Jakim językiem mówi Ozon?

W nowym filmie Francoisa Ozona mamy wszystko. Złotą broszkę w kształcie kota, Freuda i Junga, wścibską sąsiadkę, brutalny seks. Ozon mnoży symbole, żongluje gatunkami, wszystko po to, żeby… No właśnie, po co?

Z francuskim reżyserem było ostatnio różnie. Nowa dziewczyna (2014) obeszła się właściwie bez echa, a Młoda i piękna (2013) została całkiem skrytykowana. Inaczej jest z Podwójnym kochankiem. Choć polska premiera filmu odbyła się zaledwie kilka dni temu, można było go już zobaczyć na tegorocznych Nowych Horyzontach. Bez obaw, nawet jeśli nie zdążyliście załapać się na wrocławską prapremierę, z pewnością wiecie o tym filmie wszystko. Promocja Podwójnego kochanka jest niezwykle precyzyjna i wszechobecna. Dystrybucją filmu zajmuje się Gutek Film, który swoimi reklamami opanował wiele serwisów dotyczących kultury, jak social media. Krzyczą także nagłówki – zmysłowy, najodważniejszy film roku! i – moje ulubione – pikantna perwersja. Tylko o co tyle krzyku?

Już w pierwszych scenach poznajemy młodą Chloe (Marine Vacth), naszą protagonistkę. Dziewczyna zmaga się z bólami brzucha i ma niezmiennie smutny wyraz twarzy. Od ginekologa zostaje wysłana do psychiatry, który ma wyleczyć  jej – podobno – psychosomatyczne dolegliwości. Tak poznaje Paula (Jeremie Renier) – sympatycznego i zupełnie zwyczajnego psychoterapeutę w grzecznym sweterku. Mężczyzna z miejsca zakochuje się w pacjentce. Nie mija wiele czasu, kiedy Chloe wprowadza się do Paula. Oczywiście, nie będzie to miłość, w której główną rolę odegra banał i czerwone róże. Dziewczyna podejrzewa bowiem swojego partnera o skrywanie wielkiej tajemnicy. Wkrótce odkrywa jego sekretnego brata bliźniaka – psychoanalityka o skrajnie innych od brata metodach leczenia – Louisa. Jak możemy się domyślać, Chloe zapisuje się do niego na wizytę, aby zacząć swoje, z góry skazane na porażkę, śledztwo. Cała historia jest swobodną ekranizacją amerykańskiej powieści Lives of the Twins autorstwa Joyce Carol Oates. Ozon przenosi ją na ekrany, bawiąc się gatunkami. Thriller przeplatany z filmem erotycznym oraz dramatem psychologicznym niebezpiecznie lawiruje na granicy pastiszu.

Film jest kusząco opakowany. Już pierwsza scena pocałunku Chloe i Paula zapowiada estetyczny majstersztyk. Eleganckie przestrzenie, spokojna, zimna kolorystyka, gra światłem. Faktycznie, można się posłużyć tym nagłówkowym stwierdzeniem – Podwójny kochanek jest zmysłowy. Zresztą, sam Ozon podkreśla, że najchętniej opowiada historię właśnie obrazami. A wiec zbliżenie otwartych ust (przy akompaniamencie smyczków) płynnie przechodzi w biologiczne wręcz ujęcie clitoris Chloe. Tak, tutaj elegancja równie swobodnie jak ujęcia przemienia się w kicz. Choć dla mnie, to wciąż udany zabieg.

Właściwie w każdej scenie jesteśmy otoczeni lustrami. Czy będzie to łazienka Paula, gdzie mężczyzna odbija się w lustrze do góry nogami, czy gabinet Louisa, gdzie wpierw widzimy mnożącą się postać Chloe, a następnie kochającą się parę kochanków. Im dalej w film, tym bardziej motyw doppelgangera jest wszechobecny, aż w końcu… staje się zwyczajnie męczący.

Źródło: Filmsdistribution.com

Ozon, który lubi przecież prowadzić grę z widzem, zwodzić go i kusić, aby w ostatnim momencie uciekać przed przygotowaną odpowiedzią, tutaj zaprzecza sam sobie. Na granicy snu i rzeczywistości, w świecie, w którym rządzi histeria i kłamstwo, kiedy tylko się pogubimy – dostajemy wskazówki. Nie bawimy się w sferze domysłów. Idziemy po nitce do kłębka. Tak jakby na każde pytanie, na każdą wątpliwość znajdowała się oczywista odpowiedź.

Last, but not least – choć pisali już o tym wszyscy – Ozon dialoguje z innymi, wielkimi twórcami. Przez Podwójnego kochanka przewija się więc Cronenberg, jak i Kubrick, jednak najbardziej widoczny jest Roman Polański. Czuć w filmie atmosferę Lokatora, ale szczególnie wyraźna jest inspiracja Dzieckiem Rosemary. Co więcej, oglądając wątek starszej, wścibskiej sąsiadki miałam wrażenie, że dosłownie przenieśliśmy się w wyobraźnie Polańskiego. Czy był to zamierzony chwyt, czy Ozon zapomniał jak sam potrafi opowiadać historie?

Nie chcę dążyć do tego, że film mi się nie podobał, że jest klapą, na którą nie powinniście iść lub klęską Ozona. Podwójnego kochanka ogląda się, moim zdaniem, fantastycznie. Poza wspomnianym pięknem obrazu, sama narracja prowadzona jest na tyle sprytnie, że historia, mimo słabszych momentów, płynie sama. Jednak jest to jedynie kolejny film francuskiego reżysera, niekoniecznie dzieło hipnotycznie erotyczne, szczególnie odważne lub wytyczające pewne korytarze nowości. The Telegraph napisało po premierze filmu: na każdej płaszczyźnie bije na głowę „50 twarzy Greya. Mnie osobiście niepokoi łatwość porównywania amerykańskiej szmiry do – bądź co bądź – niezłego kina europejskiego, które wciąż nie weszło przecież w karierę blockbustera.

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany