Trzy razy lato: Muminki, Devendra Banhart i placek z truskawkami i rabarbarem

Jeśli oglądać filmy to tylko pod gołym niebem, po mieście poruszać się na rowerze, tańczyć w deszczu z plastikowym kubkiem w ręku przy akompaniamencie dudniącej festiwalowej muzyki, książki z kolei czytać wyłącznie na zewnątrz, przygryzając czerwcowymi truskawkami. Lato rządzi się swoimi sprawami i wymaga od człowieka kultury wzmożonego włóczykijstwa i swobody.

Czasy kiedy miesiące letnie faktycznie oznaczały odpoczynek i wakacje już dawno odeszły w niepamięć. Wręcz przeciwnie, od kilku lat wiązały się z mniej lub bardziej angażującymi zajęciami i dorywczymi pracami. Latem robię sobie jednak wakacje od kulturalnej codzienności – ciemne sale kinowe i ukochany czytelniczy barłóg (czytaj: róg kanapy, koc i kot na kolanach) zamieniam na parkowe ławki, przestrzenie miejskie i brzegi rzek. Nie oszukujmy się, słońce nie rozpieszcza nas przez resztę roku, dlatego łapię łapczywie wszystkie letnie promienie i ani mi się śni, by po pracy zaszywać się w domu.

Latem czytanie jest celem samym w sobie, nie zaś czynnością ulokowaną gdzieś pomiędzy. To w tramwaju, to w ciągu przysłowiowych 20 minut między zakończeniem obowiązków a snem. Czasem potrafię przejechać na rowerze kilkanaście kilometrów tylko po to, aby oddać się lekturze w pięknym miejscu, zwykle wystarczy jednak kawałek koca w miejskim lesie. Być może takie okoliczności nie wpływają korzystnie na koncentrację i efektywność przewracania stron, jednak komu na tym zależy, gdy przez korony drzew wdziera się słońce, a w powietrzu czuć zapach lasu i wody. Wówczas odkładam na bok wszystkie ambitne lektury na rzecz luźnych czytadeł. Nie odmawiam sobie również powrotów do czasów, kiedy wakacje niezmiennie oznaczały wakacje u babci, piasek w butach i pierogi z jagodami. Wraz z sentymentalnymi wycieczkami chwytam za biblię lakonicznych mądrości Tove Jansson, która podobnie jak moje wspomnienia pachnie iglakami i jagodami znalezionymi w północnym lesie. W miarę poznawania dorosłego życia Lato Muminków z książki o fantazyjnych przygodach w magicznym świecie urosło do rangi zaklętej księgi najważniejszych prawd, które z upływem czasu, wstyd się przyznać, odchodzą w zapomnienie.

Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze.

Tove Jansson Lato w dolinie Muminków

Wydawać by się mogło, że latem muzyka jest zbędna. Nic nie może przecież konkurować z szumem liści, którego tak bardzo brakuje zimą, świergotaniem ptaków o wschodzie słońca i nieznośnym wręcz rechotaniem żab, które nieraz nie pozwalało mi zmrużyć oka w domu rodzinnym. Jeśli jednak decyduję się na sztuczny soundtrack wszystkich rowerowych podróży i wieczornych spacerów, wybieram Devendrę Banharta. Jego stara dusza baśniarza zafascynowanego buddyzmem i przekraczaniem granic mająca odzwierciedlenie w pełnych słońca i koloru utworach to materiał na wszystkie letnie sceny – wino pite na poddaszu, ucieczki przed burzą, prywatki i plenerowe imprezy i sierpniowy summertime sadness.

Jest jeszcze jedno miejsce, w którym latem wyjątkowo obserwuje się życie. I nie jest to wcale parkowy skwer ani plaża. To targowisko. Latem z podobną łapczywością do zagarniania promieni słonecznych korzystam ze wszystkich dobrodziejstw tej pory roku, zwłaszcza owoców. Po ukochane truskawki stoję w kolejce dzień w dzień. Pani kochana, pani spróbuje jakie dobre maliny w tym roku, a może jagody, dziś rano zbierane. (…) A to ja jeszcze dołożę konwalii, takie ładne akurat mam – wprost uwielbiam targowy mikroświat, w którym stali bywalcy zostają włączeni do codziennej rzeczywistości wszystkich pań Bożenek, Grażynek i Halinek. Za wszystkimi owocami lata stoją zapracowane dłonie, bolące plecy i pobudki o świcie. Odchodzę więc z naręczami toreb wypełnionych truskawkami, czereśniami, bobem i fasolką szparagową, które cieszą bardziej niż cokolwiek innego. Choć uwielbiam pichcić, latem dobrym produktom niewiele trzeba. Jeśli jednak mam ochotę w ciepły dzień włączyć piekarnik od kilku lat na blasze ląduje niezmiennie najlepszy pod słońcem placek z rabarbarem i truskawkami. Prosi się o zjedzenie jeszcze ciepłego prosto z piekarnika, ale daję słowo, że najlepiej smakuje jedzony po długiej wycieczce rowerowej, z nogami zamoczonymi w jeziorze.

źródło: Unsplash
Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany