200 razy 32

3 jednoaktówki, 3 aktorów na scenie, 40-lecie pracy artystycznej Jerzego Stuhra, 32 omdlenia, 200 razy przed publicznością.

 

Iga Herłazińska: Na 32 omdleniach byłam już trzy razy i za każdym razem czułam, że odkrywam w tym spektaklu coś nowego. Mój pierwszy raz – urodzinowy na dodatek – zdefiniować można najprościej i najkrócej zachwytem nad Jerzym Stuhrem. Nie można zaprzeczyć, że jednoaktówki Czechowa stały się popisem umiejętności aktorskich Stuhra. Zresztą, co niejednokrotnie podkreślała Janda, jest to spektakl przygotowany na 40-lecie pracy artystycznej aktora, dlatego nie dziwi w ogóle, że w 32 omdleniach to właśnie on gra pierwsze skrzypce.

 

Justyna Kowalska: Dzięki temu, że pracuję w Teatrze Polonia, miałam szansę widzieć 32 omdlenia kilkanaście razy, ale dokładnie pamiętam ten pierwszy raz i pierwszy zachwyt. Ponieważ był to również pierwszy raz kiedy widziałam na scenie Jerzego Stuhra, to dokładnie tak jak u Ciebie, to przede wszystkim jego kreacje zapadły mi w pamięć.
32 omdlenia to sztuka wyjątkowa głównie dlatego, że każdy z trzech aktów opowiada zupełnie inną historię, dzięki czemu mamy szansę zobaczyć aktorów w trzech różnych rolach.

Fot. Robert Jaworski

IH: Moją ulubioną jednoaktówką są Oświadczyny. Prosta historia, zwykłe postaci, a całość – majstersztyk. Bawi do łez. Najbardziej lubię moment, w którym Stuhr robi śmieszne miny, a Janda za każdym razem zaczyna się wtedy gotować. Ten duet na scenie jest po prostu rozbrajająco uroczy. Ale nie sposób zapomnieć też o genialnym Ignacym Gogolewskim! Pamiętam, że za trzecim razem siedziałam w ostatnim rzędzie i – z racji, że rzadko zdarza mi się siedzieć w teatrze tak daleko – obawiałam się, że nic nie będę słyszeć. Tymczasem wszedł Gogolewski i rozwiały się wszystkie moje wątpliwości. To właśnie definicja prawdziwego aktorstwa – piękny donośny głos z nienaganną dykcją.

Fot. Robert Jaworski

JK: Przez długi czas Oświadczyny też były moją ulubioną częścią. Najbardziej mnie bawiły, dodatkowo ten moment, o którym wspomniałaś – bezbłędny! Andrzej Domalik wyreżyserował tę sztukę w taki sposób, że takie półprywatne puszczanie oka do widza jest jak najbardziej na miejscu. Zresztą nie oszukujmy się, publiczność uwielbia takie smaczki. Z czasem Oświadczyny zeszły na dalszy plan, a na pierwsze miejsce wskoczył Niedźwiedź. Zdecydowanie mroczniejszy w klimacie, zupełnie różny od Oświadczyn, ale nie mniej zabawny. 32 omdlenia to dowód na to, że wspaniały tekst i genialne aktorstwo nie potrzebuje rozbudowanej scenografii, multimedialnej oprawy i wszystkich innych sztuczek, by móc rozbawić nawet najbardziej niewzruszonego teatralnego widza.

 

IH: A wracając jeszcze na moment do pojawienia się w spektaklu tzw. półprywatnego tonu, to najlepszy jego wydźwięk ma miejsce w Historii zakulisowej, ostatniej i jednocześnie najkrótszej jednoaktówce. Monolog głoszony przez Stuhra, dotyczący aktorstwa i wysiłku, jaki aktor musi włożyć w proces budowania roli jest idealnym podsumowaniem teraz już prawie 50 lat jego pracy. Jeśli dodatkowo widz ma w pamięci przeciwności, jakim Stuhr musiał stawić czoła w ostatnich latach, jego słowa kończące sztukę nabierają szczególnej siły. Człowiek jest po prostu dumny i szczęśliwy, że mógł wziąć udział w tak ważnym wydarzeniu, że mógł być świadkiem i obserwatorem aktorskiego geniuszu.

Wspomniałaś o wspaniałym tekście i właśnie przy nim chciałabym się jeszcze na chwilę zatrzymać. Lubię Czechowa za wspomnianą już prostotę. Jego utwory na pozór nie są ani przełomowe, ani specjalnie odkrywcze. Ot, obserwacja świata i ludzi. Ale te czechowskie obserwacje są niezwykle wnikliwe, autor potrafi uwypuklić najbardziej charakterystyczne cechy bohaterów, zauważyć zachowania, na które przeciętny człowiek prawdopodobnie nie zwróciłby uwagi, a które nierzadko okazują się być kluczowe do stworzenia ciekawej historii. Cieszę się, że Domalik sięgnął po mniej znane utwory Czechowa, że nie wybrał Mewy ani Trzech sióstr, ale właśnie te trzy jednoaktówki.

Fot. Robert Jaworski

JK: Czechow to jeden z moich ulubionych pisarzy, a Trzy siostry – ukochany dramat. Cenię go właśnie za to, że w prostej formie, prostej historii, potrafił zawrzeć całą prawdę o człowieku. Dzięki idealnie skonstruowanym postaciom, jego dramaty można grać przy minimalnej scenografii. Bohater Czechowa to temat poruszany niejednokrotnie na studiach teatrologicznych, a sami aktorzy mający okazję grać w sztukach opartych o jego dramaty mówią, że praca nad tymi rolami jest wyjątkowa. I tak też jest w tych trzech jednoaktówkach. Choć nie mamy szalenie rozbudowanej fabuły, a cała historia trwa maksymalnie pół godziny, jesteśmy w stanie dowiedzieć się o bohaterach więcej, niż podczas trwających kilka godzin sztuk. W 32 omdleniach Domalik zdecydował się  właściwie zrezygnować ze scenografii (punktem łączącym wszystkie części są trzy czarne drewniane krzesła), a jedynym odnośnikiem do czasów, w których się znajdujemy są piękne kostiumy, dzięki czemu mamy szansę skupić się głównie na bohaterach, a co za tym idzie, doskonałym aktorstwie Krystyny Jandy, Jerzego Stuhra i grających w dublurze Ignacego Gogolewskiego i Jerzego Łapińskiego.

Za co najbardziej lubię 32 omdlenia? Poza miłością do Czechowa, tym, że sztuka rozśmiesza mnie do łez, poza doskonałą konstrukcją bohaterów i wspaniałym aktorstwem… Za teatralność. To jedno z najbardziej teatralnych przedstawień, jakie widziałam. To esencja takiej teatralności, która wiąże się ze wspomnianą prostotą, szlachetnością. To po prostu pięknia, teatralna uczta, którą trzeba przeżyć (i omdleć ze śmiechu).

 

Zdjęcie wyróżniające jest autorstwa Bartka Warzechy.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany