Uśmiechnij się do ekranu

 W tym roku obchodzony na całym świecie Dzień Optymisty przypada w poniedziałek, 21 sierpnia. I choć w głowach wielu osób poniedziałki nie kojarzą się z niczym optymistycznym, a zbliżający się koniec wakacji sprzyja przedwczesnemu poddaniu się zbliżającej się jesiennej melancholii, warto tego dnia powtarzać sobie, że szklanka jest zawsze do połowy pełna. A tym, którym trudno o tym pamiętać, przedstawiam trzy filmy, po których obejrzeniu spojrzymy na coraz krótsze, letnie dni przez różowe okulary.

W 2008 roku reżyser Peyton Reed stworzył film, który – choć zaliczany do gatunku komedii romantycznych – odmienił moje myślenie bardziej, niż niejedno dzieło uznawane za ambitniejsze i bardziej wartościowe artystycznie. Nie zawaham się nawet stwierdzić, iż Reedowi w ciągu niecałych dwóch godzin seansu udało się zaprogramować moje myślenie na nowo. Yes man! przedstawia historię Carla (Jim Carrey), przeciętnego urzędnika bankowego prowadzącego całkiem bezbarwne życie, który z uporem maniaka tkwi w życiowej monotonii. Jego los odmienia się w momencie, gdy – poddając się perswazji pewnego guru – postanawia być na tak dla życia. Tak staje się słowem-kluczem całego filmu, determinującego od tej pory każdą decyzję i postępowanie bohatera. I choć przedstawione w filmie Reeda sytuacje bywają nie tylko absurdalne, ale też często zwyczajnie przerysowane, nie sposób nie wchłonąć przesłania twórców: życie zaczyna się tam, gdzie kończy się nasza strefa komfortu. Po obejrzeniu tego filmu trochę szerzej otworzyły mi się oczy na świat, który – będący wszakże wielkim placem zabaw – tylko czeka na to, abyśmy mówili mu tak.

Kadr z filmu „Yes man!”

Choć niektórzy twierdzą, iż w Yes man! trudno dopatrzeć się głębi, z całą pewnością znaleźć ją można w filmie Roba Reinera Choć goni nas czas. Jest to poruszająca opowieść o dwojgu zupełnie różnych od siebie mężczyznach (Jack Nicolson i Morgan Freeman), których na szpitalnej sali połączą dwie rzeczy: świadomość zbliżającego się końca i pragnienie wykorzystania czasu, który im jeszcze pozostał. Na zmiętej kartce papieru tworzą listę marzeń, którą chcą zrealizować, zanim śmierć dosięgnie któregoś z nich. I choć zarys fabuły może nie brzmieć pozytywnie, z całą pewnością właśnie taki jest przekaz całego filmu: z jednej strony uświadamia widzowi kruchość i ulotność każdej chwili, z drugiej – siłę i możliwości do realizacji swych marzeń, które nosi w sobie każde z nas. Razem z bohaterami przemierzamy zatem motorem Mur Chiński, skaczemy ze spadochronem i rozmyślamy nad wiecznością na szczytach egipskich piramid, powtarzając za Nicolsonem odpowiedź na pytanie: czy w swoim życiu odnalazłeś radość? Film Reinera pokazuje bowiem widzowi ścieżkę, podążając którą odnajdziemy szczęście i spełnienie. A przede wszystkim świadomość, że na realizację naszych marzeń nigdy nie jest zbyt późno.

Porządnego kopa energetycznego w ostatnim czasie dostarczył mi natomiast Damien Chazelle filmem Whiplash, którego obejrzenie odkładałam w czasie zbyt długo. Opowieść o ambitnym uczniu jednej z najlepszych szkół muzycznych w kraju nie tyle mną wstrząsnął, co solidnie potrząsnął, zmuszając do zrobienia rachunku sumienia ze wszystkich tych dni, których nie wykorzystałam na walkę o swoje marzenia.

Whiplash-6613.cr2

Choć są tacy, którzy w Whiplashu dopatrują się negatywnego przesłania (twierdząc na przykładzie głównego bohatera, iż nawet dając od siebie wszystko, nie otrzymamy tego samego w zamian), ja znalazłam w dziele Chazelle’a przekaz wręcz odwrotny: tylko dając światu coś od siebie, możemy liczyć na sukces. A kluczem do niego staje się jasno określony cel, oddanie się pasji, solidna praca i wiara we własne możliwości – te właśnie refleksje w trakcie oglądania filmu bębniły mi w uszach jeszcze głośniej, niż perkusja młodego jazzmana. Siła młodości i brawury przeciwstawiona perfekcjonizmowi i doświadczeniu, walka o własną godność, marzenia i ideały – wszystko to sprawiło, że po seansie Whiplashu nie byłam w stanie myśleć o niczym innym, a moje myślenie po raz kolejny wkroczyło na zupełnie inne tory, uświadamiając mi, że wszystkie ograniczenia istnieją tylko i wyłącznie w naszych głowach.

Ola Mysłek

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany