17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty – nasze oczekiwania

Adrian: T-Mobile Nowe Horyzonty to festiwal filmowy pełen nieoczywistych kontrastów. Masa ludzi, która przewija się w tym okresie przez wrocławskie kino, to połączenie wszystkich kultur, osobowości i charakterów. To właśnie oni tworzą słynną atmosferę tego niezwykłego wydarzenia.

W tym roku Stowarzyszenie Nowe Horyzonty wraz z Romanem Gutkiem i dyrektorem artystycznym przedsięwzięcia – Marcinem Pieńkowskim, postawiło na różnorodną odmianę buntu, młodego ducha zaklętego w kadrach filmowych ekspresji. Siedemnasta edycja będzie moją piątą, na której ponownie otworzę się na obcowanie z kinem artystycznym, powolnym – takim, które aktualizuje we mnie nie zawsze obecną wrażliwość na świat.

Czego więc oczekuję  od tegorocznej edycji? Poza niesamowitymi filmami i długimi godzinami spędzonymi w festiwalowym klubie – przede wszystkim –  ludzi. Kino Nowe Horyzonty to miejsce, w którym nawiązują się znajomości na całe życie.

Natalia: To będzie pierwszy Festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty, w którym będę miała okazję brać udział. Nie jest żadną tajemnicą, że dużo bardziej ciągnie mnie do polskich filmów, aktorów, reżyserów. Kiedy w zeszłym tygodniu przeglądałam filmy będące w programie Festiwalu, najbardziej ucieszyły mnie:  Dzikie róże w reżyserii Anny Jadowskiej, czy Serce miłości Łukasza Ronduda. Moim największym oczekiwaniem jest zupełnie nowe spojrzenie na kino artystów bezkompromisowych. Poszerzenie i zafascynowanie się horyzontami dotąd mi nieznanymi.

Stuprocentowo podpisuję się pod słowami Adriana. Przede wszystkim oczekuję poznania fantastycznych ludzi, którzy będę zarażać mnie swoją miłością do kina, i z którymi będę mogła nawiązać kontakty na bardzo długi czas. Po Festiwalu Filmowym w Gdyni wiem, jak ważny i przydatny jest zgrany zespół ludzi. I jakim cudownym uczuciem jest spotkanie i rozmowy z ludźmi, długo po zakończeniu festiwalu.

Kajetan: W moim odczuciu, festiwale filmowe różnią się od muzycznych znacznie większą intymnością – przynajmniej w moim przypadku. Podczas festiwalu filmowego mogę odpłynąć na kilka godzin każdego dnia w multum różnych światów – bardziej lub mniej fascynujących, odległych od codzienności. Liczę zatem, że Nowe Horyzonty pozwolą mi na to, żebym zatopił się w przynajmniej kilku doskonałych filmach. A jest z czego wybierać – chociażby A Ghost Story, Free Fire oraz Podwójny kochanek są na moim celowniku w tym roku.

Ponadto, dla mnie ważny jest również aspekt samego miasta, w którym odbywa się festiwal. Przyznaję, że Wrocław jest dla mnie miejscem owianym tajemnicą. Zazwyczaj moje podróże w głąb Polski nie zahaczały o ten region i chyba czas to zmienić. Wierzę zatem, że Nowe Horyzonty pozwolą mi również zakochać się w kolejnym mieście w Polsce.

Justyna: Choć od pięciu lat mieszkam we Wrocławiu, nigdy jeszcze nie brałam udziału we wszystkich festiwalowych wydarzeniach. Kilka razy miałam okazję oglądać filmy w na wrocławskim Rynku, a także wybrać się na projekcje, na które można było jeszcze kupić bilety. Ze smutkiem muszę przyznać, że nie były to najciekawsze pozycje… Jednak wiadomo, że pośród niemal dwustu (sic!) rokrocznie prezentowanych filmów, czasami może zdarzyć się mniej interesujące dzieło.

Ciężko zdecydować, na który obraz czekam najbardziej. Gdybym musiała wybrać jeden, byłby to nowy film Françoisa Ozona- Podwójny kochanek. Nie jest to może wybór zbyt oryginalny, zważywszy na to, że dzieło było nominowane do Złotej Palmy w Cannes. Jednakże wrażliwość reżysera takich obrazów jak U niej w domu, Młoda i piękna, Czas, który pozostał, czy też fenomenalnych 8 Kobiet, jest mi bardzo bliska, a jego filmowe obrazy już od dawna mają w mojej pamięci szczególne miejsce.

Z ogromną ekscytacją czekam również na wszystkie pokazy w ramach  filmów o sztuce, gdzie między innymi będzie można po raz pierwszy w Polsce obejrzeć oryginalną wersję dzieła Twój Vincent.  Warto nadmienić, że forma tego filmu będzie niebanalna, bowiem zrealizowana techniką animacji malarskiej.  Taki sposób przedstawienia obrazów malarza na dużym ekranie może przyprawić o ciarki niejednego konesera sztuki.

Justyna Barańska

Jest miłośniczką dobrej sztuki. W teatrze zawsze siada w drugim rzędzie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany