Wielki zespół w wielkim stylu – Koncert Gorillaz Humanz Tour w Warszawie

Polska publiczność musiała czekać aż 17 lat na to, by legendarny zespół pod batutą Damona Albarna, zajrzał w nasze skromne progi. Powiedzieć, że było warto czekać, to jednak zdecydowanie za mało.

Koncert Gorillaz był nie lada wydarzeniem. Fani pisali petycje do organizatorów Openera, Live Festival, listy wysyłano do Alter Art i gdzie tylko się dało. Wszystko, by Damon Albarn odwiedził Polskę wraz ze swoim życiowym projektem. I gdy reklamy aplikacji The Lenz (pozwalającej w technologii VR obserwować animowanych członków zespołu na smartfonie), pojawiły się na ulicach Warszawy, wiedziałem, że nie przepuszczę takiej okazji. Setki tysięcy osób odwiedziły stronę Electronic Beats, by spróbować szczęścia w walce o bilet na Gorillaz. Cudem, dwa z nich powędrowały w moje ręce.

Okładka najnowszego albumu Gorillaz pt. „Humanz”

Już przed godziną 19:00 można było ujrzeć rozwleczoną kolejkę do drzwi Nowego Teatru, zaś w tłumie dało się słyszeć dyskusje o koncertowej playliście, czy ekscytacji związanej z perspektywą nadchodzącego wydarzenia. Organizacja i wystrój były dopracowane w każdym calu – wnętrze przestrzennej hali teatralnej utrzymano w klimacie neonowych róży i fioletów, z rozstawionymi zdjęciami animowanych członków zespołu oraz innymi gadżetami znanymi z wideoklipów zespołu. Atmosfera idealna, by wyczekiwać pierwszych dźwięków ze sceny.

Zanim przejdę do samego koncertu, warto podkreślić, że Humanz nie jest najlepszym krążkiem w historii Gorillaz. Sceptycznie podszedłem zatem do faktu, że koncert miał promować ten właśnie album. Po pierwszym przesłuchaniu Humanz odniosłem wrażenie, że Gorillaz wpadło we własne sidła kreatywności. To płyta znacznie mniej melodyjna niż chociażby Demon Days, bardziej politycznie ukierunkowana w obszarze lirycznym, z dużą ilością awangardowych i hipsterskich wykonawców, których style muzyczne są  mieszanką wybuchową. Gdy się o tym czyta, wygląda to jak każda inna płyta Gorillaz, lecz Humanz jest specyficzna.

Zatem, znając zarys mojej opinii o Humanz, nadchodzące dwie godziny mogły mnie rozczarować. Ale do rzeczy! Gorillaz weszło na scenę lekko przed godziną dziewiątą i zmiotło publiczność już pierwszym utworem – Ascension. Vince Staples pojawił się na ekranie za zespołem, zaś od pierwszych dźwięków zrozumiałem, że to będzie genialny koncert.

Mat. własne z koncertu.

Każdy kolejny utwór wypełniał publiczność zastrzykiem energii, której – przyznaję – nie spodziewałem się po nowej płycie. Świetnie zabrzmiały m.in. Submission z Danny Brown’em na ekranie, Sex Murder Party z genialnym, aczkolwiek nieco przerażającym duetem Zebra Katz & Jamie Principle, a także jeden z pierwszych singli z płyty – Andromeda. Zaproszeni goście świetnie nakręcali tłum, zaś pieczę nad wszystkim trzymał Albarn. Fenomenalnie brzmiał chór, bas Seye Adelekana wypełniał muzyczne luki, a głos Damona Albarna, ze swoją charakterystyczną barwą, był wisienką na torcie. W przerwach między poszczególnymi kawałkami, brytyjski multiinstrumentalista wspominał nawet o swoich politycznych przekonaniach, twierdząc, że Brexit to bull****.

Gorillaz urozmaicało swój występ także wizualnymi fajerwerkami. Na ekranie za sceną pojawiali się animowani członkowie zespołu, Damon co chwila polewał publiczność wodą, zaś duet basisty Seye Adelekana i gitarzysty Jeffa Woottona do złudzenia przypominał Murdoca i – wierzcie, lub nie – Noodle. Energia płynąca z Humanz była fenomenalna i godzinna część koncertu minęła w oka mgnieniu. Gdy Gorillaz niespodziewanie zeszło ze sceny, tłum automatycznie zaczął domagać się więcej.

 

Na deser muzycy zagrali kilka swoich starszych kawałków – Stylo, Kids With Gunz, a także niecodzienną kolaborację Clint Eastwood, w której zespołowi towarzyszyła fanka wybrana z tłumu. Przerażenie, które wymalowało się na twarzy dziewczyny, szybko zastąpiła ta sama energia, którą zespół pompował w publiczność. Ostatecznie, pierwsza zwrotka zabrzmiała prawie tak, jakby sam Del The Homosapien wpadł na koncert.

Elektryzujący występ Gorillaz wpisał się do listy mojego top live. Po kilku festiwalach muzycznych i wielu koncertach, z radością stwierdzam, że Damon Albarn & The Squad nie tylko udźwignęli ciężar moich oczekiwań, ale i podnieśli poprzeczkę niebotycznie wysoko. Z niecierpliwością będę wyczekiwał ich kolejnego występu oraz albumu.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany