SPA, czyli…?

Premiera odbyła się w tym roku, dwudziestego stycznia w Warszawie. Perypetie dwóch małżeństw, których małżonkowie, poznawszy przypadkiem swe wzajemne tajemnice, muszą zacząć sobie pomagać. Jednak czy spektakl, który rozgrywa się w podhalańskim hotelu, u stóp Giewontu, nie powinien zostać ochrzczony właśnie w Zakopanem? Powinien. I zostało to uczynione po mistrzowsku.

Fot. dutka.com.pl

Siedemnastego czerwca Teatr Kamienica zapukał w progi Hotelu Belvedere, w istocie w Zakopanem i z widokiem na Giewont, aby wystawić SPA czyli Salon Ponętnych Alternatyw (scenariusz i reżyseria Emilian Kamiński). Zaprosiwszy widzów do budynku Teatru Witkacego, pokazano równocześnie inny i dobrze znany nam świat. Ta komedia w sposób nadzwyczaj lekki i przyjemny łączyła w sobie stereotypy, humor sytuacyjny i rozbrajające kwestie. W bardzo przystępny sposób dokonano zarówno przeglądu typowych przedstawicieli pewnych sfer, jak i podniesionych już do rangi mitów zdarzeń i przypadłości góralskich hoteli, górali i ceprów, którzy zostają wrzuceni w ten wir tatrzańskich szaleństw.

Zacznę od tego, co zobaczyłam jako pierwsze, a więc od scenografii i kostiumów, będących dziełem Andrzeja Lewczuka. Scenografia, bardzo symetrycznie rozplanowana na scenie, świetnie odtwarzała atmosferę hotelu w górach, poprzez choćby góralskie ławy, surowe drewno na ścianach czy wiszące nań elementy oprzyrządowania konia. Spektakl zaczął się od niezmiernie głośnego ryczenia baranów i innych odgłosów owczych. Widownia poruszyła się i w jednej chwili, w pełnym skupieniu, przypomniane nam zostało, że oto teraz, z bezpiecznych dolin przenosimy się niemal na hale – tutaj klimat jest surowy, dzikość natury nieprzewidywalna i zajścia także mogą być niespodzianką. A właśnie – dla bohaterów spektaklu – wyjazd do Zakopanego był serią ziszczających się sytuacji nierealnych.

Fot. Rafał Latoszek

Kostiumy idealnie oddawały charakter tego, kto je nosił. Gdy na scenę wtargnął Kierownik Hotelu (w tej roli Piotr Ligienza, który wykreował zabawną postać, przeplatającą śmieszność z patosem) od razu można było domyślić się pewnych jego cech, podobnie jak po poczciwym, ale lekko zgubionym Piekarzu (niesamowita kreacja Arkadiusza Janiczka, moim zdaniem najzabawniejszy twór całego spektaklu), czy pewnym siebie Prezesie z tajemnicami (Jacek Rozenek). Bohaterowie byli wykreowani niezwykle wyraziście, na zasadzie kontrastów, stąd odnosiło się wrażenie ciągłego ruchu na scenie, napięcia i rozbrajających niespodzianek. W pamięć najbardziej zapadła mi kreacja Żony Prezesa (Paulina Holtz), choć nie można nie wspomnieć o postaci jego Kochanki (Agata Załęcka) oraz Żony Piekarza (Anna Powierza), które, wprowadzając nieraz lekko przejaskrawione elementy, dawały wrażenie idealnej pełności.

Spektakl gnał wartko przed siebie, a każde kolejne perypetie zdawały się rozśmieszać bardziej i bardziej. Zabawny nastrój miał miejsce od samego początku, stopniowo narastał, już niemal osiągnął swe apogeum i… nastąpiła przerwa.

Fot. dutka.com.pl

Nie ukrywam, że niezwykłym element spektaklu, na który przeznaczę oddzielny akapit, był wcielający się w rolę Górala, mówiącego w 110% cudownie gwarą, Emilian Kamiński we własnej osobie. Stworzona przez niego postać wybitnie oddawała popularne zachowania czy przywary rdzennych mieszkańców Zakopanego, ale poza dawką humoru jak i trafnych refleksji wypowiedzianych góralszczyzną, co jakiś czas wtrącał pewne prawdy i nawiązania do Filozofii Po Góralsku księdza prof. Józefa Tischnera. Ten pokłon w stronę wielkiego filozofa, dodał głębi lekkiej i zabawnej treści.

Choć ten rodzaj komedii nie należy do moich ulubionych, swoisty powab tego spektaklu jest zdecydowanie wyczuwalny. Przezabawne dialogi, humor sytuacyjny, brawurowe wykonanie i ten przeplatany cienką nitką wątek refleksji sprawiają, że SPA… to coś, na co warto się wybrać, nawet, jeśli się za zakopiańskimi klimatami nie przepada.

Natalia Stanusch

Studentka John Cabot University w Rzymie. Jej wieczny uśmiech to znak rozpoznawczy. Każda pora roku jest dla niej ulubioną. Uważa, że nuda to choroba, dlatego zawsze ma w głowie dziesiątki pomysłów. Kocha ludzi, rozmowy, tańczenie i śpiewanie. Wynajdywanie sobie nowych, nie raz niesztampowych wyzwań to jej hobby. Najpiękniejsze zwierzęta świata to dla niej mopsy. Bez muzyki nie potrafi żyć, tak jak bez muzeów, malarstwa, wycieczek w góry i teatru, po obu stronach sceny. Lubi czytać, chodzić na długie spacery, oglądać filmy, głośno się śmiać, pisać, podróżować, także palcem po mapie. Nie znosi szarości.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany