Śladami Dalego i Buñuela, czyli surrealistyczna podróż po Hiszpanii

Autostop po Hiszpanii, czy to w ogóle możliwe?- zastanawiałem się przed dwutygodniową podróżą po Katalonii i Aragonii. Znajomi mówili, że będzie trudno, bo Hiszpanie nie chcą brać na stopa. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, a co więcej – przekonałem się, że podróżowanie w takiej formule idzie dość sprawnie.

Wraz z moją przyjaciółką zdecydowaliśmy się na surrealistyczną podróż śladami Salvadora Dalego i Luisa Buñuela. Rozpoczęliśmy klasycznie, czyli w Barcelonie, zaś ostatecznym celem było małe miasteczko Calanda w Aragonii, gdzie odbywa się coroczny festiwal kina, związany oczywiście z mistrzem filmowego surrealizmu.

 

BARCELONA

Stolica Katalonii i miasto, które nigdy nie zasypia, zachwyca zarówno w dzień, jak i w nocy. Kolorowe, żywe i niespokojne. O każdej porze w najbardziej obleganych miejscach kłębi się tłum turystów, zwłaszcza w okresie letnim. Przez Barri Gotic, La Rambla, Plac Kataloński w szczytowych momentach trudno się przecisnąć. Miasto zakochanych, artystów, tułaczy i żebraków to przede wszystkim kolaż kulturowy i etniczny. Obok siebie koegzystują różne nacje, co sprawia wrażenie otwartości i wzmaga poczucie globalnej wspólnoty. Rozgrzana rekordowymi temperaturami Barcelona w lipcu i sierpniu jest głośna, rozrywkowa, ale i bardzo urokliwa. Spacerując wieczorem z wielkimi plecakami, można dostać nawet propozycję spania w squacie od tamtejszych hippisów.

Poza kultowymi punktami wszystkich wycieczek, takich jak Sagrada Família, Font màgica, Park Güell, czy plaża Barcelonetta, urzekają wąskie uliczki, kryjące magiczne kawiarnie i knajpki – typowe tapas bary, w których można skosztować lokalnych przekąsek i wypić naprawdę obłędną kawę. W Barcelonie kawa stanowiła nasz poranny rytuał, a warto nadmienić, że jej cena porównywalna jest z małą butelką wody w sklepie. Największą trudnością okazały się wejścia do popularnych obiektów. Nasz plan musiał nieraz ulec korekcie, kiedy okazało się, że do Parku Güell, czy do muzeum Picassa bilety trzeba rezerwować kilka dni przed wizytą. Niezwykłe wrażenie robi również oblegany od rana do późnych godzin wieczornych bazar La Boqueria, który mieni się od kolorów świeżych owoców, warzyw, ryb, mięs, czy pieczywa. Zdecydowanie nie polecam odwiedzać targu na głodniaka, grozi to wydaniem niemałych pieniędzy, a w takich okolicznościach sprawdza się, jak nigdy powiedzenie, że oczy same jedzą.

Targ La Boqueria

 

FIGUERES

Po opuszczeniu Barcelony udaliśmy się wzdłuż linii brzegowej, odwiedzając niezwykle urokliwą Girone, w której mieści się Muzeum Kina, prezentujące historię obrazu i fotografii, sposoby, w jakich otrzymywano i utrwalono ruch od czasów camery obscury do pierwszych kinematografów.

Następnym przystankiem w podróży było Figueres, gdzie mieści się słynne muzeum Salvadora Dali, czyli świątynia surrealizmu. Budynek zaprojektowany przez samego Dalego już z daleka wyróżnia się ekstrawagancją i z pewnością nie da się go pomylić z żadnym innym obiektem. Wyróżniają go charakterystyczne duże jajka umiejscowione na dachu oraz sztuczne bochenki chlebów zdobiące ciemno-różowe ściany. W muzeum zgromadzone są liczne dzieła twórcy surrealizmu, niekiedy budzące śmiech, kontrowersję, a nawet zdumienie. Podobno Dali pracował przez osiemnaście godzin dziennie i faktycznie ilość rzeźb, obrazów, instalacji, strojów które wyeksponowanych w muzeum jest imponująca, choć nie wszystkie zachwycają kunsztem i pomysłowością. Warto przypomnieć, że Dali sporą część swoich prac robił na zamówienie i wyłącznie dla zysku, współpracując z korporacjami i światowymi firmami. Obok kultowych dzieł znajdują się wytwory twórcze mniej lub bardziej kiczowate. Twórczość i całe życie Dalego były spektaklem, nic więc dziwnego, że i muzeum przybrało oryginalne kształty i niecodzienną przestrzeń. Największą niespodzianką jest miejsce pochówku artysty, które mieści się, jak gdyby nigdy nic, pomiędzy kolejnymi salami wystawowymi.

Muzeum Salvadora Dali w Figueres

 

CADAQUES

Nieco ponad czterdzieści kilometrów od Figueres znajduje się małe, portowe miasteczko Cadaques, gdzie zwiedzić można dom Salvadora Dalego, w którym przez wiele lat mieszkał z największą miłością swojego życia, czyli ukochaną Galą. Niestety nie załapaliśmy się na bilety do środka, pozostało jedynie obejrzenie fantazyjnego ogrodu, zaprojektowanego, jak zresztą cały dom przez samego artystę. W ogrodach Dali wypoczywał, tworzył i organizował liczne przyjęcia. Otaczał się ludźmi, którzy cenili jego twórczość, a sam stawiał się w centrum zainteresowania. Pojawiają się nawet pogłoski, że w Cadaques odbywały się orgie. Ogród wyposażony jest w rzeźby i meble autorstwa surrealistycznego twórcy, a także obfituje w liczne zakamarki i mało funkcyjne przestrzenie zaprojektowane dla fanaberii. Poza leżakami, stolikami, pufami i ekscentrycznymi obiektami ogród uzupełniają także opony i słynny plastikowy ludzik, wykonany na zamówienie największego na świecie producenta opon Michelin. Słabość Dalego do dziwactw i kiczu najpełniej objawia się właśnie w jego ogrodzie.

Dwadzieścia kilometrów na wschód od Girony położona jest wioska Pubol, w której Dali specjalnie dla ukochanej Gali kupił gotycko-renesansowy zamek. To tam zamieszkała osiemdziesięciokilkuletnia kobieta po rozstaniu z malarzem, otaczając się młodymi chłopcami. Do Pubol niestety nie udało nam się dotrzeć, ale jest to jedno z trzech miejsc obok Figueres i Cadaques, dopełniające tzw. trójkąt Salvadora Dali.

Rzeźba w ogrodzie Dalego przedstawiająca leżącego człowieka wykonana z drewnianych i metalowych elementów, kawałków plastiku i gumy

 

CALANDA

Ostatnim przystankiem naszej podróży była Calanda i Festiwal Międzynarodowego Kina im. Luisa Buñuela. Na festiwalu wzbudziliśmy nie mniejsze zainteresowanie niż sami twórcy oraz ich filmy. Staliśmy się lokalną atrakcją po tym, jak organizatorzy festiwalu i mieszkańcy niewielkiej Calandy dowiedzieli się, że dotarliśmy tu stopem aż z Polski. Poza tym, że zostaliśmy ugoszczeni jak prawdziwe gwiazdy, mieliśmy przyjemność udzielić aż trzech wywiadów do regionalnych dzienników. Festiwal – choć w nazwie międzynarodowy – zdecydowanie bardziej przypominał lokalny, co można było odczuć poprzez brak angielskich napisów do filmów. Calanda, czyli miejsce urodzenia Luisa Bunuela hipnotyzuje. Zawiłe i wąskie uliczki wyprowadzają z każdej strony na piękne górzyste i zielone krajobrazy. Poza serdecznym przyjęciem przez Hiszpanów, mieliśmy także okazję spróbować lokalnych potraw i letniego trunku, który w gorąco dni robi prawdziwą furorę. Tinto de verano, czyli wino letnie z kostkami lodu, wodą gazowaną i cytryną orzeźwiało oraz pozwoliło przetrwać najgorsze upały.

Każdy, kto trafi do Calandy z pewnością zajrzy do Centrum Buñuela, które przedstawia historię jego życia oraz twórczości, a w swojej kolekcji ma oryginalne rekwizyty i fragmenty scenografii z filmów. Dla miłośników reżysera i fanów kina jest to punkt obowiązkowy.

Kapliczka w Calandzie
Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany