Społeczeństwo zamknięte w jednej rodzinie, czyli o „Upadaniu” w Teatrze Powszechnym

Teatr Powszechny przyzwyczaił nas do odważnych i silnie osadzonych współcześnie sztuk. Poruszający oraz komentujący aktualne i bliskie nam problemy, niejednokrotnie wzbudzał kontrowersje. Niezależnie jednak od przekonań, nie ulega wątpliwości, że każdy z jego spektakli jest ważnym i potrzebnym głosem w powszechnej dyskusji. Taka miała być też jego najnowsza premiera – Upadanie w reżyserii Árpáda Schillinga. Czy to się jednak udało?

Árpád Schilling koncentruje swoją sztukę wokół rodziny oraz wzajemnych relacji jej członków. Rodziny, w której każdy zmaga się ze swoimi dylematami i wątpliwościami, gdzie każdy ma swoje przekonania i swój system wartości. To przeróżne osobowości, między którymi wrze, i nawet pomimo szczerej miłości, jaką się darzą, nie cofną się przed jawną krytyką innych. Rodzina w Upadaniu to nie tylko kilka powiązanych ze sobą osób – to całe społeczeństwo. Społeczeństwo, które tyle samo łączy, ile dzieli. Zróżnicowane, pełne zarówno poczucia wspólnoty oraz jedności, jak i podziałów czy wrogości. Zestawiając ze sobą odmienne typy osobowości, reżyser ukazuje pełen przekrój dzisiejszego społeczeństwa w Polsce. Dosadnie, choć nie bez samokrytyki, prezentuje poglądy i postawy Polaków w odniesieniu do aktualnych problemów i tematów spornych w naszym kraju. Mowa jest więc o ubóstwie, homofobii, aborcji oraz wielu innych zagadnieniach, które bezpośrednio dotykają nasze społeczeństwo. Przy pomocy krótkich scen i częściowo improwizowanych dialogów, reżyser ukazuje dyskusje, jakie obecnie toczą się nie tylko w przestrzeni publicznej, w programach telewizyjnych i na mównicy sejmowej, ale przede wszystkim w domowym zaciszu. I choć Powszechny nie jest bezstronny ani bezkrytyczny, nigdy nie obraża i nie rani.

Spektakl Árpáda Schillinga w znacznej mierze skupiony jest na dialogu. Obserwujemy krótkie sceny, podczas których najczęściej dwójka bohaterów wchodzi ze sobą w polemikę; bardzo rzadko mamy do czynienia ze scenami grupowymi. W różnych konfiguracjach postacie kłócą się, próbują wpłynąć na czyjeś postępowanie lub okazują sobie uczucia. To właśnie w tych urywanych sytuacjach najwięcej się o nich dowiadujemy. Poznajemy ich wrażliwość, stosunek do innych czy spostrzeżenia na temat współczesnego świata. Reżyser wraz ze scenarzystą stworzył dogłębnie nakreślone postacie o wyrazistych charakterach, a dzięki świetnej grze aktorów (m.in. przyciągającemu wzrok Arkadiuszowi Brykalskiemu i niezwykłej Ewie Skibińskiej) jesteśmy świadkami fascynującego spotkania osobowości aktorskich.

Największym mankamentem Upadania jest jego forma. Spektakl oparty na improwizacji, pozwalający na swobodę aktorską, często wpada w pretensjonalność. Choć wiele scen robi wrażenie i zapada w pamięć, to niektóre ocierają się wręcz o groteskę czy karykaturalność. Może i sam komizm oraz komediowość całej sztuki nie przeszkadza, jednak już humor, w przeważającej części oparty na tanich wulgaryzmach, pozostawia wiele do życzenia. Poszczególne fragmenty tracą przez to na autentyczności, a cała sztuka na wymowie. Mimo że na początku mimowolnie się uśmiechamy i nawet dobrze się bawimy, to już pod koniec, słysząc któryś raz z kolei wiązankę tradycyjnych polskich przekleństw, mamy zwyczajnie dość. Prawdopodobnie jest to osobista kwestia widza i jego wyczulenia na tego typu poczucie humoru, jednak w moim odczuciu Upadanie w niektórych momentach bardziej wywołuje znużenie niż zmusza do refleksji.

Najnowsza premiera Teatru Powszechnego to kolejny silnie osadzony współcześnie spektakl. Może nie tak kontrowersyjny ani mocny w przekazie, jednak ciągle bardzo aktualny. Upadanie obnaża obłudę naszych czasów, jednocześnie ukazując różne postawy ludzkie w odniesieniu do współczesnych realiów. Intryguje w nim prostota, oszczędność w inscenizacji oraz niezwykła gra aktorska. Rozczarowuje jednak jej wydźwięk oraz ton, w jaki w pewnym momencie wpada. Humor, który miał być urozmaiceniem i dawać poczucie bliskości z widzem, nie sprawdza się. Powoduje za to, że sztuka, zamiast pobudzać do refleksji, staje się groteskowa… A szkoda, bo Upadanie miało szansę być ważnym głosem w dyskusji o ważnych sprawach.

Wiktor Bury

Umysł ścisły o kompletnie nieścisłych zainteresowaniach. Z biblioteki i księgarni odciągnąć go równie trudno, co z sali kinowej lub galerii sztuki. Nie śpi, bo czyta.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany