Trzy razy lato: ciepłe wieczory, kino plenerowe i Heartless Bastards

Lato ma dla mnie różne odcienie i barwy. Z jednej strony żar lejący się z nieba skutecznie wyzuwa mnie z wszelkiej energii, sprawiając, że wyglądam mnie więcej tak, jak rodzinka Simpsonów:

Źródło: Giphy.com

Z drugiej jednak strony uwielbiam klimat ciepłych, pachnących rozmaitością roślin i wypełnionych cykaniem świerszczy letnich wieczorów i nocy.

Wakacje to dla mnie czas, kiedy mogę sobie pozwolić na maratony serialowe. Uwielbiam ten moment, kiedy historia wciągnie tak, że ogląda się odcinek za odcinkiem i niepostrzeżenie mijają kolejne sezony. W ten sposób obejrzałam Pogodę na miłość, Jak poznałem waszą matkę czy Teorię wielkiego podrywu. Teraz planuję nadrobić House of Cards, czyli historię o Franku Underwoodzie, sprytnym i bezwzględnym polityku. Jednak sezon letni to przede wszystkim uwielbiane przeze mnie kino plenerowe. Oglądanie filmów pod chmurką na leżakach i kocach to strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o spędzanie czasu w letni wieczór. W Łodzi, w której mieszkam, po raz kolejny organizowana jest Polówka. W różnych miejscach w mieście m.in. w EC1, parkach Julianowskim i Podolskim, na dachu Sukcesji czy Centralnym Muzeum Włókiennictwa codziennie odbywają się pokazy podzielone na bloki tematyczne np.: Girls Power czy Dobre Polskie Kino. Można wtedy obejrzeć i przypomnieć sobie zarówno głośne pozycje, jak i odkryć perełki nieznanych dotąd twórców. Tak prezentuje się to w stolicy województwa łódzkiego, ale z pewnością w większości miast organizowane są tego typu projekcje.

Ta pora roku kojarzy mi się przede wszystkim z letnimi festiwalami muzycznymi. To najlepsze uczucie na świecie, gdy podekscytowana i już niemogąca się doczekać nadchodzących wrażeń wreszcie przekraczam bramki i wychodzę na wielką przestrzeń miasteczka festiwalowego. Słońce, trawa, chłodne piwo, towarzystwo przyjaciół i najlepsza muzyka – czego chcieć więcej? Dla mnie tak brzmi przepis na idealny odpoczynek po miesiącach solidnej pracy i mnóstwa obowiązków. Zawsze dzieje się tak, że moją letnią playlistę wypełniają właśnie utwory artystów, którzy występują na festiwalach, na których jestem. Po zeszłorocznym Open’erze całe lato upłynęło mi pod znakiem Red Hot Chili Peppers i Tame Impala. I choć w ciągu roku zazwyczaj słucham radia (Trójki, Muzo.fm czy Antyradia) albo konkretnych płyt, tak latem pozwalam sobie na buszowanie w Internecie w poszukiwaniu nowych, ciekawych brzmień. Błogosławieństwem okazało się dla mnie autoodtwarzanie na YouTubie, dzięki któremu poznałam zespół Heartless Bastards. Ich kawałek Only For You momentalnie przyprawia mnie o dobry nastrój. Łagodne dźwięki gitary, elektryzujący głos Eriki Wennerstrom i piękny tekst o miłości znakomicie zdają tu egzamin.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany