Bułhakow i Czechow współcześnie w Teatrze Powszechnym

Teatr Powszechny, oprócz autorskich i współczesnych sztuk, często sięga także do klasyki literatury. Na nowo interpretuje i wystawia dzieła z kanonu, zarówno tego polskiego, jak i zagranicznego. Tak jest też w przypadku tych dwóch spektakli – Mewy (na podstawie sztuki Antona Czechowa) oraz Każdy dostanie to, w co wierzy (na motywach Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa).

Wiktor: Zarówno Mewa, jak i Każdy dostanie to, w co wierzy powstały w oparciu o dzieła rosyjskich pisarzy. Obie sztuki silnie nawiązują i czerpią z tekstów kolejno Czechowa i Bułhakowa, jednak każda robi to na inny sposób. Może zacznijmy od Każdy dostanie to, w co wierzy
Już na wstępie trzeba zaznaczyć, że spektakl w reżyserii Wiktora Rubina nie jest adaptacją książki Michaiła Bułhakowa. Co prawda w znacznej mierze czerpie i fabularnie nawiązuje do Mistrza i Małgorzaty, to jednak sama powieść jest jedynie pretekstem, punktem wyjściowym dla sztuki. Akcja ma miejsce 70 lat po wydarzeniach z książki i przenosi się z Moskwy do Warszawy. Szatańska świta Wolanda przygląda się współczesnym mieszkańcom stolicy, ich postawom, problemom i zmartwieniom. W tym celu najpierw wychodzi na ulice miasta, obserwuje i filmuje codzienność Polaków, by później spotkać się z nimi osobiście, przy okrągłym stole…

Źródło: Powszechny.com

Julia: I nie jest to bynajmniej metafora. Widzowie zostają usadzeni wokół wielkiego okrągłego stołu, zastępującego tradycyjną scenę, tak, że aktorów, będących na wyciągnięcie ręki, widzą właściwie od dołu. Już samo to rozwiązanie zdaje się być dość nietypowe, ale to nie jedyne zaskoczenie, jakie czeka nas podczas spektaklu. Sztuka w zasadzie koncentruje się na ścisłej i nieprzerwanej interakcji z publicznością. Aktorzy prowadzą dialog z widzami, zadają pytania, wywołują do wypowiedzi czy nawet wejścia na scenę. Dodatkowo podczas spektaklu przeprowadzane są ankiety, których wyniki wyświetlane są na ekranach. Ekranach, które w przerwach między pytaniami również nie wiszą bezużytecznie, bo co jakiś czas wyświetlane są na nich krótkie filmy, nakręcone jakby amatorsko, przez przypadkowego przechodnia na ulicy. Dużo się dzieje, sztuka nie pozwala nam na chwilę nudy, wciąż na nowo zmieniając formę.

Wiktor: To prawda, spektakl jest niezwykle żywy i intensywny. W pewnym momencie zaciera się granica pomiędzy aktorem i widzem, który nie tylko ma znaczący wpływ na rozwój wydarzeń, ale jest jego nieodłączną częścią. Nikt, włącznie z aktorami, nie wie, co się wydarzy oraz w jakim kierunku potoczy się akcja, bo to od publiczności, ich odpowiedzi i reakcji, zależy rozwój wydarzeń. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom, a zwłaszcza układowi sceny, mamy wrażenie, jakbyśmy wcale nie znajdowali się w teatrze; na dwie godziny po prostu siadamy przy stole, gdzie razem z innymi ludźmi dyskutujemy, śmiejemy się i analizujemy to, co dzieje się wokół nas… Jednakże spektakl nie sprowadza się wyłącznie do improwizacji i zaangażowania widzów, to przede wszystkim świetnie zagrana (Mateusz Łasowski i Julia Wyszyńska doskonale wiedzą, jak skupić na sobie uwagę) i dobrze wyreżyserowana sztuka. Intrygująca, pełna celnych spostrzeżeń i ciekawych odniesień oraz poruszająca współczesne, bliskie nam tematy.

Julia: Każdy dostanie to, w co wierzy to nie tylko nowatorstwo i próba wprowadzenia nowej konwencji na deski teatru, ale też dociekliwa analiza naszego społeczeństwa. Z jednej strony zabawna, z drugiej zaś zatrważająca i skłaniająca do przemyśleń. W nieco ponad dwie godziny doświadczymy całej śmieszności i absurdu świata, jaki ukazał Bułhakow w Mistrzu i Małgorzacie. Teatr Powszechny zrezygnował z przedstawienia zdarzeń z powieści, zachował jednak jej niepowtarzalny klimat i stworzył świetną okazję dla wielbicieli (i nie tylko) tego nieśmiertelnego dzieła do przeżycia tych samych emocji jeszcze raz. Równie silnych wrażeń, jak te które towarzyszyły nam podczas spektaklu Każdy dostanie to, w co wierzy, doświadczamy podczas adaptacji Mewy Antona Czechowa…

Wiktor: Mewa w reżyserii Wojciecha Farugi to trzymająca się oryginału, choć bardzo uwspółcześniona, adaptacja dramatu Antona Czechowa. Opowiada historię grupy artystów, która wraz ze swoimi zmartwieniami i dylematami, wyjeżdża na prowincję. Spotykamy więc wybitną aktorkę o silnym pragnieniu sławy (w tej roli świetna Maria Robaszkiewicz), jej uzdolnionego literacko kochanka, niespełnioną życiowo i artystycznie siostrę (wspaniała Aleksandra Bożek!) oraz syna, który za wszelką cenę chce pozostać niezależnym artystą. A także młodą, marzącą o karierze aktorki, Ninę, ubogiego wiejskiego nauczyciela, ekscentrycznego lekarza oraz potrzebującą ciągłej uwagi i zainteresowania Maszę. Każda z postaci mierzy się z własnymi dylematami i problemami, przeżywa konflikt z samym sobą oraz swoimi pragnieniami. Obserwujemy ich zmagania, próby odpowiedzenia na stawiane samemu sobie pytania, jednocześnie przyglądając się konfrontacji ich marzeń i aspiracji z bolesną rzeczywistością. To właśnie ich frustracje, niespełnione pragnienia oraz miłości wychodzą tu na pierwszy plan…

Źródło: Powszechny.com

Julia: Wychodzą albo i nie, bo mimo, że wyraźnie zarysowane, nic tu nie jest oczywiste, czego zresztą można było się spodziewać po takim klasyku. Powszechny znów bawi się z widzem, trochę go gubi, ale i niezwykle intryguje.. Postaci stają się wielowymiarowe, głębokie, enigmatyczne. W grę wchodzi nie tyle uwspółcześnienie Mewy, co jej uaktualnienie i upowszechnienie. Demony, z którymi mierzą się bohaterowie nagle stają się nam bliskie i już nie dręczą tylko fikcyjnych postaci osiadłych gdzieś w odległej wsi. Ukazane rozpacz, miłość i płonna nadzieja boleśnie przypominają życie każdego z nas. Emocje mieszają się ze sobą, są odczuwane przez wszystkich naraz, wybuchają, aż w końcu prowadzą do nieuniknionej tragedii.

Wiktor: Kameralność sceny i bliski kontakt z aktorem, wywołuje w nas wrażenie uczestniczenia w spektaklu. Startując z pozycji widza, z biegiem akcji przekonujemy się, że poniekąd staliśmy się także częścią całego przedstawienia. Zaczynamy zastanawiać się nad własnym życiem, nad tym, czy wygląda ono, tak jak byśmy chcieli. Czy przypadkiem, tak samo jak niektórzy bohaterowie, nie zapomnieliśmy w pewnym momencie o własnych marzeniach, oddając się chęci przypodobania i podporządkowania się otoczeniu…
To pełna emocji, ociekająca wręcz tęsknotą i utraconymi marzeniami sztuka, w której niejednokrotnie możemy odnaleźć siebie. Niezwykle uniwersalna oraz ciągle aktualna, obnażająca kondycję współczesnego świata. Mewa uwidacznia obłudę i hipokryzję, jednocześnie wskazując na porzucenie ideałów na rzecz wygody i konformizmu, a tym samym ukazując bolesną prawdę o współczesności, w której ważniejsze od przekonań i ideałów stały się korzyści materialne oraz bycie zauważonym.

Julia: Jeszcze długo po zakończeniu spektakl pozostawia w widzu pełno wątpliwości i rodzi niewygodne pytania o siebie, swoją tożsamość i słuszność dokonywanych wyborów. Tak jak i przywoływana wcześniej sztuka Każdy dostanie to, w co wierzy, wywołuje w nas dyskomfort i niepokój, ale też fascynację. Obie realizacje niosą ze sobą katharsis i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Choć tak od siebie odmienne, w tym samym stopniu angażują widza i zmieniają go w bohatera wydarzeń tak, że nie może pozostać wobec nich obojętnym. Jego uwaga całkowicie skupia się na widowisku, do którego powraca myślami długo po wyjściu z teatru.

Wiktor Bury

Umysł ścisły o kompletnie nieścisłych zainteresowaniach. Z biblioteki i księgarni odciągnąć go równie trudno, co z sali kinowej lub galerii sztuki. Nie śpi, bo czyta.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany