Nucąc filmy – TOP 5 soundtracków na wakacje

Muzyka w filmach to dla mnie szczególne źródło wzruszeń i chyba najlepszy sposób na odkrycie nowych dźwięków. Co więcej, bardzo często całkiem przeciętny film (jak chociażby Na śmierć i życie Johna Krokidasa) rekompensuje się fantastycznym soundtrackiem. Gra dźwięku z obrazem nie toczy się jedynie o trafną ilustrację. Muzyka, która jest w stanie kreować atmosferę, budować równoległy, niewidoczny świat przedstawiony to muzyka trafiona w sam punkt. Instrumentalna semiotyka, orkiestrowe smutki, czy urywane dźwięki wiolonczeli wzmagające niepokój to jedno… Umiejętność przeniknięcia narracji brzmieniem to znacznie wyższy poziom.

A może to jedynie wrażenie? Przecież film i skomponowaną do niego muzykę dostajemy w pakiecie. Ciężko jest wyobrazić sobie Pociąg Jerzego Kawalerowicza bez dźwięcznej wokalizy Wandy Warskiej albo Dziecko Rosemary Romana Polańskiego w którym nie słychać ściskającej serce kołysanki autorstwa Krzysztofa Komedy. W takiej sytuacji, kompozytor i reżyser idą ze sobą w parze. Może właśnie ta zadziwiająca symbioza jest wrażeniem, które pojawia się podczas oglądania nierozerwalnych ze sobą dźwięków i obrazów…

Z drugiej strony, istnieją przecież piosenki, które szaleją sobie w spokoju po YouTubie i między dyskografią artystów zupełnie nieświadome, że zostanie nadane im nowe znaczenie w filmowych obrazach. Misterna konstrukcja zebranych utworów do jednego filmu to prawdziwa muzyczna przygoda. Piosenki mogą dzielić milenia lat i najróżniejsze gatunki, ale nagle spotykają się w jednym miejscu, by kreować zza kulis historię. W tym miejscu z pewnością trzeba wspomnieć o fantastycznym soundtracku z American Honey Andrei Arnold, czy o scenie z Tamtego świata samobójców Gorana Dukića, w której wybrzmiewa Wonderlust King Gogola Bordello. Prawdziwym mistrzem w komponowaniu filmowych składanek będzie również Xavier Dolan. Czy jest to Pass This On The Knife, czy Wonderwall Oasis, czy nawet Dragostea Din Tei (tak, chodzi o blejsa, blejsa…).  Te umuzycznione sceny na zawsze wiążą piosenki z obrazami. A nawet dalej, historia piosenki okazuje się łączyć z historią filmową co daje nam prawdzie intertekstualną ucztę.

Źródło: Tumblr.com

Może trochę gloryfikuje znaczenia dźwięków w kinie… Jednak dla mnie film z nijakim soundtrackiem lub powtarzalnie skomponowaną muzyką jest trochę jak sztuczny kwiat. O ile słowa, narracja, czy jej zwroty akcji stają się stale dostarczającym widzom ładunkiem przeżyć, tak sam obraz często pozostaje pięknym widokiem, panoramą miasta, oryginalnie urządzonym mieszkaniem. To muzyka, w moim przypadku, pozbawia mnie ostatniej deski ratunku przed płakaniem na filmie.

Zresztą, z pewnością każdy z nas konstruuje sobie własne soundtracki życia układając tym samym chwile w sceny. Czy będzie to piosenka wielokrotnie puszczana pierwsza po wyjściu z domu, kawałek zasłyszany w kawiarni, wspólny, intymny odbiór tego szczególnego dla dwóch osób utworu, czy kaleczenie linii melodycznej wykrzyczanej z przyjaciółmi nad rzeką.

Tej muzyce, która wychodzi z płyt, koncertowych scen, by wejść w życie i opowieści składam dziś hołd. A dla tych, którzy korzystają z wakacji i słońca w pełni nie mając głowy do ukrywania się w kinie lub przed laptopem z ulubionym filmem – polecam dzisiaj moich pięć TOP soundtracków na wakacje. Dla umilenia pociągowej podróży, tańczenia przy ognisku lub długich spacerów po piasku.

 

1. Arizona dream – Emir Kusturica

Nieodłączny duet Emira Kusturicy i Gorana Bregovica za każdym razem serwuje nam prawdziwie wrzący, bałkański rytm. Nieodłączna trąbka w swojej naglącej dzikości ma zarówno coś smutnego i tajemniczego. W połączeniu z nieśpieszną melorecytacją Iggiego Popa w hitowym wręcz In the death car gorące od upału i ciężkie w swojej pozornej lekkości dźwięki już obrazują spaloną słońcem, zmęczoną drogę.

 

 

2. Tylko kochankowie przeżyją – Jim Jarmusch

W soundtracku z Tylko kochankowie przeżyją temperatura rośnie jeszcze bardziej. Tanger nie daje ukojenia chłodnym wiatrem nawet nocą. Muzyka Jozefa van Wissema pełna przede wszystkim gitary – czasem lekko szarpanych akustycznych dźwięków, czasem ciężkich i przygniatających brzmień gitary elektrycznej – jest orientem z odległej krainy. Pośród tej mistycznej melodyki brakuje może tylko Toma Waitsa, nieodłącznego muzycznego przyjaciela Jarmuscha. Jednak może w marokańskiej rzeczywistości nie odnalazłby się tak dobrze jak w czołówce Poza prawem lub jednej ze scen Kawy i papierosów.

 

3. Wes Anderson

Wcześniej wspomniałam o Xavierze Dolanie, jednak według mnie prawdziwą kopalnią muzycznych pereł są filmy Wesa Andersona. Wes grzebie w starych płytach konstruując poprzez muzykę kolejną cegiełkę swojego misternie wybudowanego, barwnego i wyrwanego z rzeczywistości świata. Tutaj oddalamy się już od zadziwiającego smutku poprzednich dwóch soundtracków. Ścieżki dźwiękowe filmów tego reżysera przypominają barwny kalejdoskop dzieciństwa. To żart, składanie samolociku z papieru, żucie różowej gumy balonowej, wyciągane z piasku muszelki, kolaż absurdów i przyjemnostek.

 

4. Córki dancingu – Agnieszka Smoczyńska

Jedni kochają, drudzy nienawidzą – wiadomo. Film Smoczyńskiej w połączeniu z piosenkami zespołu Ballady i romanse to kolejny, po Kusturicy i Bregovicu zgrany duet. Film o dojrzewających dziewczynach, lub, jeśli ktoś woli, dancingowych syrenach z mottem Disco to wszystko jest nostalgicznie i awangardowo tęskny, smutny. Płyta stanowiąca soundtrack do Córek dancingu określana jest przez jej twórczynie jako sistersevil pop. To kilkanaście kawałków o zabawie, miłostkach, pragnieniach i rozczarowaniach. Przyszłam do miasta i Policjantka na pierwszym miejscu!

 

5. Django – Quentin Tarantino

Last, but definitely not least! Sondtrack Django to prawdziwy majstersztyk. Serwuje nam jednocześnie klasykę westernowych piosenek, jak i ich trangresji, które rockowo wybrzmiewają choćby w muzyce zespołu Brother Dege. W soundtracku znajdziemy utwory napisane przez mistrza muzyki filmowej, Ennio Morricone, piosenkę Johna Legenda, czy niesamowite wykonanie Freedom Anthony’iego Hamiltona i Elayne Boynton.

 

 

Obrazek wyróżniający pochodzi ze strony: kawazcynamonem.wordpress.com

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany