„Her”, czyli opowieść o nietypowym rodzaju miłości

Relacje kształtują się w różny sposób. Ich wielowymiarowość nierzadko determinują zaistaniałe okoliczności, status społeczny lub też cielesność. W dobie wszechogarniającej techniki, która de facto nie wymaga bezpośredniego kontaktu z człowiekiem, zdarza się czasem znaleźć trwałe uczucie. Co w momencie, jeśli obiektem pożądania staje się system operacyjny o imieniu Samantha?

Theodor Twombly (Joaquin Phoenix) to mężczyzna z przeszłością. Na codzień zajmuje się pisaniem romantycznych listów dla jednej z miejscowych korporacji. W pewnym momencie decyduje się na kupno systemu (Scarlett Johansson), które będzie spełniać jego potrzeby. Z samotności? Może. Inteligentne wymiany zdań bohaterów prowadzą do czegoś więcej, co jednoznacznie nie kończy się na odpisywaniu na e-maile, płaceniu zaległych rachunków i pobudce o wyznaczonej godzinie. Theodor i Samantha poznają się powoli. Bardziej osobiste pytanie do drugiego, było jak nieśmiały pocałunek w rzeczywistości – zakazany przez konsensus, ale jakże prawdziwy. Ich bliskość, wprawdzie fizycznie niemożliwa, ma swój byt w sferze duchowej. Czy nie wspominamy albo poszukujemy dotyku drugiej osoby, bezgranicznego zaufania, stymulujących podświadomość konwersacji? Ludzie płacą niezliczone ilości pieniędzy psychologom, aby ci ich wysłuchali. Spersonalizowany system operacyjny może stać się ich zamiennikiem, czego dowodem są filmy takie jak ten. Sam Theodor powiedział: Ona nie jest tylko komputerem. Akcja, choć dzieje się w odległej przyszłości, jest nam szczególnie bliska. To właśnie szybko przemieszczający się przechodnie ze słuchawkami w uszach, czy modernistyczne wieżowce sięgające chmur zbliżają widza do ukazanych realiów. Wszyscy to dobrze znamy.

Kocham filmy i książki przekazujące wartości oraz przypominające istotę egzystencji. Jako osoba zainteresowana psychologią, obserwowałam mowę ciała głównego bohatera, jego mimikę. Spojrzenia rzucane ukradkiem przez aktorów, postawa, ton głosu czy nawet odwracanie wzorku to znaki, które omijamy. A to one przekazują stan emocjonalny drugiej osoby. W tymże filmie są one wzbogacone o nietypowe kadry oraz stonowaną paletę kolorów. Dwa słowa – estetyczne katharsis.

Film ten w reżyserii Spike’a Jonze’a stawia znak równości między światem realnym a wirtualnym. Granica tych dwóch stref jest niejasna, niewyraźna. Nie bez powodu zdobył Oscara w 2014 roku za najlepszy scenariusz i wiele innych znaczących nominacji.

Po obejrzeniu Her utwór Song on the beach autorstwa Arcade Fire towarzyszył mi nieustannie (nawet na niedawnym Open’erze, gdzie dominuje muzyka rozrywkowa). Wieczorem, kiedy inni dawno już śnią, ja trzymam w ręku aromatyczną herbatę, rozkoszując się zarówno jej smakiem, jak i widokiem miejsca, w którym aktualnie się znajduję. I nasłuchuję – kompozycji dźwięków nocnego życia. Można powiedzieć, że zwyczajnie zwalniam, dając sobie czas. W takich momentach jestem wdzięczna za pozornie nieistotne rzeczy jak oddech czy słuch, a życie staje się odrobinę prostsze. Osobiście sięgnęłam po tę produkcję z wielu powodów – aktorzy, nietuzinkowa scenografia, natomiast nic nie porusza mnie jak poniższy melancholijny utwór, idealnie współgrający z emocjonalnymi scenami z filmu. Posłuchaj a może doświadczysz czegoś równie urzekającego.

Małgorzata Światlak

Zafascynowany muzyką diabeł, który lubi dobrą kawę i wciągającą książkę o psychologii. Aspirująca poliglotka. Freak.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany