Nowe Horyzonty 2017: zachwyty, zaskoczenia, rozczarowania

T-Mobile Nowe Horyzonty to największy polski festiwal filmowy. Zorganizowany na bardzo wysokim poziomie, z line-upem zbierającym najważniejsze tytuły z Cannes, Berlinale i Sundance, co roku przyciąga kinofili z całej Polski (i nie tylko). W tym roku bywało różnie – pewne filmy nas porwały, inne wynudziły. Redakcja Kultury do góry nogami prezentuje zatem nasze subiektywne podsumowanie tegorocznej edycji.

Justyna Barańska

Najlepszy film – 120 uderzeń serca, reż. Robin Campillo

W pierwszym tygodniu festiwalu moje serce podbił film Niemiłość, który mocno zdeklasyfikował już w przedbiegach inne pozycje. Niemalże do ostatniego dnia byłam pewna, że zostanie on numerem jeden na podium. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy dzień przed zakończeniem zobaczyłam francuski obraz 120 uderzeń serca, opowiadający historię początków epidemii AIDS we Francji w latach 90. Zobaczymy w nim grupę aktywistów, którzy starają się walczyć z koncernami farmaceutycznymi o swoje życie.

Najgorszy film – Ludzie, którzy nie są mną, reż. Hadas ben Aroya

W tej kategorii z pewnością jest z czego wybierać. Niestety, często bywa tak, że kino niszowe i eksperymentalne ociera się o banał, a brak porządnego scenariusza uwypukla nieumiejętności reżyserskie i montażowe. Izraelski film – Ludzie, którzy nie są mną – zdecydowanie przegrywa jeśli chodzi o same dialogi. Nie wspominam już o płaskich postaciach, które (prawdopodobnie) miały stanowić jedynie tło dla narcystycznej reżyserki, która wciela się także w główną rolę. Niestety jej opowieść nie odkrywa niczego przed widzem, nie poszerza horyzontów ani nie zmienia postrzegania świata.

Największe zaskoczenie – Misandrystki, reż. Bruce La Bruce

Kiedy przeczytałam o tym filmie, że opowiada on o grupie trudnych dziewcząt, mieszkających w poprawczym internacie, który w rzeczywistości okazuje się być tajną komórką Female Liberation Army i twierdzą lesbijskiego separatyzmu, pomyślałam, że prawdopodobnie gorzej już być nie może. Spodziewałam się przesyconego feministyczną propagandą wzniosłego manifestu, który będzie bardziej wyemancypowany niż Emma Watson i Kazimiera Szczuka razem wzięte. Ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie miało miejsca. Sprawy feministyczne zostały przedstawione ze sporą dawką humoru, obnażając wiele wad i hipokryzji tej grupy społecznej. A w dodatku obraz był zrealizowany w ciekawy i barwny sposób.

Największe rozczarowanie – Twój Vincent, reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman

Piszę to z bólem serca, ponieważ był to jeden z filmów, na które czekałam najbardziej. Oczywiście zdaję sobie sprawę jaki ogrom pracy włożyli wszyscy twórcy w to dzieło, jednak odnoszę wrażenie, że praca nad wizualnym aspektem pochłonęła ich tak bardzo, że potraktowali scenariusz po macoszemu. Historia została opowiedziana w sposób przebrzmiały, sztampowy i przede wszystkim nudny, z szalenie bezbarwnym głównym bohaterem, który próbuje rozwikłać zagadkę śmierci Vincenta. Obraz wydaje się być bardziej prelekcją w muzeum niż dziełem filmowym w pełnym tego słowa znaczeniu. Na niekorzyść działa również jego długość. Niestety, oglądanie przez osiemdziesiąt minut dynamicznych, impresjonistycznych sekwencji, wystawia oczy widzów na ciężką próbę. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla tej produkcji byłoby zrealizowanie jej w krótkim metrażu.

źródło: Wrocław Film Commission


Kajetan Wyrzykowski

Największe zaskoczenie – Kuso, reż. Flying Lotus

Bezapelacyjnym zwycięzcą jest psychodeliczny wybryk Flying Lotusa – Kuso. Zanim zasiadłem w fotelu na sali kinowej, nasłuchałem się masy komentarzy. Większość z nich nie była pochlebna, co tylko zwiększyło moje zainteresowanie. I po seansie stwierdziłem od razu, że Kuso to film ze wszech miar wyjątkowy. Szalenie ambitny wizualnie, wymagający ciągłej atencji ze strony widza. Chaotyczny w fabule i tak bogaty w symbole, metafory i odniesienia do popkultury, że głowa pęka. Absolutnie czarująco turpistyczny wybryk natury, za który bezgranicznie pokochałem Flying Lotusa.

Największe rozczarowanie – Happy End, reż. Michael Haneke

Michael Haneke nakręcił jeden z moich ulubionych thrillerów – Funny Games. Brutalny i niezwykle wciągający, to jeden z filmów, który wstrząsnął dogłębnie. Jednak niemiecki reżyser od pewnego czasu przeżywa kryzys w swojej karierze, czego niezbitym dowodem jest Happy End. Przede wszystkim, ciężko jest stwierdzić, co było celem scenariusza w tym przypadku. Nowobogacka rodzina, której losy są całkowicie obojętne dla widza? Zapewne nie, ale taki jest efekt końcowy tego bełkotliwego i nużącego wywodu filmowego.

Najlepszy film – W ułamku sekundy, reż. Fatih Akin

Terroryzm to wciąż temat intrygujący dla kina, szczególnie z punktu widzenia, który zostaje przyjęty w W ułamku sekundy. Osobisty wymiar tragedii jest fenomenalnie uchwycony w wartko płynącej narracji, zaś Diane Kruger błyszczy na ekranie, zaliczając zdecydowanie najlepszą rolę w karierze. Wobec setek dramatów i wyciskaczy łez, które co roku są kręcone, film Fatiha Akina autentycznie porusza i poddaje pod dyskusję niszczycielską siłę nienawiści.

Najgorszy film – Niesamowite, ale prawdziwe, reż. Michel Lipkes

Z przykrością stwierdzam, że w tej kategorii było zaskakująco wielu kandydatów. Z jednego filmu podczas festiwalu postanowiłem wyjść, na innych trwała walka z koncentracją. Jednak meksykański Niesamowite, ale prawdziwe wyprzedził swoją konkurencję. To pełen niezrozumiałych metafor, wyjątkowo przewidywalny dramat, w którym reżyser wyszedł z założenia im mniej wyjaśnię, tym lepszy będzie mój film. Idąc tym tropem, to dzieło wybitne. Idąc każdym innym – to porażka.

źródło: Indiewire


Julia Smoleń

Najlepszy film – Nocturama, reż. Bertrand Bonello

Paryż – miasto o podwyższonym ciśnieniu wzmagane uważnymi spojrzeniami, które już planują działanie. Na wybuch tego niepokoju długo nie trzeba czekać. Paryż płonie żywym, oszałamiającym ogniem, a reżyser przygląda się tym wybuchom, dzieląc ekran na cztery części. To jak obserwacja kilkunastu kamer, które bronią supermarkety przed złodziejami – trochę nie wiadomo na co patrzeć. Za zamachy odpowiedzialna jest grupa dzieciaków – nastolatek w koronkowych stanikach, chłopaków w sportowych butach. Zabarykadowani w centrum handlowym rozpoczynają niewinną zabawę w przebieranki, oglądając jednocześnie telewizyjne relacje przerażonego miasta. Kto nimi kieruje i kiedy z bezwzględności zaczyna przebijać wątpliwość? Bonello nie stawia jednoznacznych tez, tworząc tym samym niepokojący obraz młodych kukiełek, wykorzystywanych w absurdalnie słusznej sprawie terroru.

Najgorszy film – Chomiki, reż. Martine Doyen

Ciągnąca się, pretensjonalna papka o codzienności. Ten improwizowany, czarno-biały obraz Doyen – francuskiej scenarzystki – rozpada się na kawałki już od samego początku. W jednej scenie mężczyzna zjada kwiat, w drugiej ktoś kradnie kapelusz ze sklepu. Są dzikie tańce na podwórku, chomiki biegające po trawie, porównywanie tych pełzających ludzi do zwierząt. I mimo kilku ładnych słów o wolności, sztuce czy tak zwanym życiu, film ucieka wszelkim formom i konwencjom, nie tworząc jednak nic ciekawego poza bezsensem, który, przynajmniej dla mnie, pozostał szczególnie nieinteresujący.

Największe zaskoczenie – Photon, reż. Norman Leto

Nigdy nie wysłuchałam wykładu dotyczącego DNA, fotonów i kwarków z taką uwagą! Monolog prowadzony przez Andrzeja Chyrę, a opatrzony przez animacje Normana Leto, to właściwie nie tyle powtórka dla studentów pierwszego roku fizyki, a opowieść o świecie i ludziach. Precyzyjne tłumaczenia świata łączą się z banalną i niebanalną rzeczywistością. Z noszeniem torby foliowej wypełnionej zakupami i miłością. To oddech w świecie kina i fascynujący eksperyment artystyczny. Od punktu do końca świata. Czekajcie koniecznie na ten film!

Największe rozczarowanie – Podwójny kochanek, reż. Francois Ozon

Tegoroczna edycja Nowych Horyzontów była również przeglądem nowych filmów topowych europejskich twórców. Najbardziej czekałam na nowy film Ozona oraz Ostlunda (The Square), z czego udało mi się zobaczyć ten pierwszy. Jako miłośniczka Basenu jak i znienawidzonych przez dużą część publiki 8 kobiet, Podwójny kochanek był dla mnie jedynie niezapamiętywalną opowiastką o młodej modelce uwikłanej pomiędzy dwoma (a może jednym…?) mężczyznami. Prasa mnoży skojarzenia z Polańskim, z Cronenbergiem. Może dlatego, że niewiele więcej jest do powiedzenia…

źródło: Indiewire

Natalia Rieske

Największe zaskoczenie – The Party, reż. Sally Potter

W moim przypadku największym zaskoczeniem – bo poszłam na ten film przez przypadek – okazał się film The Party w reżyserii Sally Potter. W cudowny sposób reżyserka wykorzystała malutką przestrzeń mieszkania tak, by przez całe trwanie filmu budować stosunki pełne napięcia oraz żywiołowych emocji. Janet zostaje Ministrem Zdrowia, z tej okazji spotyka się z najbliższymi, by świętować swój sukces, jednak jej osiągnięcie przechodzi na dalszy plan, kiedy okazuje się, że mąż kobiety jest poważnie chory. Jedna skrywana tajemnica odkrywa kolejne fakty skrywane przez lata. The Party to przede wszystkim fenomenalna obsada z Patricią Clarkson na czele, która w sposób idealny odnajduje się w teatralnej konwencji filmu.

Największe rozczarowanie – Podwójny kochanek, reż. François Ozon

Podwójny kochanek Ozona z pewnością był jednym z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów. Niestety, podobnie jak Julia, zaliczam go do największych rozczarowań tego festiwalu. Nie mogę powiedzieć – film ten został bardzo ładnie sfotografowany, zagrany pięknie przez Marine Vacth i Jérémie Renier’a, jednak  całościowo – wielka rutyna.

Najlepszy film – W ułamku sekundy, reż. Fatih Akin

W ułamku sekundy Akina, to mój faworyt Nowych Horyzontów. Osobista tragedia jednostki, powrót do świata żywych po stracie ukochanych osób, cały wachlarz emocjonalny – od rozpaczy, przez nadzieję, aż po desperację. Wszystko to, przez niecałe dwie godziny, dostajemy od fenomenalnej Diane Kruger. Trudno zapomnieć o tym poruszającym obrazie.

źródło: Filmweb

Zosia Wierzcholska

Najlepszy film – Manifesto, reż. Julian Rosefeldt

Tego że Cate Blanchett jest wybitną aktorką nikt nie musiał nam udowadniać, więc wybór filmu z nią, w roli głównej, wzięłam za gwarant jakości. W niestandardowym Manifesto gwiazda wcieliła się w 13 skrajnie różnych postaci, od bezdomnego po robotnicę, by wygłosić najważniejsze dla kultury i sztuki manifesty artystyczne. Film zdecydowanie wymagający skupienia; piękna apoteoza sztuki i artysty w wykonaniu najwyższej próby. Ten film ogląda się dla Blanchett, bo to ona kreuje tym filmem zupełnie nowy, współczesny manifest kina XXI wieku.

Największe zaskoczenie – Ptaki śpiewają w Kigali, reż. Krzysztof Krauza, Joanna Kos-Krauze

Film podejmuje temat krwawych rozruchów między plemionami Tutsi i Hutu w latach 90. Już wybór samego motywu przewodniego, w polskim wykonaniu, zaskakuje. Do tego Jowita Budnik, która po raz kolejny udowodniła, swój wielki aktorski talent. W Ptakach… uderzył mnie wątek polskiej ksenofobii, od ponad dwudziestu lat wciąż nie przepracowany i dziś na wskroś aktualny.

Największe rozczarowanie – Dzikie róże, reż Anna Jadowska

Dramatów rozgrywających się na polskiej prowincji było już wiele. Miałam nadzieję na obraz, który udźwignie temat samotnego rodzicielstwa i depresji, opowie o tym, o czym się nie mówi. Jadowska zgrabnie ujęła szarości życia na wsi, trochę przy tym ironizując, jednak zabrakło mi w tym napięcia. Główna bohaterka, owszem – przeżywa ogromny dramat, ale czy jej współczujemy? Średnio. Dzikie róże były szansą na kobiece spojrzenie na problemy osamotnionych matek żyjących pod presją wizji zdrowej, szczęśliwej, polskiej rodziny. Miało być kino społecznie-obserwacyjne, ze skojarzeniem z misyjnym kinem Andrei Arnold. A wyszło, niestety, bez kropki nad i.

źródło: Wrocław Film Commission

Wiktor Bury

Najlepszy film – Serce miłości, reż. Łukasz Ronduda

Wojciech Bąkowski i Zuzanna Bartoszek – ceniony muzyk oraz początkująca poetka, autorytet oraz uczennica, a przede wszystkim – para. Niezwykle oryginalni, bardzo do siebie podobni, o silnych osobowościach i mocno wierzący w to, co robią. To relacja oparta na wzajemnym wsparciu i miłości, ale też ciągłej rywalizacji i próbie zdominowania partnera. Łukasz Ronduda kreśli przed nami, mimo że dość tradycyjnie opowiedzianą, emocjonalną historię o związku, w którym wieczny konflikt między karierą i sztuką a miłością, nie pozwala na pełnię szczęścia. Zapadające w pamięć, intrygujące kino.

Najgorszy film – Polk, reż. Nikos Nikolopoulos, Vladimir Nikolouzos

Nietypowo opowiedziana historia śmierci amerykańskiego dziennikarza, George’a Washingtona Polaka, który w nie do końca jasnych okolicznościach pewnego dnia zostaje zamordowany. Film greckich reżyserów pozbawiony jest klasycznej narracji, chronologii, tradycyjnej budowy oraz przede wszystkim – logiki. Miało być onirycznie, niejednoznacznie i niestandardowo, a wyszło pretensjonalnie, jednowymiarowo i monotonnie. No cóż, przynajmniej poszczególne kadry były ładne.

Największe zaskoczenie – Opera o Polsce, reż. Piotr Stasik

Opera o Polsce to dokument o Polsce współczesnej, tej prosto ze stolicy, jak i małomiasteczkowej. Reżyser, Piotr Stasik, zestawiając ze sobą nagrania telewizyjne, wypowiedzi osób publicznych oraz własne materiały, obrazuje ogół naszego społeczeństwa, jego przywary i bolączki. I wychodzi mu to zaskakująco dobrze. Nie popadając w pretensję ani propagandowość, ukazuje z jednej strony jego konserwatyzm i przywiązanie do tradycji, a z drugiej usilną potrzebę naśladowania i podążania za innymi.

Największe rozczarowanie – Najpiękniejsze fajerwerki ever, reż. Aleksandra Terpińska

Pokazywany w ramach jednej z Shortlist, film Aleksandry Terpińskiej to historia trójki znajomych, którzy w obliczu konfliktu zbrojnego w swoim kraju, muszą w krótkim czasie zmodyfikować swoje życiowe plany oraz podejście do wielu znaczących kwestii. 30 minut oraz fabuła zamknięta w zaledwie jeden dzień, oprócz tego, że przyspieszyły akcję, wymusiły na reżyserce skoki czasowe oraz spowodowały mnóstwo luk fabularnych. A w dodatku, w tym natłoku wydarzeń, zwyczajnie gubi się gdzieś treść, która pomimo ciekawego konceptu, w pewnym momencie staje się banalna. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę dobrze.

źródło: PISF
Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany