„Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu”, czyli felietony Doroty Masłowskiej

Od razu przepraszam za porównanie, ale wydaje mi się ono słuszne. Z piórem Doroty Masłowskiej jest jak z kapustą kiszoną – albo się jej nie znosi, albo uwielbia. Nie istnieje nic pomiędzy. Jedni nie potrafią przyswoić nawet dwóch zdań, a jeśli już, to i tak nie wiedzą o co chodziło w pierwszym, a są dopiero w połowie drugiego. Drudzy zaś, w tym akurat ja, pasjami czytają Masłowską, głównie ze względu na jej nadzwyczajną umiejętność łączenia ze sobą słów w pary. Ona jak mało kto potrafi pożenić je tak perfekcyjnie, że aż chce się czytać dalej. To dla mnie odkrycie. Naprawdę.

Nie jest tajemnicą, że chłonę otaczającą rzeczywistość tak zachłannie jak ryba powietrze po opuszczeniu zbiornika z wodą. Uwielbiam, nawet ubóstwiam przyglądać się światu, na moment odsuwając się na ostatni możliwy plan. Kiedyś Małgośka Halber napisała, że chciałaby być tylko patrzeniem i słuchaniem. Podpisuję się pod tym. Chciałabym istnieć w takich formach, aby przyglądać się życiu, ludziom i czerpać z tego inspirację do przemyśleń i tekstów. Masłowska potrafi nie tylko podglądać, ale i celnie analizować otaczającą nas rzeczywistość. To jest jej niezwykły dar.

Jej najnowsze literackie dziecko – Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu – to dokładnie te same teksty, które na przełomie 2013-2016 roku ukazywały się w magazynie o kulturze Dwutygodnik.com. Czytałam wtedy zatrzymana w locie, nieuważnie, pobieżnie i z doskoku. Teraz, czytelnicy mogą mieć je w jednym miejscu (poza siecią), w jednej książce z dwoma kotkami na okładce (autorstwa Macieja Chorążego).

Autorka pochyliła się nad zjawiskami w kulturze współczesnej, które bezpardonowo chwyciły nas w swe sidła, bez możliwości ucieczki, a nawet jeśli się od nich odwracamy, to i tak tkwimy w nich po uszy. Zawsze i wszędzie. Masłowska wybrała kilka najbardziej wyraźnych i odczuwalnych. 

 

Ten tekst otwiera zupełnie nowy cykl, w którym będę próbowała zająć się tematem spędzającym sen z powiek niejednej i niejednemu z nas. Będzie on kierowany do ludzi takich jak my, nadwrażliwych, zdziwaczałych, emocjonalnie pokiereszowanych humanistów, na których psychice niezatarte piętno odcisnęły niepowodzenia w grach zespołowych, trądzik na plecach i nieudane próby przeskakiwania przez kozła. Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu?

Charakterystycznym dla siebie językiem, zawartą w nim niedosłownością, zabiera czytelnika na wędrówkę po kilkunastu osobnych zagadnieniach. Mamy tu wątki o m.in. serialach, paraserialach (Dlaczego ja, Słoiki, Szpital), książkę Macieja Maleńczuka o chlaniu i przetrwaniu, albumie Mikołaja Długosza Lato w mieście czy broszurze kulinarnej Prześlij przepis.

Osobiście, po przeczytaniu (z zaciekawieniem, niekończącą się uciechą) lektury, zdecydowanie mam kilka swoich ulubionych felietonów. Ujął mnie ten o fenomenie Kuchennych rewolucji i uwielbieniu Magdy Gessler, która od zwykłej baby w lokach, w prześmiewczych stylizacjach niczym rusałka, stała się rzucającą nie tylko kurwami, ale przede wszystkim talerzami królową TVN. Kilka lat temu założyła koronę na głowę i kurczowo trzyma się swojego tronu. Nikt jej nie podskoczy!

Wszyscy już dobrze wiedzą, że w „Kuchennych rewolucjach” Super Gessler przemierza Polskę z kagankiem gastronomicznej oświaty, z którym nieustraszenie zagląda do najbardziej zapyziałych zakamarków, gdzie oprócz niedomytych naczyń, zielonego mięsa, kubeczków po jogurcie Yoplait i pudełek po mleku Kenny, granatów z II wojny światowej, soli drogowej i oleju silnikowego w baniakach po paliwie lotniczym, trafia nierzadko na społeczne mikrokosmosy równie nieświeże i nabrzmiałe od toksyn.

Drugim tematem, który Dorota Masłowska poruszyła w swojej książce (strona 189) jest Azja Express. To jest odlot. Jestem pewna, że każdy z Was miał do czynienie z tym formatem (nawet jeśli to przelotna znajomość) i z popcornem wyczekiwał kolejnych przygód celebrytów, którzy zalani potem, azjatycką opalenizną i chęcią zwycięstwa, wykonywali kolejne zadania od Agnieszki Woźniak-Starak. Szybko zorientowaliśmy się, że to program wyłącznie Małgosi i Radka Majdanów, bo to ich duet skradł wszystkie memy podczas emisji pierwszego sezonu i przy okazji największą popularność. Serca Polaków rozpadły się na miliony kawałeczków, kiedy jednak polska Victoria i David Beckham musieli pożegnać się z programem (sama przestałam oglądać w tym momencie). Z Azji wyjechali ze spuszczonymi głowami ale już za moment, w Polsce, wszystkie firmy chciały zaproponować im kontrakty: producenci pasztetów, managerowie sieci telefonicznych, koncerny lekarstw, podpasek, prestiżowe biura podróży. Wszyscy chcieli mieć u siebie Małgosię i Radosława. Wybrali opcję z telefonią komórkową, a całe życie przeżywają na Instagramie Małgorzaty (odsyłam koniecznie). Na koniec przypomnę tylko kilka cytatów, które Polacy, widzowie Azji Express przyjęli do swoich słowników jak zbłąkaną owieczkę, jak sytuację, na którą człowiek musi się zgodzić. Nie mów do mnie teraz; Wszystko co się wydaje złotem jest gównem. I odwrotnie; Nie brać tych legginsów, prawda? Ale sukienkę muszę wziąć! czy kultowe Nie w głowę, Renata! Dlaczego o tym piszę? Bo wszyscy, nawet ci najmądrzejsi, po obejrzeniu Azji Express, bez zawahania oddali temu programowi serce i z zaskakującą niecierpliwością wyczekiwali dalszych losów naszych rozbitków.

W wycieńczającej podróży po Azji uczestnicy dysponują tylko swoimi elementami nieruchomymi, takimi jak implanty, operacje plastyczne i osobista obrotność. Tej ostatniej doprawdy im nie brakuje.

Poza dwoma powyższymi tematami, kartki Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu zalane są mnóstwem trafnych, finezyjnych zdań na temat Słoików, głupoty (świetne!), disco polo, wyjazdu do Tatarstanu i, co może zszokować wielu, Bajmu (Beata Kozidrak doczekała się potężnej dawki rozmyślań na jej temat).

Dorota Masłowska ze znaną sobie nonszalancją, zawsze celnie i bez owijania w bawełnę stworzyła krótki przewodnik po tym co nas otacza, w czym tkwimy i co chłoniemy (często bez naszej wiedzy) na każdym kroku. Żyjemy w kraju, gdzie jeden format telewizyjny, jeden cytat i jedna celebrytka z botoksem potrafi zrobić niezłą rewolucję i jak kraj długi, szeroki, jest znana i podglądana przez wszystkich. Kultura współczesna, serwowana z grających pudeł marki Samsung i coraz bardziej abstrakcyjnego Internetu, zarówno w Krakowie, Lublinie, Bydgoszczy czy Koziej Wólce będzie taka sama. Wszyscy pływamy w tym samym szaleństwie, a Masłowska to szaleństwo rozebrała na czynniki pierwsze i zgrabnie je opisała. Chwała jej za to.

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany