Gwiazdy polskiego rocka: Artur Rojek

Karolina Kozłowska: Na hasło Polskie gwiazdy rocka jedną z pierwszych osób, które przychodzą mi na myśl, jest Artur Rojek. Najbardziej znany jako założyciel, gitarzysta i wokalista zespołu Myslovitz, który złotymi zgłoskami zapisał się na kartach historii polskiej muzyki, ale również artysta solowy oraz pomysłodawca i dyrektor artystyczny Off Festivalu. Postać odrobinę wycofana, tajemnicza, w pewnych aspektach może nawet nieodgadniona, ale posiadająca ogromną siłę przebicia, talent i wiedzę na temat muzyki. Autor utworów, które śpiewała cała Polska, by wspomnieć chociażby Długość dźwięku samotności, Chłopców czy Dla Ciebie. Ja pierwszy raz zetknęłam się z twórczością kapeli z Mysłowic, gdy miałam 10 lat, a mój gust muzyczny dopiero się kształtował. Moja nastoletnia siostra otrzymała wtedy od swojego chłopaka płytę Miłość w czasach popkultury. Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy krążek, szczególnie dla mnie ze względu na wartość sentymentalną, w dorobku formacji. Pamiętam, że przez kilka dni praktycznie bez przerwy kręcił się w odtwarzaczu. Chłonęłam dźwięki i powoli zakochiwałam się w melodiach. A jakie są Twoje pierwsze wspomnienia związane z Rojkiem?

Natalia Rieske: Artur Rojek to muzyk, który – odnoszę wrażenie – jest ze mną od samego początku mojej muzycznej drogi. Pamiętam te momenty z dzieciństwa, w których na balkonie śpiewałam piosenkę jego zespołu: I nawet kiedy będę sam, nie zmienię się, to nie mój świat. Przede mną drogą, którą znam, którą ja wybrałem sam… To nie będą zbyt duże słowa, jeśli napiszę, że Artur Rojek, to wokalista, który ukształtował mój gust muzyczny. Jego muzyka jest tak naprawdę w każdym momencie mojego życia – chociaż nie ukrywam, że najlepiej słucha mi się wokalu Rojka zwłaszcza w te gorsze dni. Jestem osobą, która szczególną uwagę zwraca na teksty utworów. Na całe szczęście mamy do czynienia z muzykiem, który sam je tworzy. Jego teksty są dla mnie niesamowicie szczere i prawdziwe, bardzo często utożsamiam się z nimi. W każdy z nich znajdę coś co jest w stanie dać mi siłę. Masz może jakiś ulubiony tekst Rojka?

KK: Ja również zawsze mocno skupiam się na warstwie lirycznej utworów, a trzeba przyznać, że Artur Rojek jest prawdziwym mistrzem dobierania słów. Tworzy piękne liryki i rzeczywiście każdy z nas może odnaleźć w tych tekstach cząstkę siebie. Wskazanie tego jednego ulubionego jest karkołomnym zadaniem, ponieważ każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy. Myślę, że godnym zaznaczenia jest fakt, jak Rojek pisze o miłości. Poruszająco, bez banałów, oddając potęgę i siłę uczucia oraz to, w jak destrukcyjny niekiedy sposób może działać na człowieka. Doskonale oddaje to kawałek Dla Ciebie:

To wszystko czego chcę
To wszystko czego mi brak
To wszystko czego ja nigdy nie będę miał
Otwórz oczy zobacz sam
Przed nami mgła

Znamienny wydaje się też fragment Mieć czy być:

Upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem.

Warto również przypomnieć znakomitą warstwę tekstową do chyba najbardziej znanego przeboju zespołu: Długości dźwięku samotności.

Noc, a nocą, gdy nie śpię
Wychodzę, choć nie chce spojrzeć na
Chemiczny świat, pachnący szarością
Z papieru miłością, gdzie ty i ja
I jeszcze ktoś, nie wiem kto
Chciałby tak przez kilka lat
Zbyt zachłannie i trochę przesadnie
Pobyć chwilę sam, chyba go znam

Chociaż moim faworytem jest tekst piosenki W deszczu maleńkich żółtych kwiatów, powstały z inspiracji genialną książką Sto lat samotności Gabriela Garcii Marqueza.

Pójdziemy ze sobą powoli obok, do końca wszystkiego, żeby zacząć na nowo. Bez słowa i snu, w zachwycie nocą, a bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością. Twoje łzy miażdżą mi serce i opadam, i wzbijam się, i ciągle chcę więcej. Po drugiej stronie, na pustej drodze tańczy mój czas, w strugach deszczu dni toną, dotykam stopą dna. Po drugiej stronie, na pustej drodze… Czy to Ty? Ktoś głaszcze mnie po włosach nie mówiąc prawie nic…

A jak jest w Twoim przypadku?


NR: W moim przypadku W deszczu maleńkich żółtych kwiatów także znalazłoby się w gronie ulubieńców. Ta piosenka to połączenie dwóch przepięknych, nostalgicznych głosów, dwóch zupełnie różnych charakterów. Razem z Marią Peszek – Artur Rojek stworzył dzieło niebywale piękne. Za każdym razem, kiedy ponownie włączam ten utwór towarzyszy mi dziwne uczucie, tak jakbym po raz pierwszy go słyszała. Bardzo rzadko towarzyszą mi takie emocje, ale wtedy zawsze wiem, że to utwór, który będzie wracał do mnie z natężoną siłą, za każdym razem, kiedy będę go potrzebowała.
Do moich faworytów zaliczam także dwa utwory. Jednym z nich jest Polowanie na wielbłąda.

To chyba jeden z najpiękniejszych utworów, jakie znam, jeden z tych, które za każdym wywołują łzy. Włączając go, już nawet się nie oszukuję, że nie będę płakać. To dziwne, ale smutek Artura Rojka  oraz jego tekstów zawsze powoduje u mnie poczucie radości i bezpieczeństwa.

Ucieka tam, gdzie nikt nie pyta
O to skąd jesteś, jak się nazywasz
Gdzie każdy z nas może poczuć się taki sam

A kolejny utwór to Spacer w bokserskich rękawicach, który niesamowicie kojarzy mi się z okresem maturalnym i wszystkich moich wyborów dotyczących studiowania.

To twój czas
I nie uwierzysz jak
Ważny jest dla
Dla niego i mnie
To nie przypadek wiem
Że jesteś tutaj więc
Nie zmarnuj nic
Z tego co masz

Dostąpiłaś kiedyś tego niesamowitego doświadczenia i byłaś na koncercie Myslovitz lub solowym Rojka?

KK: Byłam na koncercie Myslovitz, ale już bez Artura Rojka, a z Michałem Kowalonkiem. Żałuję bardzo, że wcześniej nie miałam możliwości być na występie na żywo, gdy w zespole był jeszcze Artur. Jest to chyba jeden z moich największych koncertowych niedosytów. Chociaż sposobność usłyszenia na żywo wszystkich moich ukochanych kawałków z Peggy Brown na czele, było wyjątkowym wydarzeniem, a Michała darzę dużą sympatią, jednak to już nie było to samo. Odejście Artura z Myslovitz było dla mnie ogromnym szokiem. Zabrał ze sobą ten unikatowy rodzaj wrażliwości, delikatności, melancholii, a nawet magii, którymi naznaczał każdy utwór. Na całe szczęście te wartości nie przepadły, a Rojek włożył je wszystkie w swoją pierwszą płytę Składam się z ciągłych powtórzeń. Słowo debiut brzmi dziwnie w odniesieniu do artysty z tak długim stażem na scenie, który właśnie zaprocentował i krążek ten był strzałem w dziesiątkę. Miałam przyjemność być na koncercie, odbywającym się w ramach trasy promującej ten album i chociaż Artur miał wtedy złamaną rękę i nie mógł grać na gitarze, przez co wszystkie utwory zostały przearanżowane, to jednak oczarował mnie swoją charyzmą. Z reguły cichy i wycofany – wtedy tryskał energią, tańczył i było ewidentnie widać, że jest w swoim żywiole.

NR: Mnie niestety nie udało się nigdy dotrzeć na jego koncert, mimo ogromnych chęci. 2 lata temu byłam jedynie na spotkaniu z Rojkiem – Kodem Mistrzów w Krakowie, gdzie wokalista opowiadał o sobie, o swoich początkach muzycznych, właśnie o muzyce, która ukształtowała jego gust muzyczny. Wydawał się wtedy taki zamknięty w sobie, bardzo spokojny, często żartował rozbudowując atmosferę. Po tamtym spotkaniu pokochałam go jeszcze mocniej.

Składam się z ciągłych powtórzeń – pierwsza po rozstaniu z Myslovitz solowa płyta Artura Rojka. Pewnie jak w większości przypadków, pierwszą usłyszaną przeze mnie piosenką z tego albumu była Beksa. Utwór, który zachwycił mnie od pierwszego przesłuchania, od przejmującego głosu, przez teledysk i po rewelacyjny tekst. Z ogromną niecierpliwością czekałam aż w końcu przesłucham całej płyty. Kiedy w końcu jej przesłuchałam, na samym początku byłam zawiedziona, chyba nie tego oczekiwałam. Pewnie było to spowodowane tym, że nagle dostałam coś zupełnie nowego niż dotąd, to był odrębny pomysł muzyczny. Przez parę kolejnych miesięcy stopniowo się do niej przekonywałam, aż w końcu przekonałam się stuprocentowo. A Czas, który pozostał oraz Kot i pelikan to piosenki towarzyszące mi przy codziennym śniadaniu!

KK: Wspomniałaś o tym, jaki Artur był na tym spotkaniu. Myślę, że on w ogóle jest typem nadwrażliwca i introwertyka. Wydawałoby się, że taka osoba nie nadaje się na rockmana, jednak Rojek pokazał wszystkim tak myślącym, że są w błędzie. Chociaż należy przyznać, że początki działalności Myslovitz nie należały do najłatwiejszych. Jakiś czas temu miałam okazję rozmawiać z Przemysławem Myszorem, gitarzystą i klawiszowcem Myslovitz, właśnie o okresie, kiedy kapela rozwijała swoje skrzydła. Powiedział mi, że wtedy z powodu stresu Artur nie mógł grać na gitarze, bo drętwiała mu lewa ręka. Cały zespół był wówczas bardzo wrażliwy na krytykę – choćby pojawiły się trzy negatywne głosy w morzu pochwał, to zwracali właśnie na nie uwagę, bo najbardziej ich parzyły. Emocjonalny striptiz na scenie przed dużą publicznością nie przychodził im łatwo:

Artur Rojek miał taki sposób występowania, że najczęściej po prostu zamykał oczy. Nie szukał kontaktu z publicznością. Trudno mi powiedzieć, dlaczego, może właśnie ze strachu. Śpiewaliśmy wtedy mnóstwo smutnych numerów, jak chociażby „Good Day My Angel”, „Myszy i ludzie”, „Szklany człowiek”. Radiohead też jest takim smutnym zespołem, a my byliśmy w nich totalnie zapatrzeni swego czasu.

Jednak Rojek w końcu przełamał niepewność, pokazał światu te ogromne pokłady kreatywności, które w nim drzemią i otworzył się na ludzi. Do tego stopnia, że został pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym OFF Festivalu. Co sądzisz o tym wydarzeniu? Może miałaś okazję na nim być?

NR: Niestety, nie miałam okazji być uczestnikiem OFF Festivalu, chociaż jestem zdanie, że takie wydarzenie jest jak najbardziej potrzebne i jak najbardziej je popieram. W tym roku, kiedy usłyszałam, że wśród artystów pojawiła się PJ Harvey, miałam składać podanie, aby przyjęli mnie na wolontariat. Niestety, zbiegło się to z czasem trwania Nowych Horyzontów we Wrocławiu i zapomniałam o tym pomyśle. Moja przyjaciółka w zeszłym roku brała udział we wszystkich trzech dniach i, krótko mówiąc, była zachwycona. Pamiętam, jak przed wyjazdem mówiła, że nie zna części zespołów, czego się obawiała, ale w czasie trwania festiwalu, to nie miało żadnego znaczenia. Nieznajomość artystów sprawiła, że czuła się na na nim jeszcze lepiej. Ponoć atmosfera, którą wspólnie tworzą uczestnicy i wykonawcy, to coś nie do opisania.. Mam nadzieję, że kiedyś i ja pojadę na katowicki OFF!

KK: Ja również jeszcze nie byłam na OFF Festivalu, ale mam nadzieję nadrobić to jak najszybciej. To prawda, że line up jest iście alternatywny – Rojek zaprasza twórców mało znanych w naszym kraju, dlatego można nie kojarzyć nawet większości nazwisk, jednak jakość muzyki przez nich prezentowana jest zawsze na najwyższym poziomie. To nie znaczy, że nie brakuje gwiazd, jeśli możemy użyć tego określenia w stosunku do wykonawców obracających się raczej w niszowych kręgach. W tym roku są nimi dwie wspaniałe kobiety i artystki – wspomniana przez Ciebie PJ Harvey i uwielbiana przeze mnie Feist. Pozostaje tylko sobie życzyć, aby Artur Rojek nadal tworzył tak kapitalne wydarzenie, a w przerwie pomiędzy licznymi obowiązkami myślał i pracował nad nowym albumem. Płytą, którą z pewnością będzie kolejnym dowodem, jaki otrzymamy od chłopaka z Mysłowic na to, że warto podążać własną drogą, wyrywać się schematom i po prostu spełniać marzenia, bo sztuka ma ogromną moc.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany