Tęsknota za teatrem – wakacyjne alternatywy dla teatromana

Chociaż wszyscy kochają wakacje – za słoneczne poranki, ciepłe wieczory, spędzane nad rzeką czy jeziorem, mrożone kawy, bliskie i dalekie podróże, szalone przygody – nie jest to wcale ani łatwy, ani błogi czas dla tych, którzy nad letnie powietrze przedkładają zakurzone powietrze sal teatralnych. Co zrobić, gdy chciałoby się zasiąść w pierwszym rzędzie, ale drzwi do teatrów pozostają zamknięte?

Iga Herłazińska: W moim rankingu pór roku lato zajmuje ostatnie miejsce. Zdecydowanie nie należę do osób lubiących upały, bliżej jest mojemu sercu (w przenośni i dosłownie!) do jesiennych i wiosennych temperatur. Ale pogoda to tylko przykrywka. Tak naprawdę nie przepadam za latem, bo zwiastuje on znaczne ograniczenie moich wyjść do teatru. Gdy tylko zbliża się maj, zaczynam szaleć. Kupuję dziesiątki biletów, chodzę na wszystkie premiery, oglądam ulubione sztuki po kilka razy… W czerwcu moja obsesja osiąga apogeum – prawie każdy wieczór spędzam wtedy na teatralnej widowni, obgryzając ze stresu paznokcie, bo zaraz skończy się sezon. Najbardziej przeraża mnie zawsze myśl, że kolejna okazja na zobaczenie większości moich ulubionych aktorów nadarzy się dopiero za dwa, a czasem nawet trzy miesiące… I od lat próbuję sobie odpowiedzieć na to arcytrudne pytanie: jak radzić sobie z wakacyjną teatralną rozłąką?

Justyna Kowalska: Ze mną jest trochę inaczej. Wakacje kojarzą mi się z wyjazdem z miasta, a tęsknota za zielenią i potrzeba odpoczynku od miejskiego zgiełku są tak silne, że od lat wygrywają z dwumiesięczną przerwą od teatru. Fakt faktem, dla kogoś kto potrafi być w teatrze kilka razy w miesiącu taka przerwa to zawsze cios, ale lato to jedyny moment w roku, kiedy mojemu sercu bliżej jest do kolejnej przeczytanej – na kocu, pod drzewem – książki, niż do teatralnej widowni. Chociaż muszę przyznać, że ta sytuacja trochę zmieniła się cztery lata temu, kiedy zaczęłam pracować w teatrach, które… Grają całe wakacje! Dla tych, których przeraża rozłąka, to idealne rozwiązanie: zostać bileterem.

IH: Te grające w wakacje teatry to miód na moją duszę. Kiedy tęsknota wychodzi poza bezpieczne granice, zawsze mogę pobiec do Teatru Dramatycznego na Letni Przegląd albo na któryś ze spektakli plenerowych Och-Teatru, granych na scenie Och-Grójecka 65. Dobrze, że decyduje się grać w tym okresie coraz więcej teatrów, bo smutne jest lato bez emocji przeżytych na widowni.

Justyna Potasiak: Co ciekawe – teatralne przygody przeżyć można również w trakcie wakacyjnego wyjazdu. Spragnionych widzów uratuje chociażby trójmiejski Teatr Wybrzeże, który w trakcie wakacji działa nie tylko w swojej siedzibie, lecz również na scenach letnich w Sopocie czy Pruszczu Gdańskim oraz w siedzibie Teatru Szekspirowskiego. Za jego śladem ruszyły zresztą również inne miejscowości nadmorskie, w których obejrzeć możemy plenerowe pokazy spektakli gościnnych. W ten sposób połączyć można przyjemne z…przyjemnym. I po godzinach spędzonych na plaży, wstąpić do teatru. Nie gorzej sytuacja maluje się na południu Polski. Gdzieś pomiędzy kosztowaniem lokalnych przysmaków a spacerem po górach, wstąpić można chociażby do Teatru Witkacy w Zakopanem, który po krótkiej przerwie wakacyjnej, powrócił, by serwować publiczności – także, a może przede wszystkim, tej przyjezdnej – niezapomniane wrażenia…

IH:  …które – na szczęście – można, chociaż częściowo, przeżyć także przed telewizorem albo monitorem komputera, oglądając Teatr Telewizji. Na co dzień stronię raczej od telewizji, latem bywa ona jednak moją nadzieją. Zimna lemoniada, maliny jako przegryzka i Złota Setka Teatru Telewizji – to przepis na idealny sierpniowy wieczór.

JK: Tak, to wspaniałe rozwiązanie dla tych, którzy bez zapachu teatralnego kurzu nie mogą wytrzymać nawet chwili. Latem lubię wracać do mojego ulubionego spektaklu Teatru Telewizji: Febe, wróć w reżyserii Anny Augustynowicz, ze świetnymi rolami Dominiki Ostałowskiej i Borysa Szyca. Więc jeśli zdarzy się tak, że w naszym mieście nie gra latem żaden teatr albo zwyczajnie brak nam możliwości dotarcia na spektakl, cieszmy się latem, oglądajmy Teatr Telewizji, czytajmy książki i… wrzucajmy do skarbonki oszczędności na kolejny długi sezon.

JP: Jeżeli o mnie chodzi, w ciągu roku trudno mi zmotywować się by w określony dzień, we wskazanej godzinie obejrzeć transmisję Teatru Telewizji. Dlatego to, co robię w wakacje, to przede wszystkim nadrabianie zaległości z ostatnich miesięcy. Jeśli natomiast mowa o książkach – to jest właśnie mój plan na tegoroczne wakacje, mijające pod znakiem Krótkiej historii teatru polskiego Zbigniewa Raszewskiego oraz Vademecum teatromana Tadeusza Kudlińskiego. To dwie propozycje lektur, w przystępny sposób przybliżających nam istotne dla rozwoju teatru wydarzenia, osoby, miejsca. Dodatkowo warto w wolnej chwili sięgnąć do tekstów sztuk, które zamierza się w nowym sezonie obejrzeć. Może to idealny czas na Malowanego ptaka Kosińskiego lub przypomnienie sobie dzieł Wyspiańskiego, Gombrowicza? Słyszałam, że rok 2018 przyniesie premierę Ślubu w Teatrze Narodowym. Wakacje to wymarzony czas na zaplanowanie sobie samemu repertuaru na najbliższe miesiące.

IH: A podczas Nocy Spadających Gwiazd wypowiadajmy teatralne życzenia. Na przykład takie, żeby nadchodzący sezon teatralny 2017/2018 był bogaty w premiery mądrych, wartościowych spektakli, na które z największą przyjemnością wydaje się zaoszczędzone przez wakacje pieniądze!

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany