska, która z okazji dziewiątej rocznicy śmierci Artysty wydała płytę Kowalska/Ciechowski. Moja krew składającą się z 10 utworów Grzegorza w nowych, osobistych opracowaniach.

JP: W kwestii Telefonów wciąż mam sentyment do wykonania Kasi Nosowskiej, które – choć irytuje małymi niedociągnięciami dykcyjnymi – elektryzuje tą charakterystyczną chrypką i łatwością popadania głosem w bardziej histeryczne tony. Lubię zresztą cały koncert, z którego to wykonanie pochodzi, czyli Pejzaż bez Ciebie z 2008 roku, w całości poświęcony twórczości Ciechowskiego. Ile tam było różnorodności! Prawie tyle samo, ile w samym Ciechowskim…

Powrócę tym samym na chwilę do różnych jego muzycznych wcieleń. Choć największą popularnością cieszyła się jego działalność w Republice, prowadził też przecież projekty solowe. Muszę przyznać, że do Obywatela G.C. mam szczególną słabość i dziś, po latach, częściej wracam do jego utworów tworzonych pod tym szyldem, niż tych stworzonych wspólnie z Republiką. Jako Obywatel G.C. występował z różnymi muzykami – rockmanami i jazzmanami i można powiedzieć, że w ten sposób wypełniał swoją muzyczną pustkę po rozpadzie Republiki. Dzięki temu załamaniu się kariery zespołu, dziś mogę bez końca słuchać Przyznaję się do winy (czyli zeznania miłosne), Błagam nie odmawiaj (czyli wyroki ferowane z pewną nadzieją) czy Tak długo czekam (czyli Ciało). Do dziś jest to seria utworów, które pozostają dla mnie tymi najpiękniej na świecie opowiadającymi o intymności i…miłości. Szczególnie ten ostatni, z którym kojarzy mi się pewna historia, kiedy to w jednym z wydań nocnej audycji Tranzytem do niebytu partner Kasi Nosowskiej, współprowadzący tę audycję, po jej wyznaniu, że bardzo lubi długie, relaksujące kąpiele, zadedykował jej właśnie ten utwór. Wtedy właśnie pomyślałam sobie: mój Boże, czy da się piękniej? Chyba nie da. Myślę, że niejedna słuchaczka zazdrościła wtedy Kasi tych prostych, ale jakże nasyconych wielkim uczuciem słów: Tak długo czekam, a Ty ciągle myjesz swoje ciało…Tak długo czekam, ale wiem, że to co robisz robisz dla mnie…

KD: Nic dziwnego, wszak historia ta jest tak romantyczna, że bezdyskusyjnie warta powtarzania. Będąc w temacie artystycznych twarzy Ciechowskiego nie sposób nie wspomnieć o pewnej ściśle związanej z nim kobiecie. Podczas gdy 22 grudnia 2001 roku cały kraj obiegła smutna wiadomość o śmierci Grzegorza Ciechowskiego, wśród setek artykułów podających nam te niechciane informacje, znalazł się jeden, który wzruszył mnie do cna: Nie żyje Ewa Omernik.

W tym miejscu godnym podkreślenia jest fakt, że G.C. nie ograniczał się wyłącznie do własnej twórczości. Chętnie wspierał młode talenty, a co najważniejsze, miał wielki dar do wychwytywania tych – jak się okazało – najwybitniejszych. Pod pseudonimem Ewa Omernik pisał teksty dla Justyny Steczkowskiej. Na tę okoliczność nazwał się panieńskim nazwiskiem swojej mamy głównie dlatego, by nie przyćmić debiutantki oraz – jak mawiał – nie dopuścić do mentalnego transseksualizmu.

Gdy obwieściłem, że Ewa Omernik to ja, pomyślałem „nie ma co świrować”, napiszę dla Justyny jako Ciechowski. Kiedy jednak zaczęły powstawać teksty na nową płytę „Naga”, spostrzegłem, że ich autorem nie jest żaden Ciechowski, tylko właśnie Ewa Omernik.

Dzięki Grzegorzowi zadebiutowała również Kayah, wykonując utwór Jak liść, podczas koncertu Republiki Bez prądu w 1993 roku. Wśród artystów wyrastających pod jego skrzydłami znaleźli się również Kasia Kowalska oraz Marcin Rozynek…

JP: …ale też Kasia Groniec, której debiutancka płyta – Mężczyźni – to zbiór nie tylko tekstów Ciechowskiego, ale również jego producencki wkład w początek kariery muzycznej jednego z najpiękniejszych głosów w Polsce.

Właśnie w ten sposób go zresztą wspominam – jako tego, który dawał początek. Dla jednych był to początek kariery, dla innych – odkrycia piękna i ważnego, również emocjonalnego przekazu w muzyce. A dla jeszcze innych rozumienia własnych uczuć i emocji. Dla mnie dodatkowo był jednym z nielicznych, który doskonale czuł rynek muzyczny, a jego pewność siebie i świadomość artystyczna, zawsze bardzo mi imponowała. Mówił głośno o tym, o czym nawet współcześnie mało kto jest w stanie powiedzieć. Myślę, że artysta w ogóle nie jest interesujący prywatnie – czytamy w wywiadzie  z 1988 roku. W tym samym roku w rozmowie z Marcinem Kydryńskim mówi także: Nie znoszę maniery ludzi, którzy udają bardziej zajętych, niż są w rzeczywistości. Gdybym teraz wyjechał, wyłączył się na dwa tygodnie, świat by się nie zawalił. Zapytany o swoje inspiracje i relacje z kobietami przyznaje natomiast: Kobiety wywierają na nas wszystkich silny wpływ. Każdemu życzę takich kobiet, jakie wywierają (czy wywierały) wpływ na mnie. Kobieta zawsze była głównym tematem moich zainteresowań .

KD: I ten wpływ kobiety, a konkretniej relacji damsko-męskich i erotyzmu, o którym mówiłaś na wstępie, bardzo wyraźnie odbija się w utworach G.C. Jest on dla mnie mistrzem mówienia o uczuciach w sposób metaforyczny. Wysyłam w kosmos pocałunki swe, komety niosą do niej SOS, moje SOS – SOS – SOS.

Justyna Potasiak

Nieustannie zatopiona w planach kulturalno-wyjazdowych. Kulturę najchętniej pochłania w bezpośrednim kontakcie z twórcami, bo kontakt z żywym człowiekiem, z emocjami „tu i teraz” uważa za najwyższą wartość.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany